sXe

No i jasny szlag strzelił moją trzeźwość umysłową. Nie zarobiłam we własnej opinii na tytuł strejt edża. Może jeszcze kiedyś zarobię… trudnych okresów i prób do pokonania będzie zapewne jeszcze kilka w najbliższym czasie.
Miałam przyjemność tracić trzeźwość stopniowo u Anioua. Okoliczności Aniouowego tracenia, mam tu na myśli stan psychopoglądowy, pozostawmy odrębnym rozważaniom, dość że sytuacja była bardzo wyjątkowa. Cały zabieg został wykonany powolutku, bez histerii i przy dobrej muzyce. Rozmowy, oczywiście. Mam to do siebie, że kiedy się mnie podleje procentami, zaczynam gadać jak najęta; słowa zamiast drogą myśl–> cenzura/ rozum/ instynkt samozachowawczy –> jęzor wędrują tylko od myśli do jęzora. Jeśli chcesz czegoś się ode mnie dowiedzieć, z ujawnieniem czego miałabym problem w normalnych warunkach, podaruj mi alkohol i zmuś do wchłonięcia go.
Nie będę opisywać szczegółów wieczoru ani stadiów upojenia, jakie przeszłam, niektóre były dla mnie zupełnie nowe, albowiem zwykle stronię od alkoholi. Ale widać te wakacje są wakacjami nauki, również na błędach.
Na uwagę za to zasługuje czyn, jaki wykonałam, kiedy mój umysł powolutku już wracał do równowagi.
Aniou poległ był na łóżku swego brata około godziny 2:00, podczas oglądania „Requiemu…”, bo ona ten film już na pamięć zna. Stwierdziła że wali wszystko, zawija się w kołdrę i śpi. W takim stanie pozostała przez najbliższy czas. Mnie się natomiast film skończył coś po 3:00, kiedy na dworze stopniowo robiło się szarawo. Czas do grubo po 4:00 spędziłam w Aniouowej kuchni, delektując się bezruchem i lekturą (bo ja bardzo nie lubię kiedy odwracam głowę, a oczy idą tam dopiero po chwili). W końcu powoli świat za oknem opanowywał świt. Ja dojrzałam do spożywania chleba z pastą sojową. Równocześnie obserwowałam świat za oknem, zawinięta w jakieś bluzki i arafatkę, z szopą na głowie, oparta o zlew kuchenny, normalnie kadr z filmu krótkometrażowego. Przed piątą, kiedy to było już całkowicie jasno, ale wschodu nie było mi dane oglądać z powodu mgły, nagle spłynęło na mnie natchnienie. Okradłam Natalię z jakiejś kartki i zaczęłam pisać monolog (po przeczytaniu Natalia stwierdziła że zawiera za dużo opisów przyrody, mogę być Orzeszkową XXI wieku). Dzieło uwieńczyłam freskiem w 3 częściach. Okradłam pluszowego misia ze spinacza do bielizny (wcześniej zamontowałam misiowi spinacz na nosie, mając na uwadze otaczające go realia i kierując się tylko współczuciem) i przyczepiłam monolog do jakichś papierów zwisających z monitora komputera, który stał tuż obok śpiącego Anioua. Cel był taki, żeby znalazła karteczkę zaraz po przebudzeniu. Jednak wydało mi się to mało widowiskowe. Upolowałam więcej kartki i wycięłam masę karteczek, na których wyrysowałam czerwone wykrzykniki. Karteczki poumieszczałam, gdzie się dało, włącznie z włosiem spoczywającej na biurku czerwonej szczoteczki do zębów niewiadomego pochodzenia. Wykrzyknik w puszce po Tatrze został zaopatrzony w przypisek, coś w stylu „a ja wcale nie chcę jechać na woodstock”, tyle pamiętam. Gratisowo w kilku miejscach czerwone strzałki.
Ale i tego było mi mało. Dałam się zatem ponieść galopującej o 5:00 nad ranem fantazji.
Przyniosłam z kuchni kromkę chleba słonecznikowego. Umieściłam na niej 4 podgrzewacze (świeczki czyli). Opatrzyłam znalezionym drewnianym kwiatkiem oraz podpisem: Torcik. Całość zainstalowałam na wolnym od szpargałów fragmencie biurka.
Zastanowiłam się nad zapaleniem świeczek, ale były na wyczerpaniu. Trudno, sama sobie zapali i sama sobie zdmuchnie, ja surowce dostarczyłam.
Do popełnienia ostatniego dzieła popchnął mnie widok puszki z Tatrą. Chwyciłam w dłoń swoją skarpetkę spoczywającą nieopodal i wypchałam ją majtkami oraz innymi skarpetkami. Tak powstały szkielet wepchnęłam na stelaż z owej puszki. Wycięłam z kolejnej zagrabionej kartki papierowe okrągłe okulary, szeroki uśmiech oraz papierową koronę. Na torsie indywiduum zamontowałam podpis: Król. Ustawiłam na biurku obok torciku.
Analizowałam jeszcze możliwość ustawienia nad głową Anioua tabliczki z komunikatem „Popatrz Natalio, zrobiłam Ci wernisaż”, ale zrezygnowałam. Siła wyższa odebrała mi świadomość.

Co zabawne, za cholerę nie pamiętam co monolog zawierał i jakiej treści zgotowałam tak huczną oprawę graficzną…

później
Wykonałam szkice odręczne (czy też odmyszowe). Zapraszam do obejrzenia.
Torcik
Król

PS. Bym zapomniała… mam dużo, dużo miłych nowych zdjęć. Jeśli ktoś chciałby obejrzeć Lao sprzed wczoraj, przedwczoraj i przedprzedwczoraj, niech pisze.

pan Gentleman twierdzi iż „tudej iz sacz e lowli dej” – ???

Kot Henrykiem zwany jakiś taki dzisiaj nie w humorze, mętny… coś jak ja mniej więcej. Łazi po domu, przeciąga się i przemieszcza się z poduszki na stół, po krótkiej drzemce ze stołu na poduszkę, potem z poduszki na kanapę…
Ja do pierwszej leżałam w moim księżniczkowym barłogu, przewalałam się gdzieś między poduszkami, kołdrami i kocami. Nie mogę znaleźć lektury na miarę wakacji. Mam same za mądre książki, które za wszelką cenę próbują mi wcisnąć wiedzę do łba; nic lekkiego, z niezobowiązującą fabułą, coś o miłości dobrym by było… Nic akuratnego na moje rozmemłanie.

A rozmemłanie wczoraj się zaczęło i mnie jakoś nie opuszcza. Średnio na jeża przespana noc utwierdza mnie w nim tylko, tak samo czas, który spędziłam koło czwartej nad ranem na balkonie, zawinięta w kocyk, obserwując ulewę.

Gasnę. Czuję się jak wypalona świeczka. Znikam powoli, i z netu, i z życia…

gdzieś z głębin…

Jak już weszłam w panel (w celu dodania linka), to może coś jednak napiszę…

Napiszę w zasadzie chyba tylko tyle, że jak na prawdzieą małżę przystało, zamknęłam się szczelnie w swojej muszli. Nigdzie nie idę, tak tu będę leżeć.
Zasadniczo, jeśli ktoś czuje że ma sporo dobrej woli i cierpliwości, to może podjąć próby wdarcia się wgłąb. Ale muszla jest strukturą stanowczą, byle kogo z byle czym nie wpuszcza. Wolny czas wypełnia muszli przyrastanie na grubość.
I tak na razie zostanie.
Nie czuję potrzeby pisania.
Wybaczcie.

wojna nie jest twoim stanem naturalnym…

Śniła mi się wojna.
Rzecz działa się w małym kwadratowym budynku, coś jak internat zaadaptowany na potrzeby wojska. Stacjonowała tam sobie jakaś mała jednostka.
Mieli ruszyć z jakąś akcją i odbywały się intensywne ćwiczenia. Podobno naloty waliły już wszędzie dookoła, ale tam była jeszcze cisza. Mieli drogę odwrotu, pewne powodzenie. Armia Zbawienia.
Był też młody sierżant. Dosyć pulchny, szybko się pocił kiedy był zdenerowoany. Zrobił coś, co można oznać za dezercję i zapewne miał potem na karku sąd wojenny, ale tego już we śnie nie było.
Odmówił udziału w ćwiczeniach. Dowodzenie nad jego zdużyną musiał przejąć ktoś inny, ale nie wybuchła z tego większa awantura, bo zaczęły się naloty i cała jednostka ruszyła do akcji. W budynku został tylko on i…
Dlaczego odmówił? Bo coś w nim pękło. Na własną rękę wypisał się z tej wojny. Dotarły do niego zwyczajne ludzkie uczucia, jak strach i bezradność. Kiedy kończyły się manewry a zaczynały naloty, odwiedzała go akurat żona z maleńkim dzieckiem.
Abstrakcyjna sytuacja, ale to tylko mój sen…
Tak więc w budynku został tylko on, żona i dziecko oraz – nie wiedzieć czemu – jego przełożony. Ja nie wiem, takie miał rozkazy.
Przełożony był typem amerykańskiego bydlaka z szeroką szczęką, który musi wszystkim i wszystkiemu w kółko udowadniać że jest mężczyzną i ma przewagę. Mięśniak – sadysta.
Sytuacja była ekstremalna, sufit powoli zaczął im się walić na łby. Nie wiem jak to się wszystko stało, budynek stał w środku lasu, gdzieś za miastem, ale znaleźli go. Głupie i nielogiczne, ale to mój sen.
Tak więc tynk się sypał, a ja widziałam jak młody sierżant robi wszysko żeby uratować rodzinę. Był czyba jakiś listopad, robiło się pierońsko zimno. W najgorszych chwilach po prostu isłaniał kobietę i dziecko własnym ciałem.
A przełożony-bydlak, mimo ekstremalnej sytuacji, cały czas wisiał im na karku i czerpał satysfakcję z przewagi, jaką miał nad młodym dezerterem. Znęcał się, groził że go wywali na zbity pysk.
Nie pamiętam jak się skończyło.
Chyba jednak umarli, wszyscy czworo.

Obudziłam się bardzo przerażona, ze łzami w oczach. Nie śniłam fabuły, a emocje. Śniłam strach przed pociskami i śmiercią, strach o dziecko, strach przed tym dupkiem – majorem. Śniłam bunt przeciewko ćwiczeniom. Bunt przeciwko wojnie jakotakiej, chęć ucieczki, przetrwania tego wszystkiego. Śniłam wreszcie miłość i paniczny lęk przed utratą drugiej połowy i tego maleństwa.

Oczywiście był i wątek osobisty.
Czy ja kiedyś nie zostanę sama?? Czy mnie kiedyś, kiedy wybuchnie wojna, ktoś będzie bronił? Czy będę miała kogoś, do kogo mogłabym uciec??

Takie sny jak dzisiejszy zmieniają spojrzenie na masę spraw.
Choćby na książki Whartona. Do tej pory czytałam o rozgrywkach intelektualnych młodych żołnierzy w Ardenach, teraz widzę i strach, i ból, i tą całą aurę choroby psychicznej…
Wielkie szaleństwo, które ludzie gotują sobie nawzajem, każdy jest skażony traumą, wszyscy udają że są twardzi, każdy chce uciekać…
Ten lęk jeszcze gdzieś się we mnie czai. Sen zapadł we mnie, został, mam nadzieję że będę go zawsze pamiętać.

żyletka tralalala krótkie włosy

Całe 4 dni w Łebie
nie szkoda mi, jeszcze tam wrócę… nie pożegnałam się z morzem.

Dni, które miały przynieśc rozstrzygnięcie spraw kluczowych, przyniosły tylko deszcz
efekt? wiszę dalej w próżni
majtam nogami…

Rzeczywiście nie zmieniam się wcale
dalej jestem małą dziewczynką buntującą się na pokaz, strasznie złą i mroczną
noszę wysokie buty żeby wszyscy widzieli
głośno krzyczę i łażę po płotach
i podarte spodnie mam
i obrażam się o byle co…

Pomysłów na szablony mam multum
chęci i natchnienia mniej, no i czasu
jakoś wenę szlag jasny trafił
może dlatego że nikt tych sablonów nie bierze a nie bierze bo nie reklamuję
a nie reklamuję bo jestem skromna?
w zasadzie to mogą być pomysły na koszulkę, tylko
to wszystko się kupy nie trzyma
co się dzieje ze mną??
z rąk mi leci

„Oczy mi się rozjeżdżają
Nie zgadzają mi się strony
Gołębie wydziobują okruchy dobrobytu
Między krzesłem a podłogą wszystko po staremu
Nieznośna lekkość butów”

[Pidżama Porno "Ezoteryczny Poznań"]
Bo ja przeciez pidżamówą jestem… cuda niewidy ulice jak stygmaty


później (00:10)
going down – going drown?
feeling useless’n'sleepy
help me save me…
come on do the twist
drunk’n'drown’n'mad
not feelin good…
love me need me kiss me kill me
it’s late… go to sleep, lil sun.

phy

Nie, nie mam czasu pisać.
Nie, nie mam czasu się martwić.
Nie. Mam wakacje.

Nie. Nie zmienię lay’a. Jest żółty i żółty pozostanie. Wszystkich rozczarowanych PRZEPRASZAM.

Hey Bobby Marley,
Sing something good to me
This world go crazy
It’s an emergency…

[Manu Chao]

PS. poprawiony: Siostrzane dusze, siostrzane poczucie humoru, siostrzane blogi, siostrzany Lay: blog Anioua

nie licząc zysków ani strat…

Koniec kłopotów z szablonem, jak również koniec mojej samotności. Pełna chata, tak nagle to na mnie spadło :P
Hurray, hurray! It’s a Holi-Holiday!
A wieczorem koncert Shannonów. Pobrykamy.

Biegam w nowej sukience, dawno mi się nie zdarzało… :-)

Every little thing is gonna be allright. Najwyżej popełnię samobójstwo.
Epikurejczycy w bardzo miły sposób tłumaczyli sobie zbędność strachu przed śmiercią. Śmierci nie należy się bać. Kiedy my jesteśmy, jej nie ma, a kiedy ona jest, nie ma nas.

Dzisiaj Epikurejka ze mnie pełną gębą.

bum!

Zmiana szablonu, szablon zrobiony na zamówienie:
ode Mnie specjalnie dla Mnie według Mojego pomysłu :*
Mam nadzieję, że zmiana na stałe. Jakoś sobie poradzę z robotą na Laylao bez sprawdzania tutaj czy wszystko działa. Musiałam mieć coś, czego na Laylao nie ma :D Zresztą… kto tam zagląda, co za różnica. :-)
I’m a free woman with a free will of making layouts…

Tylko podstrony się walą jeszcze. Nie wiem co im jest, chyba mają gorączkę :/ Może im rumianku zaparzyć… i Rutinoscorbin… wapno?

Jaciekręcę. Jeśli przetrwam tę burzę (może… kiedyś… powiem, napiszę) bez jakichś wyskoków, to moge się dumnie nazywać Straight Edge dyplomowaną.
I wish I could be sXe.