dzisiejszą notkę sponsorują literka S i cyferka 8

Z głębi serca płyną słowa
Uderzają z wielką mocą
Krążą blisko wśród nas ot tak
dając chętnym szczere złoto

I dlatego lubię mówić z Tobą…

Każdy myśli to co myśli
Myśli sobie moja głowa
Może w końcu mi się uda
Wypowiedzieć proste słowa

I dlatego lubię mówić z Tobą…

[ Akurat - "Lubię mówić z Tobą" ]

Dedicated to… Mota (skąd ja Panią znam?!), B.G.B. & Garbaty. W ramach podzięki. Że mnie jeszcze znosicie.
Z głębi serca.


Rozpoczynamy kolejny odcinek z serii: Lao wędruje przez świat. Tytuł dzisiejszego odcinka: „W poszukiwaniu szczęścia”.


Dziś proponujemy na zakąskę: „Guns of Brixton” w wersji Grabażowej… You can crush us, you can bruise us, yes, even shoot us… but, Ooooh, guns of Brixton… Danie główne to Le Illjah w sosie Maleo Reggae Rockers, na deser Pidżama Porno na smutno, może być „Raisa” dla wyjątkowych smakoszy. Państwo skosztują, a ja zasiadam z bębnami i gitarką i wksrzeszam wspomnienia…


koszulka maluje się sama

kiedyś byłam maciupeńkim motylkiem

… no i jeszcze samobójcze skłonności po dziadku, dziadków dwóch więc umiera razy dwa…

Zapragnęłam być kobieca. No i mam za swoje.
Wczoraj koło północy z pewnych przyczyn potrzebowałam poprawić sobie samopoczucie. Postanowiłam się upiększyć. Zrezygnowałam już z maseczek po niemiłych doświadczeniach z uczuleniem, pora znaleźć inny poprawiacz humoru. Na pierwszy ogień poszły papiloty.
Szczegółów procesu zawijania nie będę opisywać, tak samo na uwagę nie zasługuje noc spędzona na gąbkowych wałeczkach. Ciekawe są dopiero efekty, jakie uzyskałam po rozwinięciu wałków.
Koncepcji mojego wyglądu jest kilka.
- Jim Morrison
- Jimmi Hendrix
- pudel
- kokerspaniel
- Natalia Kukulska
- Kaja Paschalska
- postać męska z filmu kostuimowego o epoce baroku, i ta kandydatura wydaje mi się najbardziej trafiona.
Proceder wałkowy nie tylko sprawił, że poczułam się jeszcze mniej kobieco i atrakcyjnie niż przedtem, udowodnił mi również że nie mam pomysłu na fryzurę na bal. Wałki były ideą alternatywną do prostych włosów. Proste włosy odpadają ze względu na zbyt powszedni charakter.

Hmm, jest jeszcze taka alternatywa…

Biada! Biada! Wielki Babilon upada! :D

Dzisiaj jestem lwicą i jak na lwicę przystało, wypoczywam w słońcu. Albo bez słońca, byle było wygodnie. Zaczytuję się w podręczniku do WOSu, w podstawach socjologii. I w majowym Teraz Rocku.
Dokonałam ważnej rzeczy, zbudowałam fundament trwałego szczęścia. Otóż – zakupiłam za okazyjną cenę w sklepie z tanią odzieżą 3 koszulki: ciemnoszarą, jasnoszarą i zgniłożółtą. W chwili obecnej suszą się na strychu. Jutro odbędzie się rytuał tworzenia. Jeszcze nie jestem zdecydowana która padnie ofiarą, ale mam projekt. A szczęście nastąpi dopiero kiedy koszulka zostanie pokryta freskiem i utrwalona: motyw upatrzyłam sobie już dawno i mam na jego punkcie totalnego świra. Te ze Słońc, które mają mnie na gg, znają dobrze napis na bluzce tej pani z projektu :-)

Jako tło dźwiękowe dominuje dzisiaj Maleo Reggae Rockers z kołwerem Izraela „Idą ludzie Babilonu”. Momentami płynnie przechodzi w starą Pidżamę, ale i tak potem wracam do punktu wyjścia. Maleo gra mi we łbie od momentu przebudzenia.

Fragmenty wczoraj zanotowanej listy kontaktów mojego gg:

KUBCZAK
MAM NA KOMPIE NOWĄ PŁYTKE THC-X muzykanci

Rudzik
Gdybym tylko miał broń byłbyś pierwszym kogo bym odiwedził z nią…

garbusek0
Rano trzeba wstać…

Karaluch
…bo zycie jest takie piekne!

Stefan
prąt rekąbinacji dzióry

Zaznaczam, że panowie się nie umawiali, niechcący wyszło im logiczne zdanie. Natomiast zestawienie opisów Kubczaka i Rudzikowej stanowi moją opinię na temat zespołu THC-X :P
Obserwowanie opisów znajomych to jedno z ciekawszych doświadczeń pseudo-socjologicznych, jakie odbywam ostatnimi czasy.

Dzisiaj zaobserwowałam kilka innych ciekawych zestawień, wśród nich:

garbusek0
Wciąż przed oczami, mam jej drobną twarz…

Rudzik
…odsłaniam nagie piersi jej…

Poranek upłynął pod znakiem Placebo, Black Market Music. Myślę że niedługo będę zbierała owoce ponownego oczarowania w postaci… ja wiem? może nowe Anioły?

kolejne nocą zapisane refleksje – wielkie dzięki za inspirację B.G.B.

Jak mam czuć się bezpiecznie, jak uzyskać wrażenie stałości, kiedy większa część mojego życia rozgrywa się za pośrednictwem kabelka, kiedy z perspektywy czasu widzę, że ludzie w których pokładałam wielkie nadzieje i których darzyłam zaufaniem z czasem rozpłynęli się we mgle… Jak mam czuć się bezpieczna, kiedy w świecie internetowym nie ma rzeczy stałych? Emocje są często silniejsze, może przez to przyjaźnie się wypalają? Jak mam być spokojna, kiedy widzę jak kruche są ogniwa łączące ludzi przez neta?
Chciałabym zatrzymać to, co teraz mam. Na bardzo długo. Nawet, jeśli teraz jest to wątła nić, chcę żeby rosła w siłę. Chcę zaufać bez obaw. Chcę żeby nareszcie coś przetrwało.
I chcę wskrzesić choć iskrę z dawnych przyjaźni. W końcu każdy z tamtych ludzi wziął ze sobą część mnie. Nawet, jeśli od tamtego czasu zdążył odejść już bardzo daleko.

Może po prostu nie chcę zostać sama. Boję się, że któregoś ranka nie będzie dobrych rąk, że stracę wszystko. Boję się, że równie łatwo jak pojawiają się w moim życiu barwni ludzie, ja z ich życia zniknę.
Nie chcę umrzeć w niczyjej pamięci.

Ja (23:40)
wiesz czego Ci życzę?
B.G.B. (23:40)
czego?
Ja (23:41)
żebyś nigdy nie tęsknił za kimś, kogo nie masz szans mieć blisko siebie.
B.G.B. (23:41)
hmm…
Ja (23:43)
ja nie chcę, żebyś był samotny i tęsknił za kimkolwiek.
B.G.B. (23:43)
w sumie to ci się dziwię…..
Ja (23:43)
mnie? czemu?
B.G.B. (23:43)
bo praktycznie mnie nie znasz…..
Ja (23:43)
ale Cię lubię.
B.G.B. (23:43)
eh..
B.G.B. (23:43)
papapapap
Ja (23:43)
dobranoc
B.G.B. (23:43)
kiedys dokończę…
B.G.B. (23:43)
papap :*
B.G.B. (23:43)
dobranoc…
Ja (23:43)
:-)

Poczekam aż dokończysz i powiem kilka magicznych zaklęć. Aż uwierzysz.

lao wędruje przez świat!

Kolejny bęben w domu. Zastanawia mnie to, z jaką ufnością ludzie powierzają mi instrumenty. Solidna firma? :-)

Poza tym miałam okazję dowiedzieć się, jaka jestem głupia, tępa, ślepa, lekkomyślna i niedouczona, a moja droga życiowa i wybory błędne i zgoła obłąkane. Został podważony każdy szczegół mojej wypowiedzi, a nawet każdy szczegół stroju. Co zabawne, utrwaliło to tylko moje poglądy, pozwoliło swobodnie obserwować mojego ‚oprawcę’. Wychodził on z pozycji negowania wszystkiego, co powiem, chociaż nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Dążyłam do wykazania, że co jak co, ale nie można mnie nazwać bezmyślną. I – mimo róznic w poglądach – usiłowałam wzbudzić respekt dla swoich słów.
Myślę, że mi się udało, przynajmniej częściowo. Wyeliminowałam większość wrogości w zachowaniu przeciwnika.

Co zabawne, cała akcja miała na celu nawrócenie mnie. Prowadził ją pewien ultrakatolik, który nawet i wzbudził moją sympatię. Ale, bracie, nie tędy droga do mojej duszy. Nie przez „święte oburzenie”, a przez zrozumienie. Sorry, Winetou :-)

Poznałam Andrzeja, który ma bardzo miłą twarz i bardzo miłą czarno – białą myszę. Straszenie mnie myszą nie dało większych efektów.

po co tu stałaś, na co czekałaś, czy nie brak było ci rozumu, może wyobraźni…

I kop mnie jeszcze, i tak już nic nie czuję
Przecież kopiesz obłok

Winamp wycina mi co rusz niemiłe numery. Przed chwilą na przykład rzucił we mnie „Jedwabiem” Róż Europy. Pan śpiewa że lubi jej farbowane rzęsy, piegi i policzki blade, a mnie miażdży świadomośc, że nie posiadam takowych – to znaczy niekoniecznie farbowanych bądź bladych, ale – tak przez kogoś lubianych. Ktoś wie co mam na myśli?
Czuję się bezwartościowa jako Kobieta.

I jakby na potwierdzenie wciągam na grzbiet najgorsze, chłopskie ciuchy jakie mam. Koledzy – pancury patrzą z podziwem. Tylko mi jeszcze czarnej rewolucyjnej bejsbolówki brakuje. Nonono, wyszłam na ludzi. Jednego nawet dzisiaj onieśmieliłam. Skąd się bierze takie fajne arafatki. Dzieciak jest o rok młodszy, ma więcej pryszczy niż ja piegów i głos wyższy ode mnie, słucha Pidżamy i jest wielkim Anarchistą. Uśmiecham się zaczepnie.
Ale pod uśmiechem czuję się fatalnie.

Wiesz? Jestem samotna. Nadal, mimo wszystko. Poczuć chcę na głowie dobre ręce; ręce są zajęte. Nie chcę być Lao.

I kop mnie jeszcze, i tak już nic nie czuję
Przecież kopiesz obłok

nocą zapisane

nic gorszego niż nocna samotność. przyjacielskie konwersacje przy nocnej lampce pourywały się jedna po drugiej, wywołując we mnie uprzednio skrajne emocje. od radości, rozbawienia, przez frywolność, podniecenie czysto erotyczne, aż po rozmarzenie, a potem smutek, zazdrość i uczucie osamotnienia, wrażenie że nie jestem odpowiednią osoba na tym miejscu i cholerne niskie poczucie własnej wartości. „to takie typowe dla szesnastolatków”, rzekłabym cytując Tomasza.
no i świadomość, że nie ma ludzi niezastąpionych. chciałabym być zupełnie kimś innym, sotakć w życiu zupełnie kogo innego i w innych tonąc ramionach, bajkowych. księżniczka z baśni 1000 i 1 nocy. piękna, tajemnicza, uwielbiana. w woalach, na poduszkach. posłowie składający dary od księcia – absztyfikanta.
ale komu by się chciało mnie zdobywać?! MNIE. Lao. komu, pytam… uwielbiać, albo chociaż porządać.
przyjaźń jest niebezpieczna. szczególnie przyjaźń przez kabelek. bo ja potrzebuję dotyku żeby poczuć się lepiej.

tęsknię. za przyjaciółmi też. tęsknię za tym, który niespodziewanie wdarł się do mojego snu. chociaż nie chciałam tego, broniłam się, a jego pojawienie się więcej sprawiło bólu niż radości. bo wiem że już się nie pojawi, że coś straciliśmy, już nie wróci. tęsknię za tym, w co wierzyłam przez 2 lata. nie twoerdzę, że to nie było prawdą. ale w którymś momencie przestało być, a ja tego nie zauważyłam. zamykam się na słowo: kocham. nie chcę żeby bolało wdwójnasób.
ale chcę być kochana. nadal przez tego samego pana ze snu.
ale inaczej niż do tej pory. a wiem że inaczej nie będzie.
po to właśnie potrzebuje przyjaciela:
dotyk dobrych rąk na głowie i plecach, żebym czuła się bezpiecznie. i ciepłe słowo. że nie jestem bezwartościowa. że zasługuję na miłość. że jeszcze wszystko będzie dobrze, że się ułoży. jakoś się ułoży.
ja mu to zawsze powtarzałam, a on szydził. mówiłam po prostu to, co sama bym chciała usłyszeć. sprzeczne interesy.

jutro rano będę żałowała tej notki. może będę też załowała przyjacielskich dysput. połowy wypowiedzianych słów.
ale na razie jest 1:39. nie wiem już gdzie jest góra, a gdzie dół, ile tak naprawdę jestem warta i czego chcę. boję się zostać sama i boję się iść spać, boję się snów i boję się rozmów przez telefon, a ponad wszystko tych twarzą w twarz. boję się jutra i następnego weekendu.
nie chcę zostać tu sama.

garbusek0 (1:22)
juz uciekam
garbusek0 (1:22)
PAPAPA :*
garbusek0 (1:22)
Dziękuje za wszystko
Ja (1:23)
dopiero wpol do drugiej… :-)
Ja (1:23)
co ja bede sama robila
Ja (1:23)
dobranoc
Ja (1:23)
kolorowych snow.
garbusek0 (1:23)
A Ty idz spać!
Ja (1:24)
ha-ha-ha
garbusek0 (1:24)
To mnie nie ma
Ja (1:24)
pa

Baby Grace Blue (0:46)
no cóż….
Baby Grace Blue (0:46)
musze iść
Ja (0:47)
dobranoc
Baby Grace Blue (0:47)
dobranoc ponownie
Baby Grace Blue (0:47)
mam nadzieję, że kiedyś dokończymy nasze rozmowy
Baby Grace Blue (0:47)
:*
Ja (0:47)
papapa

pa… dobranoc. :*

@–>

Wiesz? Lubię pracować na wysokich obrotach, mieć każdą godzinę szczelnie zaplanowaną, kilka spraw do załatwienia w ciągu dnia. Nawet jeśli w efekcie wracam późno do domu, lubię pracować popołudniami. Wiem wtedy, że powodzenie danej sprawy zależy tylko od tego, jak ją załatwię. Czuję jakąś tam żyłkę organizacyjną. Mam o wiele więcej energii i dużo lepszy humor, kiedy mogę zająć myśli pracą, kiedy odgórny plan narzuca tor ich biegu. Kiedy mam robotę, jest dobrze.
Otóż i właśnie wróciłam. Kolejna próba przed kolejnm występem. Mimo powyższego, mam nadzieję że ostatnim w tym roku.

Kawał dnia spędzony z Natalią. Wesoło, szczególnie w momentach produkcji obiadu. Lekko, dobrze.
W pewnej chwili chciałam powiedzieć… miałam już w głowie ułożone zdania, na końcu języka.
Wiesz, boję się. Dookoła pełno śmierci. W mediach ciągle się słyszy o śmierci kogoś sławnego, ten rok jest bardzo pechowy. Ostatnio śmierć zatacza coraz węższe kręgi dookoła mnie. Kilka dni temu sąsiad mojej cioci, pan z drugiej strony ulicy. Przedwczoraj Aniołek, ten maleńki. Moja mama i ta cała narkoza, boję się chorób, boję się śmierci. I bólu. Boję się raka, boję się sammotności…
Ugryzłam się w język. Zmieniłam temat na gołębie. Po co psuć nastrój…?

Zmęczona.

****

3 tygodnie. Fatalny błąd lekarski. Nie zauważyć takiej wady… 3 tygodnie życia. Zasłabnięcie, szybki chrzest, zapaśc – i do nieba. 3 tygodnie, maleńki Aniołeczek…
Widziałam dzisiaj rodziców, stali przed Kościołem po Mszy za swoje maleństwo. Nikt z moich znajomych tak nie zasługiwał na dziecko.
3 tygodnie szczęścia. Pewność, bezpieczeństwo spokojnie rozwijającego się życia. Dom, urlop, rodzina, we troje. I nagle niespodziewany cios. Nikt nic nie zauważył, nikt nic nie podejrzewał.
A maleńki nie miał jednej komory serca, drugą słabo wykształconą. Pominął to lekarz wykonujący USG, pominęli na oddziale położniczym. Wypis do domu, ileś tam punktów Apgar.
Co by zmieniło, gdyby nie pominęli?
Nie daje mi spokoju myśl, że może byłaby szansa.
Jak tylko w szpitalu zorientowali się, co się dzieje, przygotowali maleńkiego do transportu helikopterem do Krakowa. Szpital cudów, jeśli chodzi o kardiologię dziecięcą. Może zdarzyłby się jeszcze jeden cud?
Nie dowiemy się, ani ja, ani rodzice.

W przeddzień jego zapaści słyszałam, jak płacze w drugim pokoju. Nie mógł spać.
Aniołek jest stale obecny w moich myślach.

Moja własna mama była wczoraj na badaniach w szpitalu. Wszystko ok, tylko że rutynowych badań nie robi się pod pełną narkozą.

Ze spraw mniej istotnych: dzisiaj jestem w nastroju na wpół buntowniczym, na wpół łagodnym. Jestem samotna, więc żeby to ukryć, a może ze złości na sytuację, wystawiam kolce. Kłócę się ze wszystkim dookoła, mogłabym pokłócić się z księdzem Proboszczem. Ale wystarczyłoby odpowiednio mną zakręcić, wlać mi w uszy wystarczająco dużo dobrych, słodkich słów, żebym wszystko wybaczyła. Tak mówi serce. Serce tęskni. Rozum mówi: nie. I na powrót staję się zimna.
Jestem złośliwa w stosunku do tych, którzy są szczęśliwsi ode mnie. Robię się bardzo nerwowa. Nie panuję nad uczuciem niechęci.

Dalej jestem bardzo zmęczona.

Guernica

Generalne porządki.
Bo tak o.
Bo potrzebuję ciszy i spokoju, i prostoty.
Wyrzuciłam wszystkie bajery, wszystko co mogłoby stanowić źródło wiedzy o mnie. Nie chcę żeby ten blog był tym, czym do tej pory. Chcę być wolna i pisać tu wszystko. Bez dbałości o grafikę. Na razie nie ma we mnie miejsca na jakiekolwiek maski, na określanie czegokolwiek przy pomocy plików .jpg, nie jestem w stanie dawać szansy innym by ocenili mnie na pierwszy rzut oka. Niech ten blog będzie tajemnicą. Jeśli chcesz mnie poznac, czytaj. Nie tylko patrz na obrazki.
To pewnie stan przejściowy. Dajcie mi czas na dojście do siebie.
Zgłosiłam się do kilku ocen. Z braku bannerów zapewne nie zostanę oceniona. Bardzo dobrze, powoli zaczęłam się zdawać wyłącznie na opinię innych.

Na gruzach miasta buduję swój świat.
Na gruzach tego, co żyło we mnie do tej pory, na gruzach dotychczasowej Lao buduję coś nowego, schronienie, w którym będę mogła lizać swoje rany w spokoju i dochodzić do siebie.
Tego mi trzeba. Spokoju właśnie.

Czuję, że będę tu teraz często pisać.
Wyrzuciłam linki; blog zyskał na intymności. Pozbyłam się jakichkolwiek zobowiązań wobec Was wszystkich.

Zobaczymy, co będzie dalej. Na razie jest tak: podstawowo.
Nie wymagajcie od Lao – oceniającej innych tego, by udowodniła że sama coś potrafi. Nie będę nikomu niczego udowadniać. A na pewno nie tu. Tu jest moje miejsce.

Uszanujcie to.

„Wiem że od słów do czynów jest jeszcze daleka droga
ale wiem że dzięki TOBIE cel jest coraz bliżej
W mojej modlitwie zostawiłem miejscen a Tybet
A w moim sercu zostawiłem miejsce dla Ciebie
Na pożegnanie nie powiem Ci nic
Choć krzyk sam ciśnie się do ust…”

Umarł Król, niech żyje Król.
Umarła Lao. Niech żyje Lao.