księga gości


2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień



Drogi Czytelniku!

Trafiłeś na bloga Panny Lao, prowadzonego od grudnia 2003 do listopada 2009. Aktualnie blog stanowi niedokończony, ale zamknięty zestaw notatek z tego okresu. Z czasem prawdopodobnie zniknie z sieci. Przekonaj się, jak może zmienić się postrzeganie świata przez człowieka między jego piętnastym a dwudziestym pierwszym rokiem życia. Archiwum znajdziesz po lewej stronie.

Jeśli jesteś ciekaw, co Panna Lao porabia aktualnie, zajrzyj tu:
Lao.fotolog.pl
Twitter.com/LaoColaCao
Last.fm/LaoColaCao

Jeśli chcesz poznać historię Eda, bohatera po części literackiego, zapraszamy tu:
Cartoon-World.blog.pl

A jeśli miałbyś ochotę dowiedzieć się, gdzie i co autorka pisuje aktualnie, zapytaj w komentarzu pod ostatnią z notek, zgodnie z instrukcjami. Dopóki blog istnieje w sieci, jest szansa na uzyskanie odpowiedzi.
Życzę miłego obcowania z moimi zapiskami, za wszelkie niezręczności przepraszam - traktujmy je jako rozwojową konieczność.
Pozdrawiam i załączam wyrazy.

Ania (autorka)






2009-11-24 21:08:12
gone
wyniosłam się stąd. może na chwilę, może na dłużej, okaże się.
6 lat balastu zaczęło mi ciążyć. mam nowe miejsce do pisania głupot.
zapytaj, może powiem gdzie :)

skomentuj (3)

2009-11-05 23:47:17
Slavoj Žižek "The Pervert's Guide to Cinema" (DKF)
Slavoj Žižek w Wikipedii

Nie kocham freudystów.
Traktuję nieufnie ludzi ślepo zapatrzonych w tę koncepcję, uważam że to niezdrowe.
Slavoj Žižek wymyka się - na szczęście - takim prostym przyporządkowaniom.
Przez 3 godziny, bo tyle trwa "film", Žižek zadaje pytania. Zestawia ze sobą najważniejsze motywy klasyki filmowej i próbuje interpretować je za pomocą filozofii, zadając trudne, kontrowersyjne pytania o naturę: człowieka, trzech freudowskich wymiarów osobowości i relacji między nimi, o prawdziwość klasycznych motywów komleksów, o postaci ojca i matki, w końcu o sens, sposób działania i funkcję kina jako projektora wszystkich tych zjawisk psychicznych.
Dla mnie to 3godzinna partia intelektualnych szachów. Mimo, że partner jest bardzo wymagający, zdołałam nie stracić wątku. Większości cytowanych filmów nie widziałam (ale chcę zobaczyć mimo, że Žižek zarysował oś fabuły i rozwiązanie), zdaję więc sobie sprawę, że pokazując sam fragment i proponując odpowiedź na ryzykowne pytanie o jego sens bardzo łatwo mną manipulować, bo wszystko co widzę składa się w spójną całość. A ja chciałabym znaleźć kontrargument w niewidzianej przez siebie całości.
Mimo to za każdym razem, kiedy Žižek rzuca z ekranu: "A co, jeśli...?", serwując kolejną kontrowersyjną tezę o naturze, dajmy na to, kobiecej seksualności, ja zaplatam ramiona i mówię mu: "Udowodnij mi. Rozwiń to, przekonaj mnie".
W tym akurat aspekcie nie przekonał mnie zupełnie.
I tu tkwi freudowska pułapka.
Jeśli nie zgadzasz się z demaskowanym mechanizmem, to znaczy, że coś w nim jest!
Mogę dyskutować z freudystami na poziomie abstrakcyjnych, filozoficznych rozważań. Przyjmuję warunki, zgadzam się operować pewnymi umownymi pojęciami bez kwestionowania ich prawdziwości, wyłącznie na płaszczyźnie intelektualnej i koniecznie w sposób logiczny.
Więc poza tymi warunkami, głupi Freudzie, zejdź ze mnie i mojej domniemanej podświadomości. Systemy - pułapki mnie nie bawią.
Žižek nie forsuje tez. Ogranicza się do ciągle powtarzanego: "A co, jeśli?".
Co, jeśli dobra kobieta to martwa kobieta, bo żywa pozostaje wieczną zagadką, czymś dla męzczyzny nieprzewidywalnym, nielogicznym i nieosiągalnym?
Co, jeśli dobry ojciec to martwy ojciec, bo żywy dominuje syna, zagraża mu, konkuruje z nim?
Co, jeśli kobieta w sposób pełny przeżywa przyjemność z odbytego aktu seksualnego dopiero wtedy, gdy opowiada o nim koleżankom?
Dlaczego Morfeusz nie oferuje Neo trzeciej tabletki, pozwalającej po prostu powrócić do przerwanej iluzji, bez niepokoju i dokonywania jakichkolwiek wyborów?
Czy kino jest projekcją naszych kompleksów i pragnień? Czy prawdą jest, że nie uczy nas, czego pragnąć, a jedynie - jak?
No właśnie, co, jeśli? :)


skomentuj (4)

2009-11-01 21:04:53
Skąd przyszłam?
W tym roku wycieczkę na groby odbyłam samotnie, tak się po prostu złożyło, rodzina nie mogła długo czekać, mnie się nie bardzo chciało wygrzebywać z piżam. Poczekałam sobie do zmroku.

Wszystkich ważnych faktów z życia mojego Dziadka dowiedziałam się dopiero po jego śmierci, kiedy każdy potrzebował opowiadać, żeby poradzić sobie ze stratą. Zrozumiałam, jak silnie wpłynął na kształtowanie się osobowości swoich synów (zadziwiające, jak różne były efekty). Dowiedziałam się, że był srogim, wymagającym ojcem. Dla mnie - najlepszym, dobrotliwym, rozpieszczającym dziadziem. A ja podobno byłam najukochańszą z jego wnuczek.
Przez pierwsze lata dużo częściej odwiedzałam jego grób. Przynosiłam ozdobne świeczki zamiast zniczy i bukieciki stokrotek i bratków na jego imieniny. Przychodziłam żalić się, kiedy było mi źle. Wyobrażać sobie, że jestem malutka i wspinam mu się na kolana. A tych wszystkich złych rzeczy jeszcze nie ma.
Teraz przychodzę raz albo dwa razy w roku. Staram się nie pocieszać myślą, że "przecież on na pewno widzi, że pamiętam na co dzień". Mam nadzieję, że widzi, że nie muszę już uciekać, chować się we wspomnieniach. I że słyszy, jak opowiadam o nim innym.

(Swoją drogą - zawsze zaskakuje mnie na nowo i wzrusza, że Babcia nadal nosi obrączkę. Dziadka już nie ma, ale ona pozostała żoną. Niektórych śmierć rozłącza tylko pozornie, tylko tymczasowo.)

Mój Pradziadek, owoc mezaliansu chłopa i szlachcianki, spoczywa na tym samym cmentarzu. Zmarł w 1966 roku, ale mój Tata zapamiętał go bardzo silnie i od zawsze zabierał mnie na grób, opowiadając przy tym o dziadku, bohaterze swojego dzieciństwa. To on był złotą rączką i budował wnukom najrozmaitsze zabawki, to do niego biegło się ze skaleczeniem w obawie, że ojciec spuści lanie.

Stawiam znicze na grobach mężczyzn, którzy ukształtowali mojego ojca. Staram się pamiętać kim byli i jak na niego wpłynęli, bo on wpłynął na to, kim jestem ja, a pośrednio wszyscy oni będą mieć swój udział w tym, kim będą moje dzieci. Je też będę przywozić na cmentarz i opowiadać, żeby wiedziały, kim, dlaczego i skąd są. To ważne.

Domino pokoleniowe. Kolejna część układanki, element odpowiedzi na jedno z 3 najważniejszych pytań.

skomentuj (2)

2009-10-17 12:08:42
żadne tam proroctwo, zwykła podświadomość
Przedwczoraj śniło mi się, że mój Brat śpi w sąsiednim pokoju, ubrany w zimowy kombinezon i przykryty kocykami. Płacze, bo jest mu za gorąco i przez sen wygrzebuje się z ubrań. Wtedy okazuje się, że do głowy dziecka (bardziej przypominającej głowę lalki z dziwnym grymasem) przyczepione jest wiotkie, ceniutkie ciałko uplecione z włóczki.

Dzisiaj z kolei w moim śnie helikopter medyczny spadł na boisko szkolne po drugiej stronie ulicy. Pobiegłam tam, okazało się że mama i Młody lecieli nim dokądś, że są między szczątkami helikoptera ale nic im się nie stało, są tylko trochę potłuczeni, a Młody w szoku; mama go osłoniła.

Coś mi mówi, że mam lęki.
Coś mi mówi, że nie powinnam myśleć o macierzyństwie, póki co.

skomentuj (6)

2009-10-14 19:58:22
13 w skali boforta
Ja wiedziałam, że jesień nad morzem bywa wietrzna, ale nigdy do końca nie podejrzewałam, co to tak właściwie znaczy. Nie wyobraziłabym sobie tego co aktualnie się dzieje z powietrzem. Nawet, gdyby mi ktoś bardzo przekonująco opowiedział.
Wydarzają się rozmaite kataklizmy: pozrywane kable i trakcje elektryczne, drzewa powyrywane z korzeniami lub pokrajane na pół przez pioruny (i to dwa obok siebie), uszkodzone molo, podmyty klif, podtopione dolne miasto, że o takich drobnostkach jak złowrogo dygocące tablice reklamowe czy powiewające strzępy plandek i bannerów nie wspomnę.
W związku z powyższym postanowiłam nie ruszać się spod kocyka w domu ani dziś, ani jutro (tak długo, jak tylko się da). Zapasy żywieniowe jeszcze mam. Sęk w tym, że moja wieża nie do końca nadaje się na bunkier, z 10 piętra za dużo widać. Na przykład taki most. Most przez Motławę niedaleko wjazdu do miasta od strony Elbląga, odbijający chyba w stronę portu, duży, z czerwonymi przęsłami. Aktualnie przęsła wiszą sobie luźno, a cała główna konstrukcja straszy ostrym odchyleniem od pionu, w kierunku pasującym do kierunku wiatru. Ale nigdzie o tym nie piszą, więc pewności nie mam. Albo błyskawice, też atrakcja: błyski rozświetlające całe niebo (a wiadomo już państwu, że nieba to ja mam za oknem całe mnóstwo)...
Pan Michał namawia mnie radośnie do obejrzenia jakiegoś filmu pasującego tematyką: Armaggedon, Twister czy też coś o Arce Noego. Podsuwa wyobrażenia rozcapierzonych kotów fruwających na wietrze między blokami, albo kwadratowych krów porywanych wichurą z donośnym 'muuuuuuu...!'. (Nie wiem jak na innych dzielnicach, ale u mnie na boiskach między blokami nie ma krów - tak gwoli ścisłości).
Tylko, że ja się boję i tak. Ja jestem mała, mnie ten wiatr prawie podrywa z chodnika, szarpie się z moją torbą, zrywa kaptur, zapiera dech i wyrywa słuchawki z uszu. Taki wiatr może bez ostrzeżenia zdzielić mnie urwaną gałęzią w potylicę. Albo może nawet kawałkiem rusztowania, kto go wie? Wiatr budzi morze, a z nim wszystkie niszczycielskie siły, o których rozsądny człowiek na co dzień stara się nie pamiętać. Wobec takich sił niewiele znaczy całe miasto, a co dopiero taka pojedyncza ja?
Dudnią mi w głowie wzniosłe zdania o pierwotnym dziedzictwie instynktów zagłuszonym przez stwarzającą pozory wszechbezpieczeństwa cywilizację. Jak to się natura dopomina należnego szacunku i pokory, a tabun jaskiniowców schowanych w moim DNA namawia mnie do ucieczki. Dudnią, ale ja nie rozumiem, wiatr zagłusza.

skomentuj (1)