późno w nocy

wpisałam w googla swoje imię i wyszukałam grafikę. tym sposobem trafiłam na galerię z ekipą Mansona… nie dosłownie, na szczęście :D tylko fotki tak mi sie mocno kojarzą…
wierzyć się nie chce, że są na ziemi tak szaleni ludzie…
industrialgotic.com – strona główna
przeglądam galerie z ‚dziewczętami tygodnia’ w poszczególnych latach. niektóre zdjęcia nawet mi się podobają – byle nie zbyt agresywne i wyzywające. co delikatniejsze… :-)

Rat
Gabriella – taka śmieszna… :-)
Wlidfire – ogień
Kelowna – po prostu niezależna…
Mikaela – prześliczna
Natalie – tajemnicza
Meem – przypomina mi moją Jenny…
Laura – zaklęta w marmur…
Wicked Gilr – jedyna okularnica, jaką znalazłam! za odwagę! poza tym ślicznie zadarty nosek
Leonora – za skromność i dziewczęcość
Angela – w szmaragdową noc, w kryształowym zamku…
Sascha
Anna – niesamowite…
Nocturna – cherrie lady :-)
Anna Grau – porcelanowa lalka… piękna
Acid Princess – jedna z niewielu, które się uśmiechają… na dodatek ślicznie :-)
Sonnet – warkocze :)
Rose Morten – piękna suknia…
GraveyardFlower – twarz mnie zachwyciła… zdjęcie w świetnym klimacie :>
Countess Christina – klimat jak z okładki Closterkellera
Socialfobia – tłumofobiczka?

jeśli idzie o pozostałe panie, to niespecjalnie mi się podoba zbyt agresywny image… gotyk to dla mnie raczej poezja, bajka :-) czyli piękne twarze, subtelne rysy…
przykład pani, która za bardzo się wczuła:
#1
#2
#3
… ale to są jeszcze i tak co łagodniejsze…
wyjaśniam: nie wolę pań bardziej niż panów :-) po prostu lubię oglądać piękne twarze. jestem estetką.

snow

no i załatwione. już ostatecznie. nic nie dały wszelkie ofensywy i poowne próby pokonania skały. klamka zapadła. kości zostały rzucone. nie jadę do Błażeja na sylwestra….
mama okazała się oporna na próby przekonywania. mnie za trzecim razem zignorowała, ucinając rozmowę krótkim ‚nie pojedziesz’. z Błażejem w ogóle nie chciała rozmawiać. łaskawie wzięła słuchawkę kiedy powiedział że chodzi o co innego. usłyszał jej ton i zrezygnował z pertraktacji. poinformował tylko o możliwości zabrania mnie na finał WOŚP 11 stycznia do studia telewizyjnego – będzie miał wejściowki. na tym się rozmowa skończyła.

gdybym mogła

czarne anioły

wskrzesić

przynieśc ulgę zbolałym członkom

i zapomnienie

w zasadzie cała afera skończyła się lepiej niż myślałam. w chwili obecnej jestem kobietą wzbogaconą o strach, złość, rozdarcie między dwiema kochanymi osobami, bezradność i początki depresji. mam za sobą ładnych kilka dni nerwówki, długich kłótni z Błażejem pełnych wyrzutów i gróźb oraz obopólnego ranienia się. nic nie poradzę, że takie ma metody perswazji i mobilizowania mnie do walki. ale efekt był taki, że ja motywację straciłam prawie całkiem. w powietrzu wisiało pytanie o sens tego związku. groźba w stylu: jeśli tego nie załatwisz, będę musiał odejść. nie umiem być z kimś, kto nie daje maximum z siebie. jeśli poradzę sobie bez ciebie w tej ważnej chwili, to poardzę sobie też w tych mniej waznych. brzmi znajomo, prawda?
no ale wczoraj nastąpił jakotaki przełom. długa rozmowa na gg, na spokojnie. wyjaśnienie sobie kilku rzeczy i ponowienie obietnic, że kochamy, że na zawsze, że nigdy nie…
dzisiaj miałam spróbować ostatni raz. ale o efektach tych prób już wyżej napisałam. porażka. „tą wojnę przegraliśmy”, podsmował on. wojnę – nie za duże to słowo? zastanawiam się…
ale jest ogólnie rzecz biorąc lepiej właśnie o tę rozmowę. znów jakiś kork do przodu w naszym byciu razem. no i o obietnicę mamy (odgórną) że jeśli będą te wejściowki, to mam obiecany wośp w studiu.

kurde. łażę sobie po blogach z braku lepszego zajęcia… tzn mam trochę lepszych zajęć, nawet kilka, ale ani natchnienia, ani animuszu… a to jest tak cudownie bezproduktywne – oglądać sobie cudze życie. właściwie ja czytam mało, chyba że na pierwszy rzut oka coś mnie wciągnie. raczej własnie oglądam obrazki, szablony. przez szablon ludzie próbuja wyrazić siebie… nastrój, zainteresowania, uwiecznić chwilę. a ja? chyba tylko nastrój… i bardzo się staram nikogo na siłę nie przyciągać… to jest moje miejsce.
zastanawiałam się nad poddaniem mojego bloga ocenie. szukałam naet jakiegoś porządnego oceniającego bloga. znalazłam może ze dwa sensowne, ale chyba jeszcze nie teraz. po co oceniać coś, co jest pisane tylko dla moje własnej przyjemności? jeszcze przestanę panować nad sobą i zacznę pisać pod publiczkę…

dzisiaj cały dzień pada śnieg. to znaczy… pomijając fakt, że obudziłam się o wpół do dwunastej… :-) jest koło ósmej wieczór, a to pada, pada, pada… zupełnie odmieniło miasto. na wigilię była biała sielanka, która w drugi dzień świąt się wzięła i roztopiła. zostały zmętne resztki śniegu, lodu i chlapy. dzisiaj to co napadało częściowo topniało, ale mam nadzieję, że przez noc zmarznie i zostanie, bo jest naprawdę ślicznie. chociaż na dłuższą metę nie cierpię śniegu, przytłacza mnie… to uważam że jak zima to zima. w końcu mamy grudzień, prawda… miła biała zmiana po długich miesiącach szarości. bajkowa atmosfera. inspirująca…

myślisz Kochanie że temat sylwestra przeszedł bez echa w mojej świadomości, że przyjęłam to wszystko z lekkim sercem… nie. ale nie chcę wypluwać tu z siebie złych wibracji. to minęło. teraz już weszłam w fazę czekania na wośp. wszystkie łzy wylałam na kartki pamiętnika z papieru, w zielonym zeszycie w kropki. bo tak czasem trzeba…
nie zawsze można się wyłamać. nie zawsze umiem rzucić wszystko w cholerę i iść własną drogą. może dlatego nie nadaję się na punka… :P ale zawsze kiedy tak robię od wpływem impulsu, później na tym tracę. możebałam się ryzykować…
możesz mnie zgnoić ile Ci się tylko podoba. to już jest za nami, nie płaczmy po tym, wio do przodu…
ja Cię kocham. i chyba to jest najważniejsze.

tabs

wzięłam się za szczegółowe przeszukiwanie strony z chwytami/ tabulaturami. najlepsza mi znana baza polskich piosenek. aż się zdziwiłam, że tak szybko wymiękam przy niektórych zespołach…
takie moje małe zboczenie. Łzy. ale tylko 2 pierwsze płyty. trzeciej prawie w ogóle nie słucham, czwartej nawet całej nie przesłuchałam. ale mam swoje ulubione kawałki… takie, przy których łezki same się w oczach kręcą. tym bardziej teraz. dzisiaj. kiedy wróci a ja bedę mu musiała powiedzieć że nici z naszego wspólnego planu, wiem że będzie awantura i to ja oberwę. że się nie staram. może naprawdę nie wyrobi i tak skończ się sielanka o domu. piszę sobie o tym z czystym sumieniem i z lekkością, bo wiem że prócz niego naprawdę mało osób to przeczyta, a żadna z nich nie jest do końca w temacie. więc jestem sobie szczera i dosłowna. tralala. co do łez, oto przykłady…
Aniele Mój
Łabędź
Emanuelle Noire
Ja Samotna
Łzy Szczęścia
Modlitwa
Niebieska Sukienka
Zdjęcia Z Wakacji

tyle udało mi się znaleźć ciekawych rzeczy na tej konkretnej stronce, jeśli idzie o DOBRE piosenki Łez.

jest tu oprócz tego masa innych ciekawych rzeczy… ale nie będę tego wymieniała. dzisiaj kończę na Łzach. Misiek zrozumie dlaczego.
dobranoc, może kiedy indziej walnę więcej…

fragmenty – po Nie Zabijaj-u

13.V.2003

(…) W którymś momencie to wszystko pojawiło się na raz, jedno po drugim, i nie wytrzymałam. Połamało mnie totalnie. Zabrakło mi sił i chęci na cokolwiek. Po co ja żyję, skoro wszystkim przeszkadzam. Długie i żmudne próby Błażeja lekko mnie podnoszą, ale jeszcze nie do końca. Teraz przynajmniej próbuję walczyć.
Straciłam z nim kontakt. Jest w Wawie i prawie się do mnie nie odzywa. 3 – 4 minuty rozmowy dziennie – żeby chociaż tyle. A jak się uda, to któreś napisze smsa. Pośpiesznego i prostego. Wszystkie do siebie podobne.
Mam go za mało. Tracę siłę. Gubię cel. Ale on nie zdaje sobie z tego sprawy.
Nie napiszę notki na bloga, póki jej głównymi tematami byłyby: łzy, ból, walka, słabość, strach.

Grrr

nigdzie nie jadę.
zabroniła.
jej prawo.
ale to nie zmienia faktu
że
kipię
od poczucia niesprawiedliwości
od żalu
smutku
kipię
pewnością że to nie zmieni nic na lepsze
i że nie mam wpływu na wydarzenia, które nastąpią.
starałam się.
prosiłam.
tłumaczyłam.
przekonywałam.
wszystko na nic.
nie i nie.
tak zdecydowała we wrześniu i tak będzie.
moja wina? moja wina? moja bardzo wielka wina??
nie.
to dlaczego we mnie to godzi???
ja wiem… słyszałam to tyle razy. że to nie jest chłopak dla mnie. i nie próbuje nas rozbić, tylko nie pozwolić na następne nieprzemyślane szczeniackie kroki. i że sami do tego doprowadziliśmy, do wakacji jej może przejdzie… nie chodzi o mnie tylko o niego.

ale to ja dostaję po głowie od obojga, od każdego z osobna i za co innego w tej samej sprawie. między czarnym i czerwonym nie sposób czuć się dobrze…

ok. najwyżej zostanę sama. już tyle razy się tego bałam, już tyle łez wylałam na tę okoliczność – a w zasadzie na sam widok takiego widma, że może jakos to zniosę. może kosztem nauki, może kosztem egzaminów, może kosztem całego roku. nie wiem. w zasadzie w takiej sytuacji mam to gdzieś. może wtedy oboje zauważą że nie można mną tak targać. że to naprawdę nie zależy od mojej złej woli czy głupoty. że po ptostu… tak nie wolno… jeśli oboje mnie tak kochają, to niech się ze mna lepiej obchodzą…
wiecie co? ja mam dosyć… niech się kłócą i biją, ale beze mnie…

fragmenty – Nie Zabijaj

29.IV.2003
Pociąg z ponad godzinnym opóźnieniem dociera do warszawy. Na peronie On… dziękuje studentowi wychylającemu się przez okno za opiekę nade mną. Ubrany w sztruksy, koszulkę Cradli i polar. Włosy związane. Mój. On. Krótka wizyta w ich pokoju, jeżdżenie z nim po Wawie – całkiem bezpiecznie, dobrze mi tam było… mogłabym jechać daleko w świat. Tylko my dwoje. Potem wsiadamy z p. Jackiem, we troje, do samochodu i kurs na dom. Docieramy po pierwszej. Długie pożegnanie wieczorne, w końcu sen w Jego łózku, które tak lubię.

30.IV.2003
Koło 10:00 lecimy do Mdk-u pierwszy raz. Poznaję Słodkiego. Miłe wrażenie. Plus Krzysio i Łukasz. Potem też Magda i Agnieszka. I już jest 6 osób. Przedstawia mi się Stefan. idą sobie na piwo. Z Błażejem kleimy płachty, targamy i w ogóle. Przyzwyczajam się do nowego miejsca. Wieczorem kończę za dziewczyny przyczepiać płyty do kurtyny. Drabina jest wysoka i się trzęsie, ale ja zgrywam bohatera. Błażej głównie klei, a ja chodzę i psuję co się da.

1.V.
(…) Kiedy już nie ma dla mnie roboty, albo truję Stefanowi tyłek na balkonie, albo się snuję po kątach. Cały czas mam na szyi dzwoneczek. Żeby Błazej wiedział gdzie jestem. W końcu kładę się we wnęce za fortepianem na fotelu i zasypiam.(…)

2.V.
(…) Dzień koncertu. Od rana zapieprz. Króliki i instalacja. Montują lampki, On i Mateusz. Ja błaznuję. Kumpluję się z Magdą. Obiecuję pączka Stefanowi za to, że wydrukował nam „zakaz palenia’ i nie musiałyśmy kombinować (marker, taśma izolacyjna). (…) Koncert się zaczyna. Siedzimy z Magdą na balkonie i kpimy. (…)

(…) Jeszcze trochę tańczę – bardzo podoba mi się ta muzyka i ten klmat. A ja przypadam do gustu Stefanowi jako maskotka. B. zazdrosny. Najpierw dziewczyny spały na podłodze, teraz kolej na nas. Koło czwartej kładziemy się razem koło krzesełek. Na podłodze, na mojej koszuli, bluzka na mnie podskakuje – tak jest głośno, ale leżę przy nim i jestem szczęsliwa. Zasypiam. O piatej imprezka się kończy. Grało 12 kapel przez 11 godzin. Słodki już skrzypi niemiłosiernie. Dziękuje nam wszystkim ze sceny. Koło szóstej docieramy do domu. Jest juz zupełnie jasno. Kiedy się kładę, słońce świeci mi w twarz. Zasypiam przy Nim. Po chwili budzi mnie dotykiem. Muska kontury mojej twarzy: gładzi brwi, powieki, usta, brodę. Delikatnie mnie całuje. Płacze. Wstaje i wychodzi.

4.V.
(…) Pijemy – ja Sprite’a z lodem i cytrynką, B. piwko – w kawiarni ulicznej w centrum. Drogo jak diabli plus ładna – za ładna – kelnerka. B. po raz setny w ciągu ostatnich dni wspomina o Adze. W sensie blitz. Nie wytrzymuję. Już się wyetarczająco dużo nasłuchałam, że jest dla niego taka ważna… że przez to czuje potrzebę wspominania o niej. To niesprawiedliwe. dla mnieOn stanowi taką osobę: to o Nim ja ciągle opowiadam. A On o innej kobiecie. Poza tym nie słyszałam, nawet z plotek albo grzecznościowych formułek, żeby On o mnie komuś tyle mówił co o niej. Poza tym charyzma zimnej łamaczki serc rob swoje. Dodatkowo uwydatnia to mgiełka czasu. Zimna i bezwzględna Agnieszka („przewrotna i niewinna, i zimna tak jak skała…”) ma tajemniczy urok, którego nie ma zwykła, szara, usłużna Mysz. Mysz zawsze pogłaszcze i przytuli. Agnieszka rozkochuje i rani. Mysz jest lepsza, ale to o Agnieszce On myśli. Niesprawiedliwe!
Te wsztstkie myśli doprowadzają mnie do łez, których on nie zauważa. Wyrzucam mu to wszystko, a on przeprasza, tłumaczy, obiecuje. Łzy jakoś zostają opanowane, ale na krótko. Udajemy się już w stronę przystanku Pok-Touristu. Tak bardzo go kocham i tak wielki ból strawia mi myśl o Agnieszce, i tak bardzo się boję, i tak bardzo nie chcę zostawać sama… Płaczę idąc obok niego, odwracając głowę. Kiedy nie jestem w stanie odpowiedzieć na jakieś pytanie, w końcu zdaje się zauważyć. Staje i rzuca torby na chodnik. „Aniu…” (niew lubię, kiedy tak do mnie mówi. Jest w tym troska i specjalna, wyjątkowa czułość, ale zawsze mam wrażenie, że nie do mnie to powiedział, a do swojej dawnej miłości… tej od roweru. Ona też jest kimś wyjątkowym bla bla bla, tyle razy mi to tłumaczył, ale nie jestem pewna czy ten teren naprawdę jest tylko mój i boje się inych kobiet…). Ląduję twarzą w Jego koszulce. Pamiętam: tej z RHCP. Ściskam i miętoszę ją garściami, zaciśniętymi pięściami. Szlocham głośno. Moczę koszulkę łzami. Nie wiem, czy mnie obejmuje. Nie czuję tego. Nie pamiętam. Ciekawe, co ludzie pomyśleli… Jakoś udaje mu się mnie ugłaskać. Ale nie do końca. W myślach od wczoraj odliczam: jeszcze 16 godzin, 12, 10… rano: jeszcze 2. Teraz: jeszcze 40 minut razem. Na policzkach kolejne łzy. Docieramy na przystanek. Wrzuca moje torby do autokaru, kierowca odhacza rezerwację. Notabene, na nazwisko (***)
[nazwisko Błażeja]. B. biegnie do sklepu po wodę – od rana, tzn. od tego Sprite’a nie mieliśmy nic w ustach. Ja przystaję pod wiatą przystanku i dyskretnie zalewam się łazami. Wszystko we mnie się buntuje, nie chcę jechać. Chcę zostać tutaj, z nim sam na sam i na zawsze. Ale tak trzeba i takie jest życie. Muszę. B. z kolei upiera się, że mnie odwiezie – nie wiadomo, czy ktoś po mnie wyjdzie,, a otrba jest ciężka. Pojedzie ze mną do domu, odprowadzi pod drzwi, odniesie torbę i wróci stopem. Wybijam mu to z głowy. Przed odjazdem uspokajam się trochę. żegnamy się bardzo długo. W końcu drzwi zamykają się, samochód rusza. Ostatnie spojrzenie przez okno – i odjeżdżam. Skończyło się.

lunatyczka

grzebię w starych płytach. jak co roku w święta, tylko płyty się zmieniają…
marchef w butonierce. obiektywnie bardzo dobra płyta, co roku powstają setki podobnych ideologicznie, a jednak znacznie gorszych… no ale to jednak jest pidżama. w zestawieniu z innymi dziełami chyba najorsza – z tych, które przesłuchałam. oczywiście są tu arcydzieła tekstowe, ale Grabaż się stażeje. już mi to bardzeej przypomina poezję śpiewaną niż punka. chociaż pidżama zawsze szła swoją drogą, między tymi wszystkimi etykietkami. za to ich cenię.
idą brunatni, idą brunatni
maszerują ogolone żołnierzyki
niszczą drogowe znaki, denerwują ich czarne ludziki…

arcydzieła, czyli „bon ton na ostrzu noża”, „tom petty spotyka debbie harry”, „pryszcze”, tekstowo „twoja generacja”, chociaż wybitnie singlowo-radiowa. lubię pidżamę :-)

dzisiaj dalej jestem czarodziejką, wróżką – chociaż już mniej. wczoraj wyczerpałam częśc potencjału na czarowanie Błażeja, opowiadałam mu bajkę na dobranoc. mam ją w archiwum, ale co by to dało, gdybym ją tutaj wkleiła? moja magia to gra na emocjach, myślach, uczuciach. dotyczy tylko dwóch osób. same słowa mają małe znaczenie, liczy się efekt jaki wywołują. dalej chciałabym ponownie nawiązać taki kontak z kimś, tylko brak mi ofiar… moja ulubiona ofiara jest zajęta i nie ma czasu na duperele. smutno…

to wszystko jednak sztuka. mnie czarują dźwięki i głos nagrane na taśmie i sączące się z głośników. magia – przekazać sygnały tylu ludziom, nie znając ich imion… jesli wiesz co chcę powiedzieć…

ja? kobieta? kobietka. silna? słaba. silna tylko kiedy muszę. wyjątkowa? jedna z wielu. złoty blond? orzeczowy brąz. lazurowy błękit? szarawa zieleń. łania? myszka. skała? porcelanowa laleczka. wśród ludzi? wieczna outsiderka. alabaster i kośc słoniowa? sińce pod oczami i niewyraźne piegi. utracjuszka? obserwatorka. czerń, biel i czerwień? bordo. pewnośc siebie? schizofrenia.
gra skojarzeń, pytania i odpowiedzi. prawda, spojrzenie w zwierciadło.

coś mnie natchnęło i kilka godzin wczoraj spędziłam piszą c wtarym pamiętniku. zielony zeszyt w kropki, w twardej oprawie. w końcu ręka i głowa odmówiły posłuszeństwa. przerzuciłam się na czytanie. naprawdę, niektóre fragmenty mnie zaskoczyły, rozśmieszyły… może coś tu później zamieszczę :-)

post scriptum

ależ ta notka wyszła infantylna, efekt robienia 3 rzeczy na raz… chciałąm w niej w kilku słowach zamieścić wiele treści. to, że w święta zawsze przepełnia mnie rozrzewnienie. nadwrażliwośc na cudzy smutek. chciałabym pomóc wszystkim. nie chcę, żeby cierpiał ktokolwiek. wtedy cierpię sama.
i dzisiaj właśnie przejęłam cudzego doła. stąd porcelanowa laleczka.
laleczka, ale też wróżka… bardzo chcę kogoś zaczarować. mam już bordowy sweter i iskry w oczach. brakuje chętnego… potrzebuję kogoś, kto poddałby się moim czarom, żebym mogła poczuć że nie jestem sama nawet w takiej sytuacji. potrzebuję… tak naprawdę jeden człowiek by temu nie sporstał. dzisiaj potrzebuję was wszystkich.

protect me…