Wyspa róż

Anarchia kocha teatr, ja kocham teatr. Umiem chować się za maskami i udawać kogo innego. Umiem z najróżniejszych okazji odstawiać całe spektakle. Niekoniecznie wesołe. W zasadzie moja wyobraźnia daje mi nieograniczone pole do popisu.
Nie zdarzyło mi się nigdy spotkać kogoś i natychmiast pomyśleć o nim: chciałabym być tą osobą. I pragnąć tego, i marzyć o tym. Nie, ja mogę być każdym, jeśli chcę. A przynajmniej wierzę w to.
Co zabawne, jest to teatr jednego aktora. Tylko ja na pustej scenie i przed pustą widownią. Nie patrzę na reakcje, odgrywam manifesty tylko dla własnej radości bądź satysfakcji. Manifesty często niezrozumiałe i bezcelowe z pozoru, ale dla mnie mające znaczenie.
Popadam w groteskę, i dobrze. Lubię to.

Ekscentryzm kojarzy mi się z fajką w zębach i piwem w dłoni. Za żadne skarby świata nie mogę wmówić sobie, że już jestem ekscentryczką, bo nie palę i nie piję. Czasem mam ochotę być kimś innym – w ogólnym tego słowa znaczeniu. Zbuntować się zwyczajnie, tak do bólu po szczeniacku, głupio. Ale na to sobie pozwolic nie mogę. Nie ma po co, lepiej wizieć świat w całej gamie barw, niż przez mgłę.

Do kogo ja to piszę…?
W książce złożony na pół tkwi nie wysłany list. Wiem, że słowa w nim zawarte sprawią Komuś dużo bólu.

„język waha się
między wybitymi zębami
a wyznaniem”

[Z. Herbert]

Czasem trzeba krzyczeć.

… żegnam Państwa. Kot imieniem Henio właśnie mruczy na mych kolanach. Odkrył tajemnicę szczęścia.

„Czasami lepiej jest spać
W cieniu ogrodu dzikich traw
We śnie budować nowy świat
Czasami lepiej spać …

NIECH CI SIĘ PRZYŚNIĄ DZIKIE DRZEWA
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI KWIATÓW RÓJ
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI LEŚNY SKRZAT
NIECH CI SIĘ PRZYŚNIĘ JA
….. tylko zaśnij …..

Czasami lepiej jest spać
W cieniu ogrodu dzikich traw
We śnie budować nowy świat
Czasami lepiej spać …

NIECH CI SIĘ PRZYŚNI ZŁOTE NIEBO
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI PEREŁ SZNUR
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI WIELKI PTAK
NIECH CI SIĘ PRZYŚNIĘ JA
….. tylko zaśnij …..

Czasami lepiej jest spać
W cieniu ogrodu dzikich traw
We śnie budować nowy świat
Czasami lepiej spać …

NIECH CI SIĘ PRZYŚNI SZKLANE SŁOŃCE
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI WYSPA RÓŻ
NIECH CI SIĘ PRZYŚNI CAŁY ŚWIAT
NIECH CI SIĘ PRZYŚNIĘ JA
….. tylko zaśnij …..”

[Farben Lehre]

cytat…

Wiem, że długie i pewnie nudne. Ale nie przepisywałam tego bezcelowo. Przeczytajcie proszę, bo kocham Richarda i jego sposób myślenia, poglądy i przewrotność.

„Richard”

Jeśli zrozumiecie Richarda, zrozumiecie i część mnie.

pusto w domu

Kąpię się. Staję na jednej nodze, bo drugą mam boleśnie stłuczoną. Boli. Potem wycieram się starym ręcznikiem, wkładam ulubioną koszulkę i ulubione spodnie. Moje ciało jest opuchnięte przed okresem, piecze. Plotę warkocz przez lewe ramię. Miało być ładnie i wygodnie, chciałam się sobie podobać.
Wyglądam jak karczmarka Marianna. Tłusto. Gdzie ja mam talię?!
Wkurzam się, zarzucam czarny sweter przypominający worek na kartofle. Zwisa mi prawie do kolan.
Teraz wyglądam blado i chudo, mogę iść żebrać, wzbudzam chyba wystarczającą litość.
Ja nie chcę być babą!!!

Mam w głowie te wszystkie smutne babskie myśli. Każda następna boli bardziej. Jestem zmęczona i rozdrażniona. Nie akceptuję siebie i czuję że nikt mnie nie akceptuje. Wytykam sobie błędy. Nie mogę spać – nie pozwala mi obolałe ciało ani obraz z wczoraj, który dalej mam pod powiekami. To pewnie tylko hormony. To tylko hormony. To tylko hotmony. To tylko hormony!!!

Im więcej świadczy przeciwko mnie, tym bardziej się buntuję. Im więcej się nie udaje, ty większy we mnie upór. Ale chyba tylko na zewnątrz.
Jeszcze stoję na nogach. A w zasadzie na jednej. Ale zawsze to coś.

boli

Pewien człowiek zrzucił mi dzisiaj na plecy wielki ciężar. Przypuszczam że minie trochę czasu i zapomnę, ale dzisiaj nienawidzę tego ciemnego, wilgotnego dnia i zimnego dworca zachodniego. Nienawidzę mrozu wiszącego w powietrzu i mojego rozciętego palca, i wszystkiego, co mi przypomina ten dzień i tego człowieka, spotkanego przecież przypadkiem. Nawet nie pamiętam jego twarzy. Pamiętam za to co za mną krzyknął: no czego się boisz, nie uciekaj… Nienawidzę. Jak można zrobić coś takiego… i dlaczego to ja musiałam stać sama pod ścianą, dlaczego to do mnie podszedł?! Nienawidzę tego obrazu, który został mi pod powiekami. Dzisiaj wydaje mi się, że już nigdy nie będę patrzeć na ludzi bez strachu, ufnie. Nienawidzę i boję się że ktoś mnie równie łatwo znów wykorzysta.

Dzisiejszy dzień jak ze złych filmów. Jak „Fortepian”. Ciemny. Wietrzny. Dzień, w którym z ludzi wychodzą najgorsze demony.

Nienawidzę dworca zachodniego!!!

jestem nic

On jest nic
on się nie liczy
jego nie ma
może tylko
marynarka
zbyt luźne spodnie
potworne czarne półbuty
mogą wzbudzić odrazę lub politowanie
ale twarz nieważna
ręce nieważne
nieważne oczy i usta
godzinami wyczekuje przed bramą
w nadziei
że znajdzie się po jej drugiej stronie
ale przecież on jest nic
więc to wszystko jedno
po której stronie
niczego nie będzie
czytając gazetę
kurczy jak ślimak swoją znikomość
lub nadyma jak paw swoją nicość
mimo że gazety dotyczą rzeczy istniejących
a jego nie ma
mówi
lecz nikt go nie słyszy
dźwięk jego głosu
jest nieważny dla ucha ludzkiego
bo on jest nic
a raczej jego nic nie ma
mimo że jada obiady
mimo spodni i półbutów
mimo że czasami
ma nawet dobry humor

- A. Bursa „Nic”

brrrrr

Kot mi śpi na kolanach. Wie co robi. Takie wahania ciśnienia nadają się tylko na przespanie. Niestety mnie nie będzie dane zaznać snu przez najbliższe 7 godzin, jak ładnie pójdzie. Szkoła to bardzo zła rzecz. Wyzyskuje ludzi bez litości, za grosz miłosierdzia.
Prywatnie mam gorszy dzień od przedwczoraj. A co, nie wolno??? Tyle wspaniałych i praktycznych pomysłów w głowie, które gdzieś wyparowują w momencie włączenia komputera. I ponowne wyłączenie nic nie pomaga.
Wiosna idzie…?

Miasto Olsztyn co i rusz pokazuje mi inną twarz. Wiem, że ten obraz jest w większej części uzależniony od stanu mojej świadomości… Takie proste doświadczenie.
Wędrowałam starówką. Co innego wiem, a co innego pamiętam, paradoks, ale jednak. Wiem, że szłam ze słuchawkami na uszach. Ze słuchawek łomotały gitary i krzyczeli panowie. Włochaty czyli. Wszystko szło zwyczajnie do przodu. Kilka paniuś na szpilkach, panowie rozorujący łopatami ulicę Okopową, jakieś 2 dziewczynki na Fosie. Nic szczególnego.
W pamięci utrwalił mi się obraz starówki jako miejsca cichego, spokojnego, gdzie nieliczni ludzie poruszają się jakby w zwolnionym tempie. Gdzie wszystko zmierza do przodu swoim rytmem, gdzie nawet dla mnie znajdzie sie miejsce.
I szłam sobie do przodu, i szłam, i tak mi było cudownie wszystko jedno…

Wracamy do świata realnego. Obowiązek edukacji istnieje nadal, bez względu na moje nie-chce-mi-się.
Pozdrowienia dla kota Henia (w sensie: kot Heniu, a nie kot tego Henia) oraz dla poduszek.
O, i jeszcze odkurzyć… ojej.

zjednoczmy się i połóżmy kres agresji

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić „historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”. -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać – to my, panowie szlachta!”


[Julian Tuwim - "Do prostego człowieka"]

Panie Tuwim, skąd Pan wiedział…???

Dziś mija rok od „rozpczęcia misji militarnej w Iraku”. Przypuszczam, że nie tylko ja dzisiaj poruszę ten temat. Rzekę słów już wypowiedziano na ten temat, dzisiaj rzeka wylewa z brzegów. Szkoda tylko, że to nic nie zmienia.
My, prości ludzie, zostaliśmy na początku omamieni prostym wytłumaczeniem. Irak ma broń masowego rażenia, obalając Saddama U.S.A. jak zawsze ratuje świat. Działanie na rzecz pokoju na ziemi. I tym podobne. Poza tym dyktatura Husajna z pewnych względów wszystkim przeszkadza, psuje ideę demokracji na całym świecie i w ogóle U.S.A. nie zniesie dłużej takiej sytuacji i musi interweniować.
Do tej pory nie znaleziono ani pół malutkiej bakteryjki świadczącej o tym, że Irak mógłby zgładzić świat. Ameryka próbuje z tego wybrnąć, fabrykując dowody. Kto się na to nabrał…?
Ponoć schwytano Husajna. Nie wnikam we wszystkie jego ciemne sprawki. Może niedorzecznością byłoby pomyśleć, że gdyby Irakijczykom naprawdę było tak źle, sami by sobie z nim poradzili. Wiem że to nierealne i nieprawdopodobne, w końcu Husajn to chyba najlepiej strzeżony człowiek na świecie. Nawet Papież nie ma kilkudziesięciu sobowtórów i tyluż pałaców. Ale Irakijczycy jakoś nikogo nie prosili o pomoc. Żyli sobie dzień za dniem.
Więc albo Ameryka nieproszona wtargnęła w politykę małego kraju, który w zasadzie niewiele znaczy, nie jest mocarstwem ani nie trzyma w rękach wszystkich decyzji politycznych świata… albo chodziło o coś jeszcze.
Odpowiedź jest prosta. Ropa.
Ale ile już ropy spłonęło bez sensu w tej wojnie? Bo to jest wojna… tylko ciężko nazwać którąkolwiek ze stron lub jej cel.
Do czego tak naprawdę dąży Ameryka? Saddam obalony, broni nie ma. Jedyną przykrywką jest teraz krzewienie demokracji i budowa irackiego rządu, konstytucji. Ale o co tak naprawdę chodziło??!! Ludzie często sprawiają wrażenie, jakby wcale nie chcieli demokracji. Nikt takich szyitów nie spytał o zdanie. Skąd tyle zamachów na amerykan? Przyszli podbijać? Chcą z Iraku zrobić amerykańską kolonię? To by miało sens, ropa… Ilu faktów świat jeszcze nie zna? W imię czego umarli ci wszyscy żołnierze?
Jeśli poznamy prawdę, to nie prędzej niż za jakieś 50 lat.

Myślę o buncie przeciwko temu wszystkiemu. Myślę o nienawści do polityki U.S.A., tak koszmarnie dwulicowej i bezpardonowej. Myślę Może gdyby to wszystko inaczej wyglądało… ale nie wygląda i ja nie ufam Ameryce. Czuję do polityków amerykańskich uczucia zbliżone do tych, które żywię do faszystów i nazistów. Dwie zupełnie rózne sytuacje, a ludzka chciwość i bezmyślność zawsze taka sama. Nie nienawidzę amerykan ani niemców, jeśli chodzi o narodowości, nie, wszyscy jesteśmy ludźmi. Ja nienawidzę głupich podziałów na narody i polityków, którzy narodami kierują. Ludzi, którzy myślą tylko o dolarach i imperiach. Brać, łapać, chapać. Im dłużej szukam, tym mniej widzę sensu w tym, jak jest świat poukładany u progu XXI wieku.
Chciałabym, żeby ktoś o tym pamiętał, jak już zginę w zamachu irackich terrorystów na Polskę – sługusa Ameryki. I może jak zginę, a ze mną kilkaset nniewinnych osób, Millerowi się też oczka otworzą.
Tak, jeśli chodzi o wojnę w Iraku, to jestem Anarchistką.

Sama też urządzałam sobie manifestacje rodem z lat ’70. Niestety jednoosobowe, bo wieści o większych manifach w Olsztynie zawsze mnie omijały. Dzisiaj się musiało dziać… Grunt, że wyrażałam sprzeciw. Nie pozostałam niema. I tak jak większość polaków potępiam ten cały cyrk i postawę naszego rządu. Grunt to nie pozostać niemym.

Zjednoczmy Się I Połóżmy Kres Agresji!

dmuchawce

Ciemno. Nie ma wiatru, nad miastem wisi smuga dymu z komina. Jeden, jedyny komin, stara kamienica na Chopina. Smuga ciągnie się przez całe niebo.
Nie ma gwiazd. Bo i po co miałyby być? Chmury też są potrzebne.
Powietrze pachnie ziemią, mokrymi liśćmi, ma w sobie lekki zapach deszczu. Już nie jest martwe i zimne, coś w nim krąży, przenika je jakaś nieokreślona słodycz, powietrze pulsuje. Pachnie życiem.
Wędruję pod zachmurzonym niebem. Ręce zbite w pięści chowam w kieszeniach. Noga za nogą, głęboki wdech, powolny wydech. Gniew zmienia się w zmęczenie, w końcu w obojętność. Drzewa mówią, ja słucham.

Potem koncert Negatywu w Trójce – pół godziny, które mi zostało. Trafiam akurat w 2 najbardziej znane piosenki. Więcej za dobrze nie znam, więc siłą rzeczy te 2 lubię najbardziej. Resztę słyszę pierwszy raz. Płynie sobie spokojnie, wnika mi do wnętrza, zaczyna grać we mnie, wokół mnie. Jest wszędzie. Widzę muzykę.
Lubię Negatyw.

Wieczór herbaciany. Wyszywam banner reklamowy na kostkę (nie wyszedł mi, notabene. Zrobię to inaczej i kiedy indziej.) i wlewam w siebie herbatę za herbatą. Robię sobie wszystko tak jak lubię, raz po raz odtwarzam swój herbaciany rytuał.
Mam 3 herbaciane kubki. Do nauki biały w biedronki, półlitrowy. Wypijam wszystko nad książką do historii albo fizyki, herbata mnie „skupia”. 3/4 małej łyżeczki (u nas w domu są specjalne do odnierzania herbaty), 1,5 zwykłej łyżeczki cukru. Wychodzi średnio mocna, średnio słodka. Najlepsza jeszcze gorąca, jest jeden taki moment kiedy smakuje mi najlepiej, trochę sobie ryjek parzę, ale nie za bardzo. Przez ten jeden moment dobrze jest wypić cały kubek, w mgnieniu oka robi się za zimna.
Na śniadanie najlepszy jest kubek od Błażeja, czerwono-biały, z tulipanem. Zaczynam dzień od jego wyznania miłości nadrukowanego przy tulipanku.
Na wieczory, relaksacyjnie, używam kubka gościnnego. Podobny do tego Błażejowego, tylko w innym kształcie i z różą. Od Zuzi. Bardzo go lubię.
Herbata – albo Lipton Earl Gray czarna, albo zwykła, koniecznie liściasta… nie wiem jaką babcia zawsze kupuje, ale pijemy ją od lat. Żadna wsiuńska Saga, tyle wiem. Może Tetley? Nie mam pojęcia.

Niuch, niuch! Babcia, tak a propos, właśnie polewa piernik kętrzyński polewą czekoladową. Szykuje się rondelek do wylizania :-)))

Mniam. Dobre, tylko za szybko twardnieje.

A wieczorami rozmawiam sobie z Tomkiem, naszym Słodkim szefem. Czekam aż będzie mnie miał dosyć. Na razie chyba jeszcze mnie lubi.
Czasem marzę sobie o tym, co będzie za 3 – 4 lata. Tyle wersji, tyle elementów misternego planu. Założenie jedno: będę szczęśliwa.
Prócz tego chroniczne zmęczenie, przeziębienie, katar. Za 3 – 4 lata nie będę miewać kataru. Wszędzie pełno chusteczek, ale tajemniczym sposobem znikają, kiedy są naprawdę potrzebne. Biedna Lao.
Ja to bym chciała iść spać… ale tak, żeby się nareszcie wyspać. Długim, twardym snem, najpierw bez snów, żebym mogła nie myśleć o niczym, po prostu trwać, odpoczywać. Dopiero potem może się przyśnić coś miłego. Coś, czego nie żałowałabym po przebudzeniu, a co równocześnie byłoby beztroskie i lekkie. I obudzić się w moje urodziny.

tralalala

Ą cóż to? PIERNICZKIIII!!! Łaaaaa!!
Rzeź niewinnych pierniczków… sesese.

~~~~~~~~~~

„Mom and dad went to a show
They dropped me off at Grandpa Joe’s
I kicked and screamed, said „Please don’t go!”

Grandma take me home
Grandma take me home
Grandma take me home
Grandma take me home

Had to eat my dinner there
Mashed potatoes and stuff like that
Couldn’t chew my meats too good
Grandma take me home

Said, „Now don’t start your crying”
„Go outside and ride your bike”
That’s what I did, I killed my toe
Grandma take me home

After dinner I had ice cream
I fell asleep and watched TV
I woke up in my mothers arms
aaaaaaarms!
Grandma take me home
I wanna be alone”

[Nirvana - 'Silver']

~~~~~~~~~~

Zdziecinniałam? Nie wątpię… ale czasem trzeba. Nie potrafię inaczej. Już nie wiem sama, czy dziecko jest na zewnątrz i ukrywam pod nim (pod pozorem niewinośc i naiwności) Zagubienie, Zmęczenie i Złość, czy też przeniknęło mnie na wylot, i Zagubienie, Zmęczenie i Złość właśnie z dziecięcego postrzegania świata wynikają.

Grandma, take me home…

Mam ochotę na ciasteczka. Dokonałam już spustoszenia w paluszkach z sezamem. I w płatkach czekoladowych. Mlekołaki rulezują. Tylko ciasteczek mi brak…
No i żeby mnie ktoś przytulił. I poszedł ze mną spać. I żeby nie był pluszowym misiem, tylko żywym.

!@#$%^&*()_+

A taki miałam dobry dzień. Tak, jak przez ostatnie 2 tygodnie byłam niewidzialna, tak dzisiaj nagle pojawiłam się. Gdzieś koło godziny 8:45. Potem było już coraz lepiej. Kuligos sam, z nieprzymuszonej woli sobie ze mną gadał, Dawidek się przywitał, i Krzysio. I w ogóle nikt nie miał do mnie o nic pretensji. Wręcz przeciwnie. Jak po maśle.
Wróciłam, sprawdzam skrzynkę i BUM! kilka ostrych słów wytrącio mnie zupełnie z równowagi. Myślałam… nieważne co myślałam, w końcu ludzie wiedzą lepiej kim jestem i co uważam za najważniejsze. O, tyle myślałam że mam przyjaciela, który z długiego listu wyciągnie naprawdę istotne rzeczy, a nie przyczepi się do czegoś poruszonego mimochodem.
Niemiła niespodzianka. Zostałam zmieszana z błotem, zdeptana. Też zapewne spontanicznie. Wiem co on myśli. Smarkata niedoróbka kobiety.
Smarkata niedoróbka kobiety od tej pory liczy się tylko ze sobą i swoim sercem. Bo smarkata niedoróbka kobiety wbrew pozorom ma serce, które – tak jak każde inne – łatwo zranić. Smarkata niedoróbka kobiety idzie twardo do przodu. Z czołem dumnie podniesionym. A co będzie za 5 lat, niech co niektórzy pozwolą mnie samej ocenić.
Słowem: zawiodłam się. Nie chodzi mi o to, że ktoś ważył się mnie skrytykować. Nie, rozumiem, tylko dlaczego w taki sposób? Co innego – krytyka, co innego mieszanie z błotem w niewybredny sposób. Sama bym tego nie potrafiła lepiej zrobić, widać kto ma wprawę.

Porzućmy uż ten niesympatyczny temat.

„POCIĄG KRAKÓW – BIAŁYSTOK
MIASTO JEST CHORE DZISIAJ
NAD MIASTEM CHMURA GROŹNA
KRĄŻY BRYGADA ŁYSA
NADCHODZI NOWA WOJNA
CHOĆBYŚ SIĘ ZAMKNĄŁ W DOMU
I DRZWI DOKŁADNIE ZAMKNĄŁ
NADEJDĄ, ROZPIERDOLĄ
DRZWI TWOJE KOPNIAKAMI
MOŻESZ RZUCAĆ SIĘ, BUNTOWAĆ
MOŻESZ PROTESTOWAĆ
I TAK WEZMĄ CIĘ POD BUTY
CHŁOPCY Z HUTY”