Raptem!…

Ostatnio mój byt opiera się głównie na działalności destrukcyjnej. Poza tym robię bałagan w świecie rzeczy namacalnych.
Czyli dośc monotematycznie.
Szybko się niecierpliwię dlatego ta notka skończy się tak a nie inaczej.
Nagle.

PiEs: „Have you seen my Will To Live? Becouse I’ve seen, to have lost it…”

dzisiaj

Imię kota
Name of cat ………HENDRYK……..

Data urodzenia
Date of birth9.01.2004

Rodzaj sierści/ Znaki szczególne
Coat type marking/ Distinguishing marks
gładka krótka

Tak tak, kot Henrykiem zwany otrzymał dzisiaj dowód tożsamości. Wielki dzień! :-)

„Światło gwiazdki na pościeli, misie moje śpią na ziemi
Milczą całą noc, nocą modlę się, dziadek głaszcze mnie.”

Soja na chlebie słonecznikowym, sałatka rastafariańska: zielony ogórek, żółta kukurydza, czerwony pomidor. Senność. Smsy, telefon od Jacka. Uśmiech, tak jakbym dostała kwiaty. „Piekarnik” Akuratu. Żółty zeszyt, w którym pisałam. Zielony, w którym piszę od wielkiego dzwonu. Czerwona na ramiączkach, granatowy jeż, niebieska z rozprutymi rękawami, czerwony dresik, no i „ta stara sprana szmata” na szyi. Dreszcze. Placebo, Alians. Grill, alienacja. Kłótnia, spięcie. Samotne popołudnie.

„Każdej wiosny dmucham w świeczki, w wielki tort, jem żółty sernik
Piję koktail ze snów, moje urodziny są, z plasteliny lepię dom.

Dżem, kakao, pomarańcze, telewizor, w którym tańczę
Za mym oknem stoi cyrk, chuda żyrafa jest i ślepy słoń jest też.”

Nie wiem, nie wiem. Kolejny raz to denerwujące uczucie, wiszę w próżni.

- Czy jesteś szczęśliwa?
- A wyglądam jakbym była?
- Wiesz, to głupio zabrzmi… ale wyglądasz na kogoś, kto ma problem… Nie obraź się! Po prostu spojrzałem na ciebie i wiedziałem, że nosisz w sobie coś…

No więc ja dopiero teraz powoli docieram do tego czegoś. Jak mam mówić, skoro sama jeszcze nie wiem? Milczę, gryzę.

„Mali chłopcy z piaskownicy, przyjaciele, lecz złośliwcy
Kradną jabłka z drzew, lato kończy się, kasztany gniją, pada śnieg.”

[Lenny Valentino "Chłopiec z plasteliny"]

siarrrrka

Jest dobrze, dopóki siedzę w miejscu. Nic nie leci mi z rąk i nie irytuje moje fajtłapstwo.
Zielone szelki i koszulka z jeżem. Kłuję.
Za godzinkę do Olsztyna na Perfect. Czas relaksu, relaksu, relaksu to czas. Mimo, iż dzień przebiega pod znakiem Kultu.

„Ręce do góry, daj całe złoto które wieziesz ze sobą
Ręce do góry, bez siły lub przemocą”

Nie ma sensu pisać o mnie, dlatego piszę o muzyce i jeżach. Albowiem u mnie bez zmian. Cosik jak mały huragan.
Nie lubię robić za przepustkę do noclegu. Nie lubię kiedy się mnie stawia w sytuacji bez wyjścia. Nie lubię, kiedy wychodzi na jaw mój brak stanowczości. Nie lubię wychodzić na świnię i tracić pewnośc, czy nią jestem, czy nie. Nie lubię kiedy nic się nie udaje. Nie lubię tracić ludzi. Dużo rzeczy nie lubię.

Wniosek o poranku: Łby wam poukręcam. Wszystkim. No to trochę roboty będziesz miała. Co dalej? Sama będziesz siedzieć? Nie wiem, skupiam się na ukręcaniu.

„Ręce do góry, daj całe złoto które wieziesz ze sobą
Ręce do góry, bez siły lub przemocą”

Tekst piosenki w całości

!!! (+bonus)

(pukając mnie ostrożnie palcem w ramię)
- Coś ty taka statyczna??

Ano jestem, niczym chmura burzowa. Notabene – błyska za oknem, ale to nie ze mnie.

Zły dzień.

Później:
Nie wspomniałam o ważnej rzeczy! Skupiłam się na własnej statyczności, której dawałam wczoraj ujście wszerz i wzdłuż, zapomniałam natomiast o tym co PRZEDwczoraj mię było spotkało, spotkało konkretniej na dworcu PKS w Olsztynie, przy stanowisku dla wysiadających.
Owo zjawisko pojawiło się znienacka za moimi plecami. Pojawienie się zaanonsował okrzyk Natalii. Obejrzałam się i ujrzałam.
Zjawisko stanowił śmieszny mały facecik w glanach, pomarańczowych spodniach w kratę i niebieskiej koszuli na krótki rękaw. Na głowie ów facecik miał czapkę z daszkiem, a prócz czapki włoski, które mnie zdumiały. Facecik bowiem miał być blondynem, a objawił mi się jako farbowany brunet. Zadziwiająca i niespodziewana zmiana dokonała się w nim w ciągu jedynie 2 tygodni, które minęły od naszego spotkania.
Rzuciłam się na zjawisko w postaci facecika z dzikim piskiem (radości, rzecz jasna). Owo zjawisko miało na imię Jacek. Jacafari.
Długie popołudnie przełażone po Olsztynie, potem przesiedziane na fosie i Po Prostu Przegadane.
Jacek. Chłopak, który stanowi dla mnie duży autorytet. „Wszystko co wiem sprawdziłem na sobie, nie na żadnej ideologii” [Alians]. Przez długie lata szukał swojego miejsca na ziemi, teraz znów wybiera się w podróż. Niespokojny duch? Nie, raczej pragnący stabilizacji, mocnego gruntu pod nogami. Bardzo głęboko wierzący, za co go podziwiam. Poza tym przy jego sposobie bycia nie ma miejsca na manipulację, nieszczerość, dwulicowość. Po prostu czułam że mówi mi wszystko, nawet jeśli słowa sprawiały mu ból, nawet jeśli przychodziły z trudem.
Zadziwiające. Znamy się od 2 tygodni, rozmawialiśmy ze sobą 2 razy i ta druga rozmowa przyniosła szczerość z głębi serca. Wierzę że mieliśmy się spotkać. Wierzę w anioły i bratnie dusze.

„Always remember the only solution
is a Mental Revolution”

[Indios Bravos]

„spokój, wielki spokój, przestrzeń między łzami w oku”

soundtrack notki: Dusza „Free”.

i to tylko ze względu na dęciaki. Niestety tekstu z niezależnych ode mnie przyczyn (dykcja pana wokalisty) nie jestem w stanie zacytować, choć bardzo bym chciała [wiedzieć o czym tak przejmująco śpiewa].

Co poza tym?
Na niebie dokładnie pół Księżyca. Jest chłodno. Jutro spotkam się z Jacafari.

Notka celowo wyzbyta podtekstów osobistych. Jak tego potrzebowałam to nikt nie komentował, a teraz jak chcę mieć trochę miejsca żeby się nad sobą poużalać nie zawracając nikomu głowy to własnie wy komentujecie. Bez sensu, poużalam się gdzie indziej albo nie poużalam wcale…

Za dużo myśli w głowie.

…?

„Tylko nie płyń tą rzeką
która wzbiera od brzegów
Tylko bądź jak najbliżej
ty nie możesz odejść…”

Nawet nie mam o kim ciepło pomyśleć… Czuję że zostałam sama.

To musi być ciężko musieć mnie codziennie oglądać.

notka w czerwonym papierze pakowym, przewiązana granatową kokardą.

Pod niebem pełnym cudów Nieruchomieję z nudów Właśnie pod takim niebem Wciąż nie wiem czego nie wiem
Światło z kolejnym świtem Ciągle nazywam życiem Które spokojnie toczy Swą nieuchronność nocy
Ten błękit snów i pragnień Niejeden z nas odnajdzie A niechby zaszedł za daleko Pewnie zostanie tam Pewnie zostanie sam
Pod cudnym niebem jeszcze Każdy choć jedno miejsce Być może ma i chwilę Gdy godnie ją przeżyje
Bo nieba co w marzeniach Spełnia się albo zmienia Skłonni jesteśmy szukać Do bram jego ciężkich pukać
Spójrz gwiazdy matowieją I niczym się nie mienią Zwykliśmy je zaklinać I szczęście swoje mijać
Bo w niebie z którego dotąd Nie wrócił nikt bo po co Wieczna sączy się struga Przyjemnej wiary w cuda
Raz Dwa Trzy „Pod Niebem”

Od wczoraj jestem z notkami o 1 dzień do tyłu…
Wczoraj miała miejsce dość specyficzna data.
19 sierpnia 1985 roku przyszedł na świat pewien człowiek, który 17 lat później – 19 sierpnia 2002 roku – wywrócił mój świat do góry nogami.

2 lata temu: pierwsze spotkanie twarzą w twarz, pierwsze spojrzenie w oczy, pierwszy dotyk, pierwszy pocałunek, pierwsza bliskość, pierwsza czułość między nami. Potem pierwsza wspólna noc.

1 rok temu: dzień spędzony w Jego mieście, wieczór w towarzystwie Jego przyjaciółki Ani w hotelowej knajpie, potem do późna w nocy pod sąsiednią klatką schodową we troje, wypaliliśmy zieloną świeczkę, zaszyłam Mu na nadgarstku nową plecionkę na nowy wspólny rok, rozpaliliśmy miniaturowe ognisko…

Wczoraj pisałam smsy z życzeniami, przez cały dzień nosiłam jego ulubioną sukienę, spałam w tej samej koszuli nocnej co 2 lata temu. Dużo myślałam.

Bo nie jesteśmy już razem. Ale ja nadal jestem w Nim, a On we mnie. Może kiedyś nasze drogi jeszcze się zejdą, nie teraz, na pewno nie teraz.
2 lata… kim byłam, kim byłeś Ty, kim staliśmy się dzięki sobie? Zapewne gdyby nie Ty, gdyby nie ja – nie byłoby nas tut dzisiaj. Te wszystkie zimy, łzy, sytuacje bez wyjścia.
Dziękuję, że się pojawiłeś. Dziękuję, że przy Tobie stawałam się kobietą.

Wszystkiego Najlepszego, Błażej.

proszę nie budź mnie, ja naprawdę jestem, ja naprawdę jestem, proszę nie budź mnie… wierzę w cud

Nie silę się nawet na próby pisania
o rzeczach błahych i codziennych
wielkimi słowami
patetycznie przejmująco sztandarowo
czy też odwrotnie
o sprawach wielkiej wagi
lekko rozumnie po prostu ujmująco
że aż chce się czytać

nie… ja po prostu jestem, po prostu jestem sobą…

proszę nie budź mnie
ja naprawdę jestem

w każdym słowie
jeśli tylko chcesz je słyszeć
jeśli musisz o nich myśleć
jeśli musisz je pamiętać
jeśli możesz je zapomnieć
i naprawdę jestem

wierzę w cud

a poza tym
co ja wiem o życiu
tylko tyle ile muszę wiedzieć
a poza tym
kocham przecież muszę przeżyć
wierzę w to co muszę wierzyć
i naprawdę jestem

wierzę w cud

może wystarczy
a może nie
tego co wiemy
a czego nie

jeszcze nie wiemy
niczego więc
dlaczego tego
nie można wiedzieć

może wystarczy
a może nie
tego co mamy
a czego nie
jeszcze nie mamy
niczego więc
dlaczego tego
nie można mieć

może wystarczy
a może nie
tego co chcemy
a czego nie
jeszcze nie chcemy
niczego więc
dlaczego tego
nie można chcieć

wierzę w cud

Raz Dwa Trzy „A Poza Tym”

back home

Oto powróciłam.
Czy do pisania? jeszcze nie wiem, zobaczymy. Na razie komunikuję, że jestem.

Łeba – mniam. Bez niespodzianek, zasadniczo tak jak zawsze od 3 lat, tak jak się można było spodziewać oraz tak jak miało być. Jestem coraz większą dziewczynką i coraz szerzej otwieram oczka. Widzę coraz więcej, zapamiętuję świat dookoła, wędruję, oglądam, poznaję. Miasto nocą jest najlepsze.
Pozdrawiam z tego miejsca pana kierownika pociągu na linii Łeba – Lębork, który to pan, w wyśmienitym nastroju będąc, zrobił nam wielką przysługę. Oczywiście oprócz zarażenia nas radością życia. Pozdrawiam również (zasadniczo powinnam je wymienić w pierwszej kolejności :/ ) drogie towarzyszki podróży, moją Mamę oraz Lil’ Hood.

–<–@ @–>–

Ostróda?
W kwestii muzycznej pozostał niedosyt.

(Indiosi nie zagrali – albo zagrali, ale przez Błażeja spóźniłam się na koncert – „Dróg”, LE ILLJAH nie zagrali „Obiecanej Ziemi” ani „Legalizacji”, Habakukowi też czegoś brakowało… Bakshish był przrzwoity, Maleo również, ale taką prawdziwą regową fazę miałam tylko chwilami… a szkoda.
Serdeczne pozdrowienia dla Gutka!)

W kwestii towarzyskiej?
Nawet mnie nie pytajcie… bolało.
Wiele rzeczy. Jedna porażka organizacyjna, jeden bolesny upadek na ziemię z piedestałów złudzeń, jedno bardzo-bardzo-bardzo bolesne rozstanie. Chociaż ostatecznie z uśmiechem na ustach, bez przekreślania szans na przyszłość, jeśli. Bardzo wiele tych jeśli padło z naszych ust…
Ale było kilka promyczków. Najjaśniejszy z nich ma na imię Jacek (Jacafari!) i pisze mi co dzień smsy, od których uśmiech sam pojawia się na twarzy.
Pozostałe promyki rozjechały się w różne strony kraju.

- Skąd jesteście?
- Z Zagłębia…
- A my z Dolnego Śląska, heeehehe!

Braki artystyczne nadrobili ludzie i klimat. Muzyka jednoczy, a uśmiech to najkrótsza droga do porozumienia.
Tym sposobem początkowo mętne wrażenia z Festiwalu – dzięki wspaniałym ludziom i pozytywnej wibracji – kiedy tylko wokół mnie zapadła cisza, kiedy zostałam sama w swoim parku ze swoim psem – tym własnie sposobem średnie-na-jeża wrażenia przeistoczyły się w pełną satysfakcję i chęć powrotu.
Na polu namiotowym trawa powoli się prostuje, spod sceny opadł kurz, sala soundsystemowa zamknięta na głucho, na bramkach nikt nie pyta o opaskę, mundurowi po służbie dawno poszli na piwo (Pozdrowienia dla naszego polowego Pawełka (?)). Nie cofnę czasu, choćbym chciała.
Pamiątka: angina. Auć.

„Kiedy kończy się zima
wtedy wiosna się zaczyna
Kiedy kończy się burza
wtedy słońce się wynurza
Tak po prostu
samo z siebie
słońce toczy się po niebie
Tak tak tak to jest…”
[z smsa od Jacafari'ego]

Ariwederczi!

Wyjeżdżam! Plaża, palmy, trotuary, piękne półnagie kobiety! Łebo, nadchodzę!

Powracam 11 sierpnia i prosto znad morza wpadam jak śliwka w kompot na festiwal reggae do miasta Ostródy.

Proszę za mną nie płakać. Ostrzegam, że z braku funduszy pocztówek nie przewidziano. Proszę się nie dziwić i nie zniechęcać ciszą. Proszę za mną tęsknie wyglądać.
Proszę zostawić wiadomość po sygnale. Beeeep

–<–@ @–>–

Kolejna dygresja odnośnie reklam blogów na stronie głównej blog.pl.
„MOJE MYŚLI O ŻYCIU O BOGU” …takie męskie rozmowy o życiu i o śmierci… a rano… zrobię jajecznicę :D
Ludzie są czasem naprawdę totalnie wyprani z poczucia humoru…