głos z podziemi

Milczę od 2 tygodni. Albowiem równo 2 tygodnie temu mój własny domowy komputer odmówił współpracy. Ponad 300 wirusów, to się musiało kiedyś tak skończyć. Zaiste, prozaiczna przyczyna, ale to nie zmienia faktu, że czuję się „odcięta od świata”. Wybaczcie mi ciszę.

Wszystkiego najlepszego z okazji Wielkanocy i wszystkich innych możliwych świąt, z okazji których życzeń Wam nie złożyłam.

Nie martwcie się. Cisza jest pozorna. Prowadzę notatki w zielonym zeszycie, założyłam specjalny dział z tekstami przeznaczonymi do przepisania tu, oczywiście po naniesieniu poprawek. Myśli z 2 tygodni nie przepadną. Gdzieś muszę czyścić atmosferę.

W zasadzie… nawet, jeśli komputer zmartwychwstanie, to nie będę się tu pojawiać pełnowymiarowo, jak przed awarią. We wtorek ksiądz Proboszcz przeegzaminuje mnie pod kątem bierzmowania, natomiast 6 maja zostanę przetestowana pod kątem przedmiotów ścisłych. Egzaamin nimnaaazjaaalny. Krótko mówiąc: zakuwam.

Trzymajcie kciuki i nie zapomnijcie o małej Lao. Która cierpi męki i katusze końca roku. I kciuki trzymajcie.

Do kiedyś tam :-)

o czym to ja mówiłam?

„-O, czerwone sznurówki. Hmm, kto nosi czerwone szurówki? Skini noszą białe.
- A zielone?
- Zielone nosimy my. A czerwone… O. Musisz uważać, bo wezmą cię za punka.”

lao.jpg

Mam niebezpieczną tendencję: znoszę do domu coraz to nowe, różne i różniste bębny. Ostatnio był afrykański – takie dwustronne cudo, na którym wiem jak grać, ale tego nie potrafię i gram jak umiem, które jest dośc stare i bez porządnych naciągów. Wczoraj przytachałam indonzyjski bęben gliniany. Brzmi jak, nie prztmierzając, rondelek, ale go oswajam. Lao muliinstrumentalistka. Ale i tak moją miłością zostaje To Cholerne Stare Pudło, gitara czyli…
Poszerzając umiejętności i oswajając się z nowymi instrumentami zwiększam swoje szanse na stanie się pożyteczną. To miłe uczucie, że ktoś mnie może potrzebować.

Zabawne. Kiedy człowiek taki jak ja, całkowicie przypadkowo, zupełnym zbiegiem okoliczności, fartem tak zwanym człowiek ten jest taki sam jak ja, no więc kiedy taki właśnie człowiek ma problem, ciężki problem, przytłaczający, przygniatający serce wielkim głazem, bardzo smutny i przygnębiający problem, taki własnie człowiek wtedy mówi o wszystkim, tylko nie o tym problemie, może to tchurzostwo, może instynkt samozachowawczy, może nie umiem – przepraszam, ten człowiek nie umie, oczywiście że ten człowiek, przecież nie ja, ten człowiek nie umie spojrzeć w twarz problemowi. I odpycha go od siebie, stara się zapominać że ten problem jest. A przecież prolem sam się nie rozwiąże. Chociaż z czasem na pewno wiele się wyjaśni.
Poczekamy, zobaczymy. Trzymajcie kciuki za tego człowieka.

Zbieram zdjęcia z filmu „Fortepian”: fantastyczna Holly Hunter i fantastyczna Nowa Zelandia…

Angel – girl