O dniach ostatnich, słońca wstawaniu, poezji… znów donikąd.

(Strona się ładuje, a ja już układam w głowie pierwsze słowa treści, którą zaraz wystukam na mojej pancernej klawiaturze, którą chcę przekazać komuś – lub sobie, wypuścić w próżnię, sama do siebie, list na papierowym samolocie z gazety. Układam myśli, czasem sądzę że pisanie tylko temu tak naprawdę służy. Wielkie porządki i segregacja śmieci, zbędne lub zużyte przetwarzamy albo dajemy im się wchłonąć.)

Słońce, upał, śmiech, ruch, woda, orzeźwienie, słodycz, cień. Wschód słońca i msza w osiemnastwowiecznym wiejskim kościółku. Każdy dzień tak podobny, a odrębny, inny, swój.

„Pokaż mi ciszę wschodzących
Zórz,
Zmartwychwstających
Królestwo dusz,
A dbać nie będe o szczęście własne,
Spokojny zasnę.”

A wieczorami zamykam się w swoim świecie, odgradzam od własnych myśli myślami cudzemi. Idę do przodu, pewnym krokiem kroczę. Wczoraj nadgryzłam pana Asnyka i bardzo mi posmakował. Uśmiecham się do rysowanych przezeń cienką kreską złotowłosych piękności, w uszach dźwięczy mi ich śmiech.
Równocześnie kiedy zgaśnie światło nie odstępuje mnie pan Stachura. Kołysze mnie do snu piosenką i wierszem, szepcze cicho, otula mgiełką niedopowiedzianych wersów, które gubią się między jawą a snem, i jest mi w tej mgiełce dobrze, lekko, igram ze słowami, słowa są jak złote rybki, każde z nich przynosi małe spełnienie, nazywa nienazwane.
Zaczynam patrzeć na świat wierszem.

„Czytamy poezję, bo należymy do gatunku ludzkiego. A gatunek ludzki przepełniony jest namiętnościami!”

„Poezji nie można ograniczyć jedynie do tworzywa, jakim jest słowo. Poezję możemy znaleźć w muzyce, w fotografii, nawet w posiłku, przygotowanym w wyrafinowany sposób. We wszystkim, w czym uda nam się odkryć coś nowego, w czym znajdziemy jakieś objawienie. (…) Oczywiście, piszcie o niebie, o uśmiechu dziewczyny, ale jeśli to robicie, niech wasza poezja wyczaruje sąd ostateczny albo zbawienie, albo coś jeszcze bardziej nadzwyczajnego. Nieważne co, byle wzruszało, oczarowywało, przenikało do głębi, budziło dreszcze! I żeby sprawiało, że poczujemy się nieśmiertelni.”

["Stowarzyszenie Umarłych Poetów"]

Dotyk, czułość, śmiech, łzy, ból, rozpacz, milcząca wędrówka. Bolało, bolał każdy krok, ale szłam, nie zastanawiając się dokąd zajdę, ile zostawię za sobą. A teraz zerkam wstecz i trochę się boję. Znów sama z tymi wszystkimi decyzjami. Nie zawsze świeci słońce.

„O, mój Aniele, ty rękę
Daj!
Przez łzy i mękę,
Przez ciemny kraj
Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź;
Racz się zlitować!”
[A. Asnyk "Prośba" fr.]

(Nowe twarze i te dobrze znane, odkryte na nowo. Nowe miejsce, nowa droga przez miasto, nowy piasek parzy stopy. Kiedy serce mi pękało, też świeciło słońce. Z przekąsem, a może nawet z nutką sarkazmu, ale świeciło. Więc i ja będę wszystkie wspomnienia nim pozłacać.
To były dobre dni.)

usłyszałam zapach, zobaczyłam zapach

Dźwięk można nagrać. Obraz sfotografować. A zapach? Dlaczego nie można zamknąć zapachu w małej buteleczce, opatrzyć etykietką i odstawić na półkę, żeby móc do niego wrócić w chwili zadumy?
Bardzo cierpię z tego powodu. Mogę zamknąć zapach tylko w słowach, które obudzą wspomnienia.
zapach kwitnącego bzu
zapach kwiatów kasztanowca
zapach świeżo skopanej ziemi
zapach wody lejącej się z węża ogrodowego na rabaty z tulipanami
zapach żywicy
zapach świerków i sosen
zapach jeziora i wiatru
zapach trawy
zapach nocy po upalnym dniu
zapach deszczu
zapach kwitnących drzew i krzewów
Wszystkie one otaczają mnie, stają się ważniejsze niż wrażenia wzrokowe, Wywierają większy wpływ na mój nastrój, pełniej budują obraz świata.

Mój przyszły Mężu i Towarzyszu, proszę
zadbaj o to, by obok Naszego Domu
pod oknem sypialni
rósł bez…
By na szafce nocnej obok łóżka zawsze stały
świeże kwiaty
(Przyszły Ojcze Mojego Syna, proszę
wpój naszemu potomkowi miłośc i szacunek do matki)

moją największą namiętnością od lat jest badminton, jak ogólnie wiadomo.

Za bardzo przejmuję się krytyką.
Za dużo myślę o tym, o czym teoretycznie nie powinnam.
Za bardzo prowokuję, głównie siebie samą.
Za mało pracuję, za dużo leżę bezczynnie w słońcu.
Za dużo muzyki słucham. W kółko tej samej.

„Za dużo w głowie mam i nic już na to nie poradzę
Za dużo w głowie mam i nic się nie da zrobić z tym…”
[Kuba Sienkiewicz]

(A noc dzisiaj tak pięknie pachnie… aż żal, że nie mogę jej w całości spędzić na dworze. Może bym ochłonęła.)

„to ja, to ja, oto prawda o mnie…”

„Nie uczyniłeś mnie ślepym
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie dziecięciem alkoholika
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie wodogłowcem
Dzięki Ci za to Panie
Nie uczyniłeś mnie jąkałą kuternogą karłem epileptykiem
hermafrodytą koniem mchem ani niczym z fauny i flory
Dzięki Ci za to Panie
Ale dlaczego uczyniłeś mnie (…)”

[A. Bursa - "Modlitwa dziękczynna z wymówką"]
…wrażliwcem?

Tak pomyślałam. Jakże by to było miło być taką jak inni. Jaki by to był piękny prezent od losu. Chodzić na imprezy nie martwiąc się o nocleg. Nie chorować na żołądek zawsze, kiedy ktoś bliski idzie na piwo. Potrafić pozwolić sobie na niegroźną nieodpowiedzialność, na szaleństwa i porywy serca, na impulsywność. Choćby od czasu do czasu. Tylu znajomych żyje w ten sposób i nikt się o nich nie martwi, wszyscy uważają to za normalne i oczywiste w tym wieku i jeszcze przez wiele następnych lat tak będzie.
A ja?
A ja trochę czuję presję, a trochę mnie samej szkoda. Presję środowiska – jestem ‚sztywna’, ‚drętwa’, ‚nudna’, bo nie imprezuję, piątki spędzam pod kocem z dobrą książką albo na spacerze. Chociaż nikt z ludzi, którzy tak o mnie myślą, nie ma wątpliwości że jestem inteligentna i mam cięty dowcip, że jestem człowiekiem wartościowym i ciekawym. Ale tylko jako okaz do oglądania przez szybkę. Nikt nie zaprosi mnie nigdzie, bo nie umiem się bawić, nie palę, nie piję i nie robię masy innych rzeczy. Za to wszyscy są przekonani, że będę kimś wielkim, że dużo osiągnę.
A mnie jest dobrze z moją książką i kocem. Mam tyle marzeń (o których już pisałam i których lista pałęta się w linkach). Chcę je spełniac dla własnej przyjemności. Ale z drugiej strony – człowiek nie jest szczęśliwy, jeśli nie spełnia się we wszystkich dziedzinach, w których potrzebuje spełnienia. A ja mam niedosyt kontaktów towarzyskich. I niedosyt akceptacji. O tym też już pisałam: że jestem autzajderką i zawsze nią będę, kocham to, ale są chwile, kiedy chciałabym być kimś innym i potrafić żyć inaczej, stadnie. A ostatnio tak się nawarstwiły okoliczności, że panicznie łaknę akceptacji grupy i wsparcia.
Ale – niestety.
Jestem zbyt poważna.
Zbyt górnolotnie się wysławiam, większość rozmówców nie rozumie 70% z tego, co mówię.
Nie umiem się bawić ani ryzykować.
Chorobliwie nie znoszę używek – robię się agresywna.
Jestem typową sentymentalną samicą – rozczulam się z byle powodu, jestem nadwrażliwa i czepiam się szczegółów.
Nikt nie rozumie tego, co myślę.
Nie znam się dobrze na niczym, nawet nie mam czym komuś zaimponować, gdybym nie umiałą poradzić sobie inaczej.
Jestem nieśmiała. Tak.
Zbyt rozsądna i przesadnie odpowiedzialna.

„Po zdjęciu czarnych okularów, świat przerażający jest tym bardziej…”, cytując Świetlickiego i Anioua…

o potrzebach, przymusie i materializmie (hę?)

Mam ostatnio manię uporządkowywania, tworzenia list tego, co powinnam zrobić. Trochę rzadziej robię listy tego, co MUSZĘ zrobić, ale i takie się zdarzają.
Rozpisuję sobie rano sprawy na cały dzień, zazwyczaj załatwiam tylko połowę, ale pozostałe nie ulegają zapomnieniu.
Wypisuję przedmioty, jakie chciałabym posiadać. Mam długą listę marzeń materialnych do spełnienia i od kilku miesięcy konsekwentnie dążę do ich realizacji według kolejności, jaką narzucają dostępne mi środki finansowe. Czyli: w zależności od tego, czego akurat najbardziej potrzebuję, ile mam pieniędzy i jakie mam możliwości, staram się nabyć dany przedmiot. Nie chcę myślec o sobie jako o materialistce, nie gromadzę bezmyślnie. Większość rzeczy z listy to przedmioty praktyczne, do wykorzystania albo ulżenia sobie w trudach codzienności (bluza, plecak). Pozostałe kupuje Lao – estetka (ew. Lao – domorosła estetka albo Lao, która myśli że jest estetką). Fakt, posiadanie tych rzeczy sprawi mi przyjemność, ale będzie ona związana z pięknem tych przedmiotów, a nie z samym faktem, że je mam. Nie lubię niczym szpanować ani poprawiać sobie samopoczucia względem innych w ten sposób, więc według mojego sumienia materializm odpada. Jest to, owszem, pewna przyjemność posiadania, ale wolę ją usprawiedliwiać wyższymi ideami.
Powstają w końcu listy książek, które chcę przeczytać, poetów, w których wierszach chcę się zatopić, filmów, które powinnam obejrzeć. Czasem aż mi wstyd, na ile moje czytanie ograniczyło się do podręczników i lektur. Głównie z powodu braku czasu, ale muszę rozwinąć skrzydła przy pomocy literek mniej konkretnych i obowiązkowych, inaczej zwariuję. Lao w kratkę, Lao w pasiaku, Lao za kratkami, Lao w szkole. Nie, nie, nie po stokroć! Nie wolno. Czasem aż mi wstyd, jaka jestem nieoczytana, jaka niewyćwiczona. Czytając, rozumiem coraz mniej. Gubię własny potencjał i możliwości, nie umiem już czerpać i korzystać z literatury. Muszę o siebie zadbać, inaczej moje skrzydła – przekonana jestem głęboko, że kiedyś takowe miałam – ulegną znaikowi w drodze szkolnej ewolucji (ale za to będę miała trójkę z chemii i czwórkę z niemieckiego, ha ha ha…).

Medal literacko – filmowy ma jeszcze jedną stronę i masę krawędzi. Pomyślałam sobie w trakcie tworzenia listy filmów:
Co się stanie, jak to będzie, jak bardzo będzie mi wstyd i jak bardzo będę żałowała, jak mocno będzie mi szkoda, kiedy przyjdzie mi umierać ze świadomością, że tylu książek nie przeczytałam, tylu wierszy nie poznałam, tylu filmów nie widziałam? Skoro życie jest tylko iskrą, chcę dotknąć najlepszych rzeczy z tego, co pozostawili po sobie Inni. Chcę zobaczyc wystarczająco dużo, by móc wybierać i wyrażać własne sądy. By móc powiedzieć, że czegoś się od Nich nauczyłam, jakoś się wzbogaciłam. Kiedy stwierdzę, że poznałam już wszystko, wtedy będę mogła umrzeć spokojnie… (hah.)

miau

Znasz to z Szulca czy z Almodovara?
Jakie lubisz narkotyki?

Dziwnie. niezdrowo mi. Może zaczyna się lato – po prostu wracam na swoje stare kocie ścieżki. Tak wiele chciałabym jeszcze zrobic, tak wieloma osobami się stać. Wiem, że nie zdążę.

Zwidy z mgieł i mgieł miraże

Spaceruję sobie po granicy wytrzymałosci, przechadzam się w te i spowrotem, balansuję jak kot na balustradzie balkonu. Albo na krawędzi rynny. Kot ma nade mną tę jedyną przewagę, że równowagę pomaga mu utrzymać ogon – ja ogona nie mam i muszę radzić sobie sama. Jak zawsze, ha ha.

Nie lubię lata. Latem jestem samotna. Nawet łąki nie pomagają.

refleksje łazienkowe

Jeśli wyznacznikiem tzw. kobiecości kobiety miałaby być ilośc posiadanych przez nią kosmetyków, to w moim wypadku notuję tendencje wzwyżkowe.
Do niedawna posiadałam jeno:
1 słoiczek (krem),
1 tubkę (maść) i
1 butelkę (tonik na pryszcze) oraz
1 maszynkę (do golenia goleni).
Obecnie natomiast mój stan posiadania obejmuje już
1 słoiczek (ale za to 5 razy większy niż poprzedni, krem),
3 tubki (maść, krem do rąk, krem na celulit),
2 psikadełka (zapachy),
3 butelki (tonik na pryszcze, balsam po goleniu goleni, specjalny żel pod prysznic)
1 piankę (pszszszt) oraz
1 maszynkę do golenia goleni.

Nie ma siły. Jak to wszystko w siebie wsmaruję i wklepię – muszę byc piękna. Innego wyjścia nie ma.

(Uważny obserwator winien wyłapać nutkę ironii w powyższej wyliczance i wnioskach z niej płynących. Tak tylko piszę, jakby jednak nie wyłapał.)