BUM !!!

zo-staw-cie-mnie-wszys-cy-w-spo-ko-ju
niech, nikt, nic, ode, mnie, nie, wymaga,
niemamsiłyjużtegowszystkiegodłużejznosić
(nie) (interesuje) (mnie) (co) (się) (dalej) (stanie)
>mam >w >nosie
znowu. zostałam. sama.
IDĘ SPAĆ

Nie zawiodła nigdy mnie
przyjaciółka ma
Nerwica

[K. Nosowska]

królestwo za parasolkę.

Dzień pod znakiem oczekiwania na ostatni dzwonek. Oczekiwania nietypowego dla piątku. Oczekiwania ponurego, złowieszczego wręcz. Otóż…
jak zwykle. Lao poranki przepędza na mechanicznym wykonywaniu wszystkich niezbędnych czynności. Ubiera się i je śniadanie, budząc się powoli. Albo też nie budząc się wcale, co jest praktyczniejsze, jeśli ma się potem jechać pociągiem – drzemka może mieć ciąg dalszy. Lao wybierając się do szkoły niestety nie ma na uwadze sinych chmur na niebie ani też wczorajszej prognozy pogody. Nie. Lao pamięta o zdjęciach klasowych, które miały być dzisiaj wykonywane. Lao ubiera się ładnie i nie zabiera ze sobą płaszcza ni parasola. Bo też i po co, prawda?…
Tak więc kolejne lekcje mijają, a ja czekam. W trampkach z nieszczelnymi podeszwami, w spodniach od sztruksowego garnituru, o które winnam dbać, w nowym swetrze. Strój całkowicie pozbawiony impregnatu. A deszcz za oknami szumi nieprzerwanie.
W końcu przychodzi ta chwila. Trzeba wyleźć z bezpiecznych suchych murów prosto w zimne kapanie z nieba. I trach, nerwy puszczają. Kiedy docieram na przystanek busów do mojego Małego Miasteczka, jestem sinopopielata, roztelepana i wściekła na siebie.
Jednak nerwy puszczają dopiero w drodze z przystanku do domu. D-d-d-d-d, cała się trzęsę. Nie tylko z zimna. Nie jest miło się dowiedzieć, że impreza, o której przez cały dzień paplały kumpele obok ciebie jest organizowana na stancji twojego najlepszego przyjaciela, a ty dowiadujesz się o niej od niego w kategorii „wiesz Aniu, jadę dzisiaj do Olsztyna, odezwę się jak jutro wrócę”. I jeszcze, że on wcale nie wyszedł po ciebie na busa, z parasolką i w ogóle, tylko po prostu czeka na swój środek transportu w przeciwnym kierunku, na dodatek czeka z kumplem.
Tak więc Lao jest nie tylko największą pierdołą świata, bo przy oczywistym niżu atmosferycznym zapomina o urządzeniach deszczochronnych. Gorzej. Lao jest niemile widziana na salonach. Smutno jest sobie uświadomić, że wszyscy dookoła mówią o imprezie, ale nikt nie wpada na pomysł, żeby powiedzieć „może wpadniesz?”. Znasz to uczucie?

No i trochę mi lepiej. Wypaplałam się. A teraz mam wyrzuty sumienia. „Za często i za dużo tego, kto by to w ogóle czytał?!” Takie oto słowa przeczytałam o treści swojego bloga w jednej z ocen. A tu proszę, znów pieprzę bzdury. Ale mówi się trudno. Najwyżej kogoś odstręczy objętość tekstu.

Mimo wszystko mój uśmiech na zdjęciu szablonowym zdezaktualizował się zdziebko. Pozostanie zapamiętany jako uśmiech letni. Lao jest teraz jesiennie zasmucona. Lazłam przez ten pieroński deszcz i myśli przypałętywały się same. Kilka nawet dość odkrywczych… o nich może kiedyś… jak je uporządkuję…

28…

„Jestem prostym pytaniem,
Ty jesteś na nie odpowiedzią
(…)
Jesteś podwiniętą rzęsą pod moją powieką”

[Pidżama]

Idealistka. Marzycielka. Neurotyczka.

Uciekaj, skinie z Moskwy.

(Przeraża mnie, od jak dawna uprawiam tutaj ‚striptiz emocjonalny’.)

Raptowna zmiana repertuaru. Jak to zwykle z nowymi płytami bywa, katuję Koniec Świata. Mam swoich faworytów. Trzech. Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że utwory te łączy aranżacja nawiązująca do mentalności naszych północnych i wschodnich sąsiadów. Gitary naśladujące bałałajkę i rzewny akordeon jakoś najłatwiej trafiają mi do serca. Od zawsze miałam tajemnicze ciągoty muzyczne w stronę tej romantycznej melancholii, kozackich stepów i pomysłów na metafory. Jakoś mi to z nastrojem koresponduje.

Cóż poza tym? Mam swój azyl, którego ścianki starannie wznoszę i umacniam. Ludzie mówią, ja słucham, chyba że jestem już tak zmęczona, że i słuchać nie mam siły. Wtedy jest im przykro albo mnie ignorują. Przepraszam. Kto z was za to wie, co myślę i czuję? O czym i o kim myślę, hę? No właśnie. To jest zabieg celowy. Rozgraniczam WAS i MNIE bardzo starannie, uważam na każdy szczegół, bronię swojego terytorium. Nie mówcie mi o nieufności, bo to ja mogłabym was wiele nauczyć.

Myślę i czuję po swojemu. I tak już zostanie, przepraszam.

Nie po kolei (w głowie i na papierze)

Nie przyszła. Smutno mi. Czekałam. Chyba z godzinę. Nie wiem co się stało. Jeśli przyjdzie w piątek, już nie powiem jej tak dużo, będzie opór. Dzisiaj nie było i chciałam to wykorzystać. Naprawdę chciałam. I co?…

Nie jeść po 18:00.
Nie jeść po 18:00.
Nie jeść po 18:00.
Nie jeść po 18:00.
NiE JeŚć Po 18:o0.
nIe jEśĆ pO 18:0o.
.00:81 op ćśej eiN.
Właśnie zjadłam talerz płatków czekoladowych.

A gdy mnie sen zmoży
zakradnij się
i pozbaw mnie twarzy
Powoli zerwij skórę
Uwolnij mnie od rysów tych
przeklętych
A z gliny ulep mi
kobiety prostej twarz
I nową daj tożsamość
Nauczę się
nauczę jej na pamięć (…)

[Kasia Nosowska "Gdy mnie sen zmorzy"]

Już jestem potwornie zmęczona wieczorem, chociaż to dopiero trzeci dzień uczciwej pracy. W papierowym pamiętniku notuję stany emocjonalne i masę strasznych bzdur. Pomaga? To się okaże. Na razie jest zabawnie. Ryzyko żadne. Najwyżej eksploduje(ę).
Odkryłam, że to nie muzyka jest dodatkiem do życia, a życie dodatkiem do muzyki. Moje osobiste, o nim tylko mówię. W discmanie kręci się Futurista i Kino Moskwa. Na zmianę, czasem jeszcze Bułgarskie. Kto wie, ten… wie. O.

„Jestem tylko pyłem w milionowym mieście
mam powszednią pospolitą twarz
jestem tłem przeraża mnie powietrze
moja podświadomość
stateczna i bierna stateczna i bierna(…)
I czuję jak niewidzialna pętla
zaciska moją szyję
ledwie trzymam się powierzchni
ja jestem tylko pyłem”

[PP "Film o końcu świata"]

Neurotyczka, miło mi.

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła. To mnie dotyczy w sposób bezpośredni i bolesny.
A w knajpach zaczyna się picie. Co mnie nie dotyczy. W sposób równie bolesny, bo dotyczy wszystkich znajomych i znów jestem alien. I taaakie mam czółki. Bip bibip bip! Kiedyś może coś więcej na ten temat.
Jesienią zaczynają się nowe odcinki „M jak Miłość”. To mnie nie dotyczy w sposób lekki, swobodny, radosny nawet. Obserwuję sobie zbiorowe uzależnienie z przyjemnego dystansu.
Jesienią zaczyna się samotne dojeżdżanie do szkoły i zasłuchiwanie się w Pidżanie na umór. Jedyny znany mi skuteczny środek utrzymujący przy życiu ofiary szoku edukacyjnego. Sprawdzone, z patentem i atestem (azbestem). Stare kasety, te same co 2 lata temu, tylko teraz przegrane na płytę. Trzaski i szumy bez zmian. I jeszcze raz do koła. Bo to gra we łbie miast złych myśli. Bo to buduje niewidzialny, ale jakże szczelny murek między chorą mną, a zdrową rześką rzeczywistością.

Każda ręka i noga. Psychologa!! Jutro idę. Dzień dobry, nazywam się Ania, zna mnie pani, już raz rozmawiałyśmy, no tak, no właśnie. Otóż mam koszmary i napady paniki, kiedy sytuacja wymyka mi się spod kontroli. Stawiam sobie ogromne wymagania, co pozwala mi równie wiele wymagać od otoczenia. Dlatego żyję w wiecznym lęku, by nie zawieść, bo to podważy mój autorytet. Poza tym mam zasady, wynikające nawiasem mówiąc z ran na mojej psyche pozostałych z dzieciństwa, które to zasady są krzywdzące wobec wszystkich moich najbliższych. W dodatku ich nieszanowanie powoduje u mnie kolejne ataki paranoi. Pani psycholog, przyszłam po receptę na arszenik. O, dziękuję bardzo. Termin kontroli? Nie, nie trzeba, dziękuję. Do widzenia.

Kciuki trzymać. To jest rozkaz.