Czasami lepiej jest spać…

Dlaczego we śnie wszystko jest inaczej?
Nie ma byłam
nie ma będę
nie ma nawet jestem
Rzeczy po prostu się dzieją są tylko moje oczy i Twoje
i świeci słońce
Wszystko jest takie oczywiste, proste, nie ma wstydu, nie ma barier
Jedyna bariera
przestrzeń między mną a Tobą

tylko moje oczy i Twoje oczy

dom di dom… na niebie tylko helikoptery

Wita Państwa uczennica I Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Olsztynie, klasy humanistyczno – społecznej.
Mnie się udało. Innym nie…
Chamstwo. Miałyśmy być w jednej szkole z Natalką, tylko ona na filologicznym… Nie wiem jeszcze jak W. poszło w Czwórce. Jeśli źle, no to mam dwoje do pocieszania.
Kurde, ułoży się. Jeszcze się wszystko ułoży, jeszcze są odwołania. Prawda…?

Wczoraj do 2:00 w nocy wypruwałam sobie żyły nad prezentem dla Natalii. 25.06 miała urodzinos. Dzisiaj byłam w efekcie mocno niedorozwinięta intelektualnie, ale Natalia otrzymała 2 twory włóczkowe. Mniejszy, biały, nazywa się – hmm – Natalia, większy, niebieski – Ania. Oba mają czarowne kokardy na szyjach. Chyba je polubiła. Ciągle się nimi bawiła, zabawa polegała głównie na tym że biały okładał po ryju niebieskiego.

Cóż jeszcze… Błażej filtruje z niejaką Klaudią. Na zdrowie, bon apetit, dziękujemy i zapraszamy ponownie. Jest mi to – o dziwo – głęboko obojętne, a zważywszy na sytuację – niejako nawet na rękę. Kim jest Błażej i kim jest Klaudia, spytają niedoinformowani. On to mój – poniekąd i do czasu – partner życiowy, ona zaś – ma potencjalna konkurencja. I własnie ze względu na to „poniekąd” i „do czasu” sytuacja ma szansę skończyć się w miarę pokojowo. Po prostu rozwiążemy umowę.

Ja chciałabym tylko powiedzieć, że nie wyrażam zgody, powiem więcej – ja stanowczo protestuję i odmawiam ganiania się po Dworcu Głównym z łysymi wielbłądami, znanymi szerszej publiczności z przekazów medialnych jako skinheads. Odczuwam głęboki dyskomfort, kiedy egzemplarz wielbłąda przechadza się w tę i wewtę przed moim nosem, pokrzykując prowokacyjnie „pank iz ded”. Na szczęście pociąg ruszył, zanim wielbłąd wpadł na to, że można mnie skopać w przejściu między przedziałami i nikt się tym specjalnie nie zmartwi, ot – młodzieżowe porachunki. Ludzie święci, zniosę wszystko, tylko nie te jego wyglansowane buciory na twarzy.

„To był jeden z tych dni, gdy miasto oszalało
Policję trafił szlag, ciało gryzło ciało
Łyse wielbłądy pokryły się w swych bramach
Wreszcie stało się to dokładnie co się stało
Ale wszystko do czasu, wszystko do czasu
Ja będę właśnie tym co wywoła wilka z lasu
:]
[Alians - "Sprawa"]

PeeS na użytek mojego kolegi MasyKrytycznej, z dedykacją i wyjaśnieniem:
Nie, nie zdurniałam doszczętnie. Nie, nie oglądam magazynów z modelkami. Ja tylko błądzę po świecie. Mam lat 16 i szesnastoletnią silną wolę. Oraz szesnastoletnie, chwiejne poczucie własnej wartości. Nie umiem sobie inaczej poprawiać mniemania o sobie ani uzmysłowic przyczyn niepowodzeń. Meandry mojego myślenia się kłaniają, żeby się z nich wyplątać naprawdę muszę dorosnąć.
Ręczę Ci że dożyję takiego stanu. Że jeszcze wszystko poukładam. Nie wierzę, że sam jesteś na tyle doskonały, że nawet w wieku szesnastu lat nie robiłeś głupstw.

dom di dom didi dom dodomdom…

Co to jest, że jak człowiek ma dobry humor to nie tworzy nic konstruktywnego, epokowrego, wartościowego itd?
Ja, kiedy mam dobry humor, tańczę.
Albo idę z W. na spacer. Odkrywamy nowe miejsca i nadajemy im klimat. Jestem wróżką :-)
Dzisiaj na dach. Muszę tam wleźć.

Wynalazłam potrawę bogów.
2 jajka wbijasz do głębokiego talerza, ubijasz widelcem
dolewasz trochę mleka
kilka kropelek aromatu śmietankowego
1,5 łyżeczki kukru pudru
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
dokładnie mieszasz
sru! na rozgrzaną patelnię i smażysz jak normalną jajecznicę
Najlepsze jest z truskawkami na wierzchu… :D

Tyle smutnego chciałam napisać. Jeszcze pod prysznicem miałam przynajmniej 2 pomysły. Ale nie-e. Zostawmy to. Na smutki będzie czas później… teraz są wakacje. Teraz idę… do ludzi :-)

„Anka to młoda jest pankówa
Martensy długie nosi
W szkole kłopotów dużo ma
I z matką wciąż się kłóci
Ma jednak jedyny na kłopoty sposób zajebisty
Ale o tym zaraz zaśpiewamy wam

Więc ona znowu wzięła prochy i weszła na dach
Mówi, że stamtąd widać cały świat
Różowo i wesoło wszędzie jest wokoło
Anka wzięła prochy i weszła na dach

Złaź stamtąd głupia bo zrobisz sobie coś
Złaź stamtąd głupia bo rozbijesz nos

Anka, Anka na relanium
Anka, Anka na relanium”

[Wiewiórczaki]

totalnie bezwartościowa, beztreściowa, bezmyślna, klaustrofobiczna notka :]

Tak się właśnie zastanawiam…
Szajba totalna. Drugi dzień siedzę w większości sama w domu, z tą róznicą, że wczoraj byłam klapnięta fizycznie, dzisiaj jest lepiej, energia się skumulowała i teraz ze mnie wyłazi. Sobie myślę, że jeszcze tydzień takich „wakacji” i totalny świr…
Powoli zaczynam rozumieć ludzi bez perspektyw, którzy zaczynają ćpać tylko po to, żeby coś robić, coś zmienić.
Narzuciłam sobie rutynę, dość groteskową, ale zawsze to coś. Jak mawiał Motyl, dla taich pracoCHolików (tak mawiał) jak my wakacje to strata czasu.
Nie piję Danvivy, toteż wstawanie zajmuje mi przeciętnie pół godziny. Potem, jak mam lepszy humor, śniadanko w jeszcze ciepłym barłogu (zarzuciłam spanie pod kołdrą, mam barłóg kombinowany z koców i śpiwora – mój wakacyjny zwyczaj). Wstaję, ubieram się, włączam komputer. Muzyka, najlepiej Cała Góra Barwinków. Otwieram okno, wiążę ciasno włosy. Ćwiczę. Dzisiaj na pierwszy raz starczyło mi 10 minut, oto moja kondycja i energia, po 10 minutach byłam zlana potem. Ale poprawię to. Nie ma słońca, więc energię będę czerpała z ćwiczeń. Zimą pomagało.
Potem zlana zasiadam do komputera, coś tam babrać. Nawet jestem zadowolona z efektów babrania. Za długo tam jednak nie wysiedzę, włączam cosik zywszego i zaczynam hasać po mieszkaniu.
Przy takim właśnie hasaniu w pewnym momencie dokładniej przyjrzałam się swojemu ciału w lustrze.
Przeciętny obserwator stwierdziłby, że jestem chorobliwie chuda. Dla mnie stan obecny jest prawie-że-satrysfakcjonujący. Jeszcze tylko… hmm… tyłek.
Będę prowadziła dziennik odchudzania :]
Mam 169 cm wzrostu, ważę 49 kg.
Biust – 75, talia – 63, biodra – hmm… – 88 cm.
Żrę czekoladę (na chory żołądek) i ćwiczę, żeby schudnąć :-)
Lubię lato. Latem zawsze chudnę.
Idę. Z W. nad jezioro. Pierwszy poniedziałek wakacji.

divin’

To musi być bardzo trudne, kiedy chcesz powiedzieć mi coś przykrego, wskazać jakiś błąd, ale tak, żebym się nie zdołowała. Ja bardzo źle znoszę krytykę, zawsze tak było i nic nie umiem na to poradzić. Lata ćwiczeń przyniosły tyle, że umiem opanować przemożną chęć schowania się gdzieś przed ludzkim wzrokiem. Bardziej myślę nad tym co się do mnie mówi, mniej daję się ponieść wstydowi.
Mimo wszystko… co zrobiłam w ramach reakcji na dzisiejszą krytykę? Uciekłam pod prysznic. Musiałam to wszystko w spokoju przemyśleć.
… że się wpieprzam, że leczę ludzi na siłę, swatam na siłę, ratuję na siłę, wszystko na siłę. Że wtrącam się ludziom w życie. Pierwsza reakcja: tak, ale gdybym się nie wpieprzała – z kim bym mogła porozmawiać? Kto chciałby rozmawiać ze mną? Może robię to, bo muszę…?
Dalsze myśli. Zabawne, jak przeanalizować wiele sytuacji pod takim kątem, rzeczywiście okazuję się nieznośna. Tylko, że zawsze mi się wydawało że pomagam. Intencje miałam dobre. Ale jednak…
Zaczęło się od W., że niby wtrącam się w jego życie, chcę mu zmieniać światopogląd i uszczęśliwiać na siłę. Dobrze, jeśli spojrzeć na to z boku, masz rację. Może chłopakowi robię większą krzywdę niż sam by sobie zrobił swoim myśleniem. Może wy wszyscy razem macie jedną wielką rację.
Ale gdybym nie… to on na pewno sam by do mnie nie przyszedł. A ja go nie chcę zgubić.

Bądź mądry i pisz wiersze. Efektem krytyki jest strach. Teraz będę przez jakis czas bała się w ogóle coś powiedzieć. O coś spytać, odezwać się – cokolwiek, co wydałoby mi się ingerencją. Działaniem nieporządanym. Ponad to przez pewien czas będę miała zmieniony obraz siebie i każdej sytuacji – czy ja aby znów nie przeginam?! Plus piękny dołek i zwątpienie w to, co do tej pory było stałym gruntem. Utrata wiary, że do czegoś jestem potrzebna. Że byłam kiedykolwiek.

Sami widzicie. Trudno mnie „dobrze” skrytykować.

by the way (fragment ostatniego odcinka)

„Założę w swoim pokoju Ośrodek Psychiatryczny, w którym znalajdę pracę na dwóch etatach: doktora i ordynatora oraz podejmę w nim leczenie odwykowe i ogólnopsychiatryczne. Tak będzie najlepiej. Żadnych szpitali, żadnego metadonu. O tym już nie przeczytacie. Mnóstwo jest książek w rodzaju “Byłem masonem”, „Byłem Świadkiem Jehowy” czy innych zwierzeń spisanych przez neokatolików, ale nie widziałam jednak nigdzie dzieła z podtytułem “Byłem oazowcem” czy „Byłem Rycerzem Niepokalanej”. Nigdy też byli narkomani, wariaci i kurwy nie piszą pamiętników, po zakończeniu przeszłości. Teraz już rozumiem dlaczego tak jest. Kiedy ja wyzdrowieję zrobię wiele rzeczy. Naprawię szkody wyrządzone bliźnim i przyrodzie. Zajmę się sobą – zdrowe odżywianie woda mineralna drób sałatki dużo ruchu na świeżym powietrzu wymachy skrętoskłony marszobieg nowe meble kanapotapczan meblościanka kinkiety odwiedzę dawnych przyjaciół ksiądz dzielnicowy żołnierz poborowy coś dla ducha chrystus filharmonia wycieczki może jakieś hobby sztuka origami akwarystyka poświęcę się rodzinie wesela chrzciny pogrzeby ukończę kurs korespondencyjny angielski maszynopisanie optymizm znajdę męża szatyn katolik inżynier pójdę do pracy akwizycja asystencja ambicjonerstwo kupimy dom bliźniak segment niewykończony wczasy Łeba Karpacz Giżycko będą zazdrościć Elka Kryśka Piorun a ja będę prać sprzątać gotować dzieci kochać troszczyć szkolić w wolnych chwilach kino solarium kłótnia żadnych narkotyków alfonsów kaftanów, a medytacja transcendentalna pomoże mi nie oszaleć ze szczęścia.”

źródło, chociaż nie polecam całości… :|

wystarczy Słowo…

Kolejny hymn na cześć Vieslava, wiem wiem, robię nię nudna… ale nie mogę sobie odmówić tej przyjemności :]

Na melodię „We will rock you”:
[tup tup plask, tup tup plask*]
Wieee-sław Wieee-sław Ko-peć!

——
* tup – tupnięcie prawą bądź lewą nogą, w każdym razie raz jedną raz drugą
plask – klaśniecie łapskami

„Góra zatopi się w chmurach
słońce przychyli swój brzuch
Nie trzeba nam wiele w tych stronach
Nie trzeba, nie trzeba i już
Wystarczy słowo
Słowo
I jego rym…”

[Koniec Świata]
Znów trąbki. Nadal tylko ja w tym domu słucham ska. Jakoś jeszcze sobie radzę.

Czy moje serce jest Twoim sercem? W czym się odbija myśl moja? Za co Cię cenię? Za to, że każde moje słowo w naszej rozmowie ma dla Ciebie wagę. Za to, że masz często inne zdanie, co pozwala nam dyskutować. Za to, że oboje to potrafimy: mówić w odpowiednich momentach i w odpowiednich momentach słuchać. Za to, że szanujesz moją odmienność i lubisz moją oryginalność.
I za kwiaty, które dla mnie zbierasz :-) Za chmury, które w naszych oczach mają taki sam kształt (no szczyt wszystkiego, żeby kobiecie chmura przypominała obcęgi…). Za jezioro, które jest piękne. Za słowa, słowa, słowa. Swobodną wymianę impulsów myślowych przy minimalnym wysiłku fizycznym.
Czy moje serce jest Twoim sercem, przyjacielu?

[from "Zamęt" by WŁOCHATY]

ciąg średników może zastąpić nagłówek?

Z życia politycznego:
Nieoficjalnie wiadomo, że Wiesław Kopeć z wynikiem 18 głosów był 8. W oficjalnych komunikatach wyniku tego nie podano, na co jednak miałam nadzieję. Te same anonimowe źródła podają, że nasza najbardziej znielubiona świetliczanka podarła głosy Wiesława w drobny mak. Tyle naszej satysfakci, że ją wkurzyłyśmy :]
Na pół godziny przed wborami zapadła cisza wyborcza. Kandydaci zostali zobowiązani do pozdejmowania swoich plakatów. My nie musiałyśmy; nasze plakaty już dawno temu zostały spacyfikowane przez dyżurujących nauczycieli :] Zamierzam im jutro wywiesić plakat następującej treści:
SZTAB WYBORCZY WIESŁAWA KOPCIA SERDECZNIE DZIĘKUJE SZANOWNEMU GRONU PEDAGOGICZNEMU ZA OCHOCZE ZDJEMOWANIE PLAKATÓW. ZOSTAŁ NAM DZIĘKI TEMU OSZCZĘDZONY KAWAŁ PRACY.
SERDECZNIE DZIĘKUJEMY!
Jeszcze przed ogłoszeniem wyborów, kiedy wędrowałam po schodach, moim oczom niespodziewanie ukazała się leżąca na ziemi karteczka WIESŁAW KOPEĆ NIE ZAPOMINA. To przemawia za wywieszeniem podzięki.

Aha, jeszcze jedno. Wybory ostatecznie wygrała Karolina S., nasz niespodziewany transseksualista. Nie mój problem, ja tą szkołę kończę :]

Cóż poza tym… czytam „Ptaśka”. Po raz kolejny, i po raz kolejny rozmyślam; co zadzwiwające, przy każdym kolejnym przeczytaniu świat zyskuje kolejną nową twarz. Wszystko się zmienia. Inny wątek, inny pomysł, inne rozmyślania. Dla mnie magiczna książka.
Zasłuchuję się w Placebo. Trwam, czasem zamieniam się w myśl, czasem w dźwięk.

I’ll be your liqour, demons will drown and float away

co tam, panie, w polityce… [proszę się nie zniechęcać długością notki!]

Tym razem z życia wzięte.

W mojej wspaniałej szkole (którą lada dzień szykuję się opuścić) tydzień temu rozpoczęły się przygotowania do wyborów przewodniczącego samorządu uczniowskiego. Gmachem wstrząsały niekiedy bardzo widowiskowe kampanie wyborcze, na każdym piętrze pękały wyborcze baloniki, w oczy właziły rozliczne plakaty.
Po przeczytaniu co niektórych ulotek naszych znajomych, odkryłyśmy jak bardzo człowiek zmienia się, kiedy zaczyna wtrącać się do polityki… Nazwisko niby to samo, ale treść… zupełnie inny człowiek.
Po dokładnym obśmianiu się z większości postulatów zaczęło się robić nudno i naturalną koleją rzeczy jęły z naszych mózgownic wykwitać co ciekawsze pomysły. Zaczęło się od przemianowywania kandydatów, czyli zamazywania nazwisk na plakatach i zastępowania ich co ciekawszymi, przykładowo niejaka Karolina S. bodaj z pierwszej ef stała się nagle i niespodziewanie transseksualistą, ktoś tam inny okazał się wcieleniem Wiesława Walędziaka. Ostatnim pomysłem było domalowywanie na plakatach logo Ligi Polskich Rodzin, ale nie zdążyłam go wprowadzić w życie, bo narodził się Wiesław.
Konkretniej, Wiesław Kopeć (wszelkie podobieństwo do osoby istniejącej czysto przypadkowe, ewentualnych skrzywdzonych gorąco przepraszam). Wiesław został wystawiony jako kandydat, niestety całkowicie fikcyjny, ale z jedną z lepszych kampanii w szkole.
Postulaty Wiesława stanowiły dość wywrotową mieszankę naszych własnych pomysłów i co ciekawszych pomysłów innych kandydatów. Pozwolę sobie wypisać te, które pamiętam.
„- Będę dbał o stan uzębienia społeczności szkolnej!;
- Wprowadzę nowy system oceniania:
za ocenę celującą – pączek
za ocenę bardzo dobrą – lizak
za ocenę db – 3 cukierki
za ocenę dst – 2 cukierki
za ocenę dop – 5 g cukru
za ocenę ndst – kielonek tabasco;
- Zdobędę sponsorów do wybudowania placu zabaw i piaskownicy na boisku szkolnym;
- Na lekcjach WFu wprowadzę ocenę za stawianie babek i zamków z piasku;
- Na piętrach staną akanpy i sofy, a kelnerzy będą roznosić jedzenie i trunki;
- Na początku miesiąca każdy uczeń otrzyma porcję Nervosolu na 30 dni;
- Zapewnię kuracje hormonalne wszystkim rozdrażnionym nauczycielkom;
- Zapewniam fałszywe alarmy przeciwpożarowe na niewygodnych lekcjach, za drobną opłatą na rzecz samorządu uczniowksiego.”
Takie oto postulaty pojawiły się na plakatach wyborczych Wiesława. Sam Wiesław wystąpił w 7 wcieleniach:
Wcielenie 1 – kulturalny pan, około 35 lat, krótko ostrzyżony brunet z krótko przystrzyżonym wąsikiem i kozią bródką, okulary, szeroka, podłużna twarz rzeźnika – intelektualisty. Odziany w białą koszulę w różowe grochy i zielony krawat. Wiesław – protector, miał wzburzać zaufanie.
Wcielenie 2 – Wiesław – diver, twarz jak wyżej, jeno zamiast zwykłych okularów – gogle nurka, zamiast stroju urzędowego pianka, w ustach rurka do odcyhania, z której dobywają się bąbelki.
Wcielenie 3 – Wiesław – bolszoj, dumny wyraz trzydziestopięcioletniej twarzy, czerwony krawat, w tle powiewa czerwony sztandar, po prawej stronie Wiesława sierp i młot, po lewej złota gwiazda. Gratis hasło „wszystkich będę traktować na równi” zaczerpnięte żywcem z cudzego plakatu.
Wcielenie 4 - Wiesław – dobry tatuś. Tym razem dobrotliwa twarzyczka schowana do połowy w czapce św. Mikołaja, reszta stroju takoż, tylko że bez białej brody.
Wcielenie 5 – Wiesław – alien. Wielka zielona głowa z ogromnymi czarnymi oczami w kształcie migdałów, dwie szparki zamiast nosa, wąsiki i bródka, chude zielone ramiona. Nie pamiętam czy miał okulary, czy nie.
Wcielenie 6 – Wiesław – bunny. Tym razem na głowie różowe, puchate królicze uszka, odziany w wydekoltowaną czarną kieckę odsłaniającą obficie owłosiony tors.
Wcielenie 7 - Wiesław – varior. W hełmie, z powtykanymi gałązkami, z barwami maskującymi na twarzy, z karabinem na plecach, Wiesław walczy o naszą przyszłość. „Oto Armia Zbawienia, która wyszła z podziemia lecz natychmiast kazano jej wrócić…”

Plakaty zostały szczelnie rozprzestrzenione po całej szkole, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Już na następnje przerwie po zwiśnięciu na 3 piętrze pani Sz. – najbardziej jędzowata germanistka świata, z myślą o której pisałam o kuracjach hormonalnych – szła zamaszysty krokiem do pokoju nauczycielskiego, dzierżąc plakat z Wiesławem – alienem w pięści, gotując się przy tym ze złości. A ja – pozostając w ukryciu – gotowałam się ze śmiechu.
Równie szybko jak się pojawiły, Wiesławy poczęły znikać z korytarzy. Przypuszczam, że wiszą sobie na tablicy w pokoju nauczycielskim. Chyba niestety mało uczniów zorientowało się w całej zabawie. Po zniknięciu ostatniego Wiesława Natalia zaproponowała, żebyśmy uszyły transparent: DAJCIE WIESŁAWOWI SZANSĘ! I tak już połowa grona nauczycielskiego wie, kto jest protoplastą Wiesia.
Po lekcjach leżymy z Natalią na fosie, rozplaszczone w słońcu. Dialog wygląda mniej więcej tak:
- o, chmura… o, koiec chmury…
- nnno… Natalia, Wiesław nie żyje…
- o, chmura… żyje, żyje. Wiesław nie umiera nigdy.
Tak narodziły się kolejne hasła kolejna ofensywa.
Następnego dnia szkołę zalała fala małych, kolorowych karteczek propagandowych mojego autorstwa.
I LOVE WIESŁAW KOPEĆ
WIESŁAW KOPEĆ FOREVER
DAJCIE SZANSĘ WIESŁAWOWI
GŁOSUJ NA WIESŁAWA KOPCIA lub w wersji anglojęzycznej VOTE FOR VIESLAV KOPEC
WIESŁAW KOPEĆ NIE ZAPOMINA
WIESŁAW KOPEĆ JEST WSZĘDZIE
WIESŁAW KOPEĆ SIĘ NIE PODDAJE
WIELKI BRAT WIESŁAW K. CIĘ WIDZI
WIESŁAW KOPEĆ DLA PRZYSZŁOŚCI lub VIESLAV KOPEC FOR FUTURE
WIESŁAW KOPEĆ NIE UMIERA NIGDY
…i zaiste, Wiesław był wszędzie. Rozprowadziłam ulotki po całej szkole, najwięcej pozaczepiałam na lustrach w toaletach męskich i damskich. Już na trzeciej lekcji, kiedy dyżurująca zwykle na tym piętrze nauczycielka wchodząc do sali zobaczyła kolejne hasło wypisane ochoczo na tablicy przez chłopaków z mojej klasy, jęknęła tylko „Zabierzcie tego Kopcia, mam go po dziurki w nosie”.
Ta sama nauczycielka dnia poprzedniego podarowała mnie i Natalii piłeczkę tenisową (zabraną ongiś uczniom), która stałą się naszą maskotką. Na froncie moja wprawna dłoń narysowała twarz Wiesława, Natalia natomiast doczepiła mu papierowe uszki, ogonek i napis GŁOSUJ NA MNIE. Od tej pory żółty tenisowy Wiesław – bunny pomagał nam zachęcać wyborców.

Powstał nawet hymn na cześć Wiesława, na melodię Glory Glory Alleluja:
Wiesław Kopeć najlepszym naszym przyjacielem jest / x 3
Jego duch żyje pośród nas!

Prawdziwe efekty kampanii wyborczej fikcyjnego kandydata Wiesława Kopcia będą widoczne jutro bądź pojutrze. Jutro są i wybory, i rada pedagogiczna :-)
Tymczasem – kto żyw, do urn! Głosujmy na Wiesława Kopcia, naszą jedyną pewną szansę na przyszłość!