tonight I watch through my windowand I can’t see no light

Ponownie wyjątek z lektury, ponownie w jakiś sposób mi bliski i coś o mnie mówiący…

„Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,
Skąd przychodzisz: gdy gwiazdy przed sobą rozsiejesz,
Kto z tych gwiazd tajnie przyszłej drogi twej wyczyta!
Zaszło słońce, wołają astronomy z wieży,
Ale dlaczego zaszło, nikt nie odpowiada;
Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży,
Lecz dlaczego śpią ludzie, żaden z nich nie bada.
Przebudzą się bez czucia, jak bez czucia spali –
Nie dziwi słońca dziwna, lecz codzienna głowa;
Zmienia się blask i ciemnośc jako straż pułkowa;
Ale gdzież są wodzowie, co jej rozkazali?

A sen? – ach, ten świat cichy, głuchy, tajemniczy,
Życie duszy, czyż nie jest warte badań ludzi!
Któż jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy!
Trwoży się człowiek śpiący – śmieje się, gdy zbudzi.
Mędrcy mówią, że sen jest tylko przypomnienie -
Mędrcy przeklęci!

Czyż nie umiem rozróżnić marzeń od pamięci?
Chyba mnie wmówią, że moje więzienie
Jest tylko wspomnienie.”

[Adaś z Mickiewiczów, Dziady cz. III - Prolog]

taka zmyłka.

„hey Bobby Marley
sing something good to me
this world go crazy
it’s an emergency”

życie żyje się samo. ja wyjechałam. podstawiono sobowtóra.

dziewczynka z plasteliny

„moje urodziny są z plasteliny lepię dom”

Nadal, bezustannie, coraz bardziej dosyć mam.
Jak ulepię dom do końca to dam znać. Mam nadzieję że wtedy wszystko wróci do normy.

„dżem kakao pomarańcze
telewizor w którym tańczę”

Popadam w coraz większy absurd, jedna maska zastępuje drugą, zakładam coraz to nowe, kolejne wyrzucam. Już sama nie słucham siebie, nie wiem co jest w środku, czego tak naprawdę chcę.

„kasztany gniją pada śnieg”

Dużo rozmawiam sama ze sobą. Piszę piórem w specjalnym zeszyciku, jeszcze z woodstocku. Popadam chyba w coraz większą paranoję. Piję hektokubki melisy. Na żołądek.
Na nic już nie mam ochoty. Tylko żeby czas się zatrzymał. I dał mi chwilę – tak ze 2 lata – do namysłu.

„światło gwiazdki na pościeli
misie moje śpią na ziemi”
[Lenny Valentino]

w drobny mak

„Za dużo w biodrach ma
to po matce
W jedzeniu umiaru brak
po matce matki ma
No i jeszcze
samobójcze zdolności po dziadku
dziadków dwóch, więc umiera
razy dwa!
razy dwa!
razy dwa!!
Po ojcu krótki ma wzrok
a po stryjku polipa…
Talentów poskąpił Pan
urody żałował też”

[Hey "Katasza"]
No i tyle, proszę państwa. Z naciskiem na dziedzictwo po dziadkach.
Znad filiżanki gęstej kaszki mleczno-ryżowej o smaku bananowym pozdrawiam. Roztrzęsiona, wątpiąca, zatruta oparami kleju do podłóg.
Byle do końca.

Szatan wiedział co mówi

Pomieszanie z poplątaniem. Niedzielny pusty poranek, w głowie zbyt wiele myśli na raz, żebym mogła cokolwiek z nich zrozumieć. W głośnikach Koniec Świata, przed oczami kilka ostatnich słów od Juliusza Słowackiego prosto do mnie, zupełnie jakby z dedykacją.

„O! złota rybko w kryształowej bani,
Tłucz się o twarde brzegi kryształowych granic;
Mały kryształ powietrza, w którym pluszczesz skrzelą,
Jest wszystkim, a świat cały nicości topielą.”

czarny chleb i czarna kawa

„Bim bom, babim bom
Skąd wiedzieć wszystko, komu bije dzwon?”

[Kazimierz S.]

Tak się pięknie złożyło, że świat ma ciekawsze zajęcia na dziś niż bawienie się mną. Miłe to i niemiłe zarazem..

„milszy mi jest pantofelek od ciebie ty sk…”

[Andrzej Bursa]

I tak sobie siedzę w towarzystwie li i jedynie przepalonej żarówki. I nie mam z kim iść do kina.

((Wszelkimi siłami bronię swojej świadomości przed niszczącym atakiem zmian. Cały dzień udaję, że dzisiaj jest najnormalniejsza sobota i że odpoczywam, podczas gdy powinnam uwijać się nad ksiązkami jak ta mała mróweczka. Zazwyczaj uwijam się w niedziele, ale jutro nie będzie na to czasu. Bo jutro Wielka Przeprowadzka. Dotarło to do mnie dzisiaj rano, gdzieś na granicy snu i jawy wpadł mi w ucho strzępek rozmowy. Obudziłam się momentalnie. Jutro ten oto pokój, w którym tak beztrosko grzeję się pod kołderką, jutro od rana zacznie być sukcesywnie opróżniany z mebli. Ten stół stąd wyjedzie, i książki, i nawet zasłonę z okna trzeba będzie zdjąć. Wprawdzie kartony z bzdetami już dawno stoją przygotowane, ale nie jestem gotowa na armageddon. Oczami duszy ujrzałam powolny demontaż mojej twierdzy.
Twierdzy szczególnie ostatnio bardzo dla mnie ważnej. Szczególnie ważnej w momencie, kiedy mogę schronić się w niej, a w zasadzie sama w sobie. Sama w sobie przed tym co za zasłoną i za drzwiami.
Więc niby wiem, że jutro będzie wielkie noszenie, wynoszenie i przenoszenie. Wiem, że żeby ułatwić sobie życie i straszny-koszmarny-okropny przyszły tydzień, winnam teraz odwalić robotę intelektualną, do której absolutnie nie jestem zdolna. Muszę swój murek zwinąć w rulonik i schować do plecaka, żeby móc go nosić zawsze przy sobie i rozwijać w warunkach polowych w razie potrzeby.

Powiedzmy to sobie szczerze. Stało się jedno z najgorszych. Straciłam siłę i wiarę, proszę państwa. Grunt mi się pod nóżkami osuwa, ja w tym gruncie grzęznę. Dalej będzie brnięcie w każdy kolejny dzień, na Jowisza, już jest!))

„Gdy wszystko skończy się jak myślałem
wsyp mnie do morza – stąd przyjechałem”

[Kazimierz S.]

„Dzień dobry, kocham Cię…”

Patrzę na was, myślę sobie:
Szczęśliwi czasu nie liczą, liczą tylko na siebie nawzajem. Nieszczęśliwi liczą. Znów tylko do jednego.

„poniedziałek: magazyny puste jednostką obiegową stał się szczur”

[Z. Herbert fr. "Raport z oblężonego Miasta"]

o, panie

„wiszę u twej szaty
jak kropla rosy, strząśniesz? rozprysnę się cała.”
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - — – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - -

(Zakreślam ołówkiem cytaty, po cokolwiek bym nie sięgnęła. I nie tylko ja cytuję lektury, z tego co zauważyłam. Jakże się pięknie, poetycko zrobiło w opisach i na blogach coponiektórych znajomych…)

[Kordian początkowo użalał się nad sobą.

„Zamknięty jestem w kole czartów tajemniczym.
Nie wyjdę z niego… Mogłem być czymś… będę niczym…”

Chwała Panu, że skończył już pod koniec Aktu I.

GRZEGORZ
(wchodząc)
Nieszczęście! Oh nieszczęście! panicz się zastrzelił!…

…i w tym momencie urywa się użalanie. Przed nami całe obszerne 2 Akty pełne wartkiej akcji.
Dlaczego, dlaczego?! Dlaczego, do jasnej cholery, Werter potrzebował na to aż 163 stron?!]

((Czego Werter przez 163 strony zrobić nie umie, to Kordian załatwia w stron jeno 17. Polak potrafi!))

{Tyle mojego spomiędzy skurczów żołądka.}

jesienna deprecha.

Ta cicha jesień, co drzew trzęsie szczytem,
Co na drzewach liście truje,
I różom rozwiewa czoła,
Podobna do śmierci anioła
Ciche wyrzekła słowa do drzew: – Gińcie, drzewa!
Zwiędły – opadły.
Myśl śmierci z przyrodzenia w duszę się przelewa;
Posępny, tęskny, pobladły,
Patrzę na kwiatów skonanie,
I zdaje mi się, że mię wiatr rozwiewa.

[Juliusz Słowacki - "Kordian"]

Proszę, teraz zadanie ćwiczące umiejętność niezbędną przy zdawaniu nowej matury. Ćwiczymy interpretację fragmentu znanego nam utworu. Proszę odpowiedzieć na proste pytanie.
Jak czuje się podmiot liryczny? Co jest źródłem jego nastroju?

.

nie życzę nikomu, aby czuł się kiedykolwiek tak, jak ja się teraz czuję