Z dziennika choroby Anny Lao [1]

Karta pierwsza.

Z niepokojem notuję, iż schorzenie opisywane szerzej w innych znanych nam dokumentach pacjentki okazuje się zaraźliwe, pleniąc się w ten sposób w coraz szerszych kręgach znajomych chorej.

„czy mam się doszukiwać ukrytych akweduktów?!” - w domyśle inwektywów, ale kto by się domyślił tak naprawdę…?

„czemu łachasz mapami?!”

oraz największa perełka dnia dzisiejszego, autorstwa kumpla uzdolnionego informatycznie oraz plastycznie (doprawdy nie wiem jakie ma to znaczenie, ale nie mogłam sobie odmówić wzmianki na ten temat):
„nie pociągaj wypochnych wniosków”

piła tango!

Przyznam się otwarcie. chciałam być najgorszym, najwstrętniejszym, najbardziej dwulicowym bachorem :-) Chciałam pisać notki, zachowując pozory zamknięcia bloga. Ale nie zdobyłam się na to. Nie potrafię w ten sposób oszukac kilku ważnych dla mnie osób.
Może dałoby mi to jakąs psychiczną niezależnośc, uwolniłoby od ciągłęgo zerkania czy mnie ktoś przypadkiem nie skomentował… Ale skoro nie przestałam zaglądać tu nawet, kiedy blog był zamknięty, nie mam pojęcia po co, ale zaglądałam… Więc chyba kwestię wolności mamy z głowy.
I dajmy sobie spokój z pompatycznymi zdaniami o tym, że zaczynam nowy rozdział, że teraz wszystko będzie inaczej, lepiej. Że powróci pasja pisania. Bo ja wcale nie mam ani takiej pewności, ani nawet takiego pomysłu, żeby przecinać białoczerwone szarfy i grać marsza… górniczo – hutnicza orkiestra dętaaa zrobi nam papaaraaaraaaaa, zrobi nam pappaaraaaraaaaa!! – co to to nie.
W ogóle nawet nie chcę myśleć o tym co będzie. Boję się.

Cała moja pewnośc to -
jutro jest takie dalekie…

Mam tego pecha, iż jutro powracam po 2 wspaniałych, monotonnych, pełnych jednakowo zmarnowanych dni tygodniach ferii do normalnego trybu pracy. Harówka potrwa aż do wielkanocy, mammamija. Jutro – że tak to pozwolę sobie ująć – inicjacja do roli woła roboczego. Liceum to kretyński wynalazek.

…Jutro jest takie dalekie..!!!

Z drugiej strony oczekiwanie. Anderze, nadchodzę! Czwartkowy wieczór będzie należeć do Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego oraz jego Strachów. Jeśli wszystko wypali, a dołożę wszelkich starań, by wypaliło.
:-)

„mówię do ciebie jak do ściany”

opieram się ramieniem o ścianę. ściana nie ucieka, nie odsuwa się, przyjmuje na siebie mój ciężar i cierpliwie czeka aż słabość minie.
czasem patrzę na nią i myślę, że się mnie wstydzi – z kim to przyszło spędzać jej życie. ona, taka równa, gładka, czysta, bez zarzutu. pnie się niezłomnie prosto w górę, ku sufitowi. ja – niestała, giętka w myśli, mowie i uczynku, ułomna, brudna, niedoskonała.
mimo to ściana nie opuszcza swojego miejsca i trwa przy mnie, wytrzymując moje zachwiania równowagi i przyjmując na siebie wszystkie kopniaki wymierzone w nią z bezsilnej wściekłości na świat. trwa, bo rozumie więcej ode mnie. wie, że to świat jest doskonały, a wściekłości sama jestem winna.

niechby wszyscy ludzie byli wyposażeni w taką pobłażliwość, jak ściana.
i niechby wszyscy umieli tak słuchać.

gwiazdkę z nieba prowadzam na łańcuszku po korytarzach.

Budzili w każdym gniew
Śniegiem usłany był dom
Nie czuli bólu gdy śmierć przyszła cicho
Zabrała życie i łzy

Dla nich wieczna droga
Dzikich serc spotkanie krwią pieczętowane
Dla nich wieczna wiara w to co niepoznane
Dzikich serc spotkanie

[Wilki "Sid & Nancy"]

Dziś, proszę Panstwa, byłam kochana. przez coś koło 3 godzin.
Cóż. Niektórzy nawet tyle się w życiu nie doczekali.

Tak sobie myślę. Nie chce być postrzegana jako kolejna hipiska, albo kolejna szatynka, albo kolejna cokolwiek. Nie chcę być ani kolejna, ani jedna z wielu, ani upchnięta w szufladkę i obetykietkowana. Proszę paragon, reszty nie trzeba. Może dlatego niektóre rzeczy w życiu mi się sypią, bo żyję w takim a nie innym społeczenstwie, gdzie zbiorowość to zło konieczne. A nawet zawężając perspektywę, może bywam zbyt zaborcza. Ale to nie powód, by się tego dążenia do bycia jedynie sobą wyzbyć. Nie nazwę tego pragnieniem oryginalności albo bycia charakterystyczną, bo po pierwsze zabrzmi banalnie, a po drugie nie do końca o to chodzi. Nie chcę na siłę się wyróżniać, i ZAWSZE iść w poporzek. Chcę, by pod jakimikolwiek pozorami bycia tylko imś z kolei dostrzegano też, jaka jestem.
Element luźnych rozważań na temat bycia widzianą przez ludzi dookoła, bliżej lub dalej stojących. Im dalej, tym bardziej niewyraźna moja sylwetka, przepraszam Cię Paweł, ale Ty nie jeździsz ze mną codziennie pociągiem i nie wiesz jaka potrafię być koszmarna o 6:39 rano. Rozwinięcie myśli, która pojawiła się po dialogu wewnętrznym.
„Czemu nie założysz photobloga? Przecież to za darmo”
„Znów powiedzą: a nie, to tylko jeszcze jedna nadwrażliwa hipiska”.

Tył na przód ten akapit. Ostatnie zdanie powinno być na początku jako teza. Cała reszta to argumentacja. Motam. Bffflllrrr.
Cała jestem tył na przód ostatnio. Przez lewe ramię i na czworaka. Ale nie martwmy się – two days left. A potem wielkie spanie :>

puf!…

Nie wiem kiedy miałabym czas pisać tu, skoro nie miałam go w święta.
Ale kiedy się pojawi – i czas, i wena, wrócę, na pewno. Chociażby po to, żeby się pożegnać.
Albo przywitać w życiu po życiu.

Na razie znikam. Cicho, bezszelestnie wręcz. Po angielsku.

LEJTER (11.I.2005)
Zainstalowałam jeżową wersję tymczasową szablonu. W znacznej części niedopasowaną. Dajcie mi chwilę, a wskrzeszę tego bloga. Serio serio.