„karuzeluję się z gwiazdami”

Zaniedbuję pisanie, oj zaniedbuję.
(ale mnie wolno. innym nie zawsze.)
Zarzuca mi się nadmierną zgryźliwość, złośliwośc i jadowitość (?). Prognozuje się trwałe staropanieństwo, jako że żaden mężczyzna nie móglby ze mną wytrzymać.
- Ale jej maczosa wymyślili… męski taki że bardziej się nie da…
- Jak zwykle zresztą. Każdy następny taki.
- …pewnie zanim do niego zadzwoniła czytał Hemingwaya.

Ze złotych myśli na mój temat:
„Ania, ty wyglądasz jak… jak facet!!!” – a ja tylko wysiadłam z pociągu, naprawdę nie byłam umazana smarem, przepocona koszulka nie kleiła mi się do muskułów, miałam na sobie mundur po tacie…

A dzisiaj padał deszcz. Nawet lubię Olsztyn w deszczu. Idąc ze szkoły na pociąg nareszcie nie czuję się jak pod kloszem, nareszcie dotykam normalności, chyba pierwszy raz w życiu. Pierwszy też raz jestem zdana zupełnie, tylko i wyłącznie na siebie. I nawet buty mi przemokły, jak normalnemu człowiekowi. I w kieszeniach płaszcza miałam mokro. Jak to dobrze dotknąć normalności. Nie często mi się zdarza.

„Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje…”

W sercu zamęt. Skąd i dokąd, od czego i dlaczego?! Nie mam pojęcia. Na razie odpędzam się od wszystkich. Nie kochajcie mnie, bo zabijam. Powoli. Chcę zniszczyć wszystko co do tej pory zbudowałam, bo się duszę. Ale nie chcę ranić. Więc jak?!
Dobrze, że w tygodniu nie mam czasu myśleć ani czuć.
Tylko czekać, aż to wszystko eksploduje.

Wieści z frontu: będę psuła dizajn. Może coś swojego ze strony tym razem? Ale już bez pływających ramek…

Znów szumi za oknem… pachnie dymem papierosowym. Jakieś kiepskie fajki, tata tak pachniał. Jesień…

Warszawa da się lubić?

Wczoraj impreza urodzinowa Słodkiego była bogatsza o jednego osobnika, którego na 100% nie było w zeszłym roku. O niejaką Lao konkretnie.
I Lao jest z tego tytułu Bardzo Zadowolona. Nikt jej tam krzywdy nie zrobił, wręcz przeciwnie, napchano ją tortem. Serdeczne Pozdrowienia dla wszystkich Niezabijajowców świata.
No i oczywiście wszystkiego najlepszego dla mojego Słodkiego Ojca. :-)
Szczegółowo naprawdę nie chce mi się opisywać… Grunt, że Lao jest zadowolona.

Poza tym… mam JĄ. Już się kręci w moim napędzie, już słucham – 3 raz. Bułgarskie Centrum, jeju o jeju o jeju. Jestem podekscytowana. Tym bardziej że zamierzam napisać recenzję na konkurs. Szczegóły na Forum Pidżamowym.

Notka bez rączek i nóżek, przepraszam, prosze o wybaczenie. Spałam 2 godziny dzisiaj w nocy, od 5:30 do 7:30. Wcześniej katowano mnie reggae wtedy kiedy chciałam spać, potem wszyscy kaci zasnęli, zostałam tylko ja, co dało mi pewną swobodę i możliwości, o ile tylko wędrując do wieży nie deptałam po moich oprawcach. Potem była krótka drzemka, a potem Sunia chciała na dwór i zaczęto mi dla odmiany chodzić po głowie (spałam w przedpokoju na podłodze, trampek Wszawszego gniótł mnie w nerkę, pozostałe ubrania Wszawszego, których akurat nie miał na sobie i nie były mu potrzebne, chroniły mnie przed chłodem). Tak więc proszę mi jednak wybaczyć chaos i znikome wartości artystyczne.

„Kim jest Józef K.?
Józef K. prawdziwy?
Oto Józef K.
Już go gryzą ryby”

chcesz więcej niż dziś mogę tobie dać, pieprzone WIĘCEJ, powiem więcej, więcej nie mam!

dziwna schizofrenia.
Chociaż temperatury, gorączki inaczej, nie mam…

Pan Grabaż śpiewa o Wirtualnych Chłopcach, na nana nananana naaaaa na na
Ja snuję się po mieszkaniu w wielkim różowym szlafroku
Zajadam płatki śniadaniowe Nestle, których opakowanie przedtem poinformowało mnie, iż

ODPOWIEDNIE ŚNIADANIE,
TAKIE JAK PŁATKI NESTLE,
POMAGA TWOJEMU DZIECKU
SKONCENTROWAĆ SIĘ
NA LEKCJACH

Myślę, że mojemu dziecku to skądinąd wszystko jedno
Mniej wszystko jedno mu będzie kiedy zostanie spłodzone

chyba że o czymś nie wiem

Tak więc słucham Wirtualnych Chłopców i w ogóle tego wszystkiego co pan Grabaż chce mi powiedzieć
W wielu piosenkach mówi mi to samo, a ja słucham i nawet śpiewam razem z nim
Ale siedzę przed tym pieprzonym komputerem
Rozmawiam z ludźmi których nie ma (których nie mam?)
Przeglądam rozliczne witryny internetowe
Blogi muzyka zdjęcia popart bielizna erotyczna damska męska
Czasem coś mnie rozśmieszy, coś mi się spodoba, coś innego podnieci (tak, tak)

W chwilach kiedy udaje mi się zacząć myśleć
myślę
gdzie jest człowiek
człowiek, który wiedziałby co czuję i co myślę
bo sam czułby tak samo
dlaczego tak trudno znaleźć
tylu krzyczy, a słucha tak niewielu
ja na przykład chyba krzyczę
i ty też, prawda? zastanów się

gdzie jest człowiek?
na pewno nie tam, gdzie szukasz
Wirtualna Dziewczynko

najłatwiej buntować się nie mając nic do stracenia

zupełnie jak wino, zupełnie jak krew

Całuję ciebie w twoje okulary
Tam całują ci którym ciężko się odnaleźć
Bruno Stroszek- zbędny paproszek
Rozjechany jeż nocą na autostradzie

Obserwuję wędrówkę słońca po ścianie. Żałosne, tak się skończyć. Przebyć jako promień niewyobrażalną dla mnie odległośc z jeszcze bardziej niesamowitą prędkością – wędrować przez kosmos, potem przebić się przez atmosferę i warstwę chmur, przeszybować nad parkiem – krótko mówiąc, odbyć bajeczną podróż, o której ludziom nie wolno nawet marzyć – żeby przeniknąc przez szybę i wylądować na ścianie nad komputerem pewnego zakichanego dziewczęcia.
Smutne, nie potrafię tego nawet przyrównać do niczego…

Głębia (lub jej brak) i styl moich opowiastek obrazują w pełni mój stan psychiczny. Z wyżyn (koncert) wprost w kotliny.

Chcesz więcej
Chcesz więcej niż ja mogę tobie dać
Pieprzone więcej!
Powiem więcej:
WIĘCEJ NIE MAM

W sumie przecież nie chcę dużo. Chcę tylko nie musieć się za siebie wstydzić przed nikim. Za moje wszystkie szalone odchyły, za moje pojmowanie świata, za sprzeczności, za czerwone sznurówki. Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie oceniał, po wyglądzie czy po stylu wypowiedzi, po czymkolwiek, w sumie mogą nawet nie zwracać na mnie uwagi, jeśli mają się śmiać. Mam dosyć wstydzenia się siebie.

Kotów kat ma oczy zielone
Ja pazurami trzymam się za życia brzeg
Moje dni mam już policzone
Czekam aż świat zazieleni się na śmierć

Kotów kat ma oczy zielone
Kot pazurami trzyma się za życia brzeg
W moim pokoju okna są uchylone
Nie wie że świat zazielenił się już na śmierć

Pidżama w Trójce

Oj, na wielu blogach dzisiaj pojawią się rozliczne cytaty, wersy i westchnienia, jak na przykład…

Hej Ty Który Mieszkasz W Niebie
proszę pożycz mi swój grzebień…

… albowiem koncert fenomenalny był. Serdeczne podziękowania za „Drogę na Brześć” i namalowany tą piosenką pejzaż, który zmaterializował się na kartce mojego notesu.

Miłośc odżyła, w najlepszym mozliwym momencie. Dokładnie wtedy, kiedy potrzebuję środka przeciwbólowego i odrealniającego szare ulice szarymi porankami w szarcyh miastach.

Zaczarowaliście mnie, chłopcy. Dziękuję.

wysypisko radiowo lotnisko bemowo

Wszystko jest nieczytelne,
szare i nie chcę już myśleć
Nawet o sobie
a tobie

Dawno przecież nie chce się…

[Pustki]

Kaczka jest zwierzątkiem.
Głównym celem, do którego sprowadzają się wszystkie działania podejmowane przez zwierzęta, jest istnienie, utrzymanie gatunku. Zwierzęta migrują, rozmnażają się i jedzą po to by przeżyć jako gatunek.
Patrząc na kaczkę, myślę sobie że jej życie jest niesamowicie monotonne. Spotkałam ją, kiedy siedziała na piaskowej górce na brzegu Łyny. Nawet głową nie kręciła, nie rozglądała się, bo i po co, przecież ona to wszystko zna na pamięć, mieszka tu już kilka lat. Zna każdy listek, niejednego popołudnia takiego jak to już dośwadczyła. Dla mnie, stworzenia szalenie mobilnego, tkwienie w jednym miejscu wydaje się mało wartościowe.
No ale pomyślmy.
Załóżmy, że skoro Kaczka nigdzie nie wędrowała, to znaczy że żołądek miała pełny. Nie siedziała na jajach, a na górce piasku – znaczy kaczątka już odchowane. Zrobiła już wszystko co w danej chwili zrobić mogła, żeby nie przestać istnieć. I istniała, bo nie miewam halucynacji w kształcie kaczek (inne może i tak, ale kaczek raczej nie).
Zakładając zatem, że głównym – jeśli nie jedynym – celem życia Kaczki jest Istnienie –
Kaczka siedziała w bezruchu, napawając się spełnieniem.

Ja cie kręcę, zazdroszczę.

PS. Nie, nie mam ciekawszych tematów do rozmyślań.

Positive ina Olsztyn’ Old Town

Wczorajszy wieczór. Zaczął się w 100% w chwili, kiedy pewien mały facecik pojawił się w moim polu widzenia.
Potem były powitania, przedstawianie sobie towarzystwa. Potem bęben i ogromne ilości uśmiechów. Rozmowa we dwoje, twarzą w twarz, w cztery oczy, chociaż dookoła masa ludzi. Miło cię widzieć. Brakowało mi ciebie.
Jaca.

… a po koncercie siedzieliśmy jeszcze bitą godzinę przy fontannie. Jacuś i brat Krystian, ja, Natalia i Pewna Ania. Panowie robili podkład, swoją drogą djembe to wspaniały instrument w rękach kogoś, kto potrafi grać. Śpiewaliśmy w niebogłosy najdziwniejsze piosenki – znów szybko okazało się, że repertuar i upodobania mamy podobne. I nawet nie potrzebowaliśmy gitary, pewnie by nam tylko psuła tonację…
Niektórzy ludzie czekają, żebyś ich poznał w odpowiednim momencie, żeby wasze ścieżki się przecięły.

Co zapamiętałam? Uśmiech Jacka. Był bardzo zmęczony po pracy, mimo to przyjechał do mnie na koncert. I zapamiętałam, jak w pewnej chwili po prostu się do mnie przytulił. Położył mi głowę na ramieniu, tak jak ktoś słaby przytula się, szukając wsparcia. Głaskałam go po głowie i karku. Już dobrze Jacusiu. Nie jesteś na świecie sam. Jest nas dwoje.

Nie, nie kręcimy ze sobą :-) Jesteśmy – przyjaciółmi? Czy raczej swoimi Aniołami?

znamy tę bajkę, prawda?…

„Noc była piękna jak sen
a Śmierć?
Śmierć była jeszcze piękniejsza…”
[K.I. Gałczyński "Ballada o dwóch siostrach"]

A tak poza tym to…
…spojrzałam w lusterko. Przed chwilą. Umyłam twarz, wytarłam ją i spojrzałam w lusterko mechanicznie. Stop! zastanowiłam się chwilę.
Cóż widzę?
Widzę twarz skądinąd dziewczęcą. Mam (wątpliwą) przyjemność oglądać tę twarz co dzień rano, czasem częściej. Straciłam do niej dystans kompletnie.
Wyjade mi się, że jestem w punkcie, w którym proporcje kobiecości i dziecinności rysów się równoważą. Mają się jak 1:1. Jestem w środku drogi.
To pocieszające. Zawsze myślałam że będe wiecznym dzieckiem, jeśli chodzi o rysy.
Czy kiedykolwiek byłam dzieckiem naprawdę, pod powierzchnią??


Rozmyło mi się, co chciałam napisać… wyszła z tego jajecznica, a nie notka. Wybaczcie.
PS. Pozdrowienia dla wszystkich jajecznic świata.

Uwaga, zdjęcia!

Poszerzyłam Galerię. Czuję się w obowiązku Państwa o tym fakcie poinformować – żeby nie było że nie mówiłam…
Opinie mile widziane.

Cóż ponadto? Indianie w takich sytuacjach mówią „oczy mi płyną”. Wyjątkowo zły dzień.
Oddalają się ode mnie wszyscy najważniejsi ludzie. Ci mniej ważni piją na potęgę, przelewając strumieniami pierwsze od lat na czysto zarobione pieniądze.
I wy się dziwicie że nie lubię, kiedy pijecie.
Pół godziny wystarczy żeby czyjeś poczucie bezpieczeństwa legło w gruzach.

Chciałam powiedzieć jeszcze, że kocham. I że się martwię. Wbrew pozorom, nie tylko o koniuszek swojego nosa. Zainteresowani będą wiedzieć, że to właśnie dla nich to jedno słówko.

Pozdrowienia dla wszystkich Jeży świata.

po kolei.

1. Dodałam 2 notki powstałe podczas mojej internetowej nieobecności. Chciałabym zwrócić Państwa uwagę szczególnie na pierwszą z nich, druga bowiem jest skierowana do konkretnego widza bardziej niż do ogółu publiczności (jednakowoż nie napisałam maila, a notkę, więc czytanie nie jest surowo wzbronione :-) )

2. Z zachowań absurdalnych wywołanych głównie szkołą zapamiętałam 4.
- dialog z portfelem, którego całości nie ma tu sensu przytaczać… spór toczył się o nabycie kanapki wegetariańskiej za 3,30. Portfel wygrał, zostałam przekonana i na dobre to wyszło nam obojgu.
- próba napisania smsa przy pomocy szczotki do włosów
- namolne i napastliwe myślenie po niemiecku (od wczoraj nie daje mi spokoju)
- powiedzonko ‚ramy dadę’ (co bardziej kumaci skumają skąd i dokąd, od czego i dlaczego).

Bonus gratis – widzenie postaci ludzkich tam, gdzie powinnam widzieć drzewa. Ni to zabawne, ni przyjemne, szczególnie podczas jazdy pociągiem przez las. Wywołuje paniczny lęk…

3. Zajrzałam na chwilę w swoje stare notki, chciałam coś sprawdzić i wessało mnie, zaczytałam się. Wyłania się jeden wniosek.
Nie lubię siebie, nie lubię swojego stylu pisania i swojej naiwności…
Niedługo Lao będzie mieć rok. Mam nadzieję że mała dziewczynka choć troche urosła przez ten czas.

4. Nerwy nadal w ruinie. Jestem nie do życia, nie ręczę czy zaraz się przypadkiem nie rozpłaczę. Albo kogoś nie uderzę.
Porcelanowa lalka, krucha i delikatna, tak łatwo ją zniszczyć…

5. Kota mi operowano. Zatacza się teraz, biedny, i piszczy. Źle zniósł narkozę, bardzo źle. Jesteśmy sami w domu, co z kolei ja źle znoszę. Przypomina mi się to maleńkie białe ciałko zawinięte w kocyk, leżące z zamkniętymi oczami i popłakujące z bólu. Nic nie mogłyśmy zrobić, odchodziła długo i w cierpieniu. Nad ranem koci płacz ustał. Nie miałyśmy już łez.

6.

Kolejny mężczyzna obdarował mnie swoimi łzami.
Dziękuję.