Reasumując…

Styczeń

„Tak sobie myślę. Nie chce być postrzegana jako kolejna hipiska, albo kolejna szatynka, albo kolejna cokolwiek. Nie chcę być ani kolejna, ani jedna z wielu, ani upchnięta w szufladkę i obetykietkowana. Proszę paragon, reszty nie trzeba.”

„Cała jestem tył na przód ostatnio. Przez lewe ramię i na czworaka.”

„Z dziennika choroby Anny Lao [1]

Karta pierwsza.

Z niepokojem notuję, iż schorzenie opisywane szerzej w innych znanych nam dokumentach pacjentki okazuje się zaraźliwe, pleniąc się w ten sposób w coraz szerszych kręgach znajomych chorej.

„czy mam się doszukiwać ukrytych akweduktów?!” – w domyśle inwektywów, ale kto by się domyślił tak naprawdę…?

„czemu łachasz mapami?!”

Luty

„…Potem druga część. Koszmarny pan z szerokimi plecami stający nam tuż przed nosem. Natalia okłada go pięściami. Aluzju nie poniał….
Pogo. Tak, przy Strachach też można.
Między piosenkami wędrówka po wodę przez całą publiczności, na tył sali. Przepraszam, przepraszam, ekskjuz mi, pardon, sorry sorry, pardon, ekskjuz mi, psieplasiam
- plosię :)
A potem my w pierwszym rzędzie, przed nami już tylko ławka, przed ławką scena…”

„…Ja. Totalnie zatracona w muzyce. Z fazy wyrywają mnie tylko moje cielesne niedoskonałości. Marna ziemska skorupa nie została stworzona i przystosowana wyłącznie do pochłaniania muzyki, tak jak bym tego chciała. Duszności, ból karku, gorąco, głównie w stopy. W końcu ból głowy. Nie potrafię bez problemu znieść dłuższych koncertów, dlaczego?!…
Odlatuję. Śpiewam pełną krtanią. Słowa, ich znaczenie i siła, rytm, gitary, wyrastają mi skrzydła. Zamykam oczy. Jestem daleko. Głęboko. Pulsuję, bujam się, unoszę na fali tego jedynego uczucia. Niech patrzy zza swoich okularów, tak, może jestem kaktusem, bo mam ręce rozłożone, łokcie zadarte w górę, głowę pochyloną, i przestępuję z nogi na nogę, pozwalam muzyce się przenikać. Jestem taka niepoważna, taka dziecinna w każdym ruchu. Trudno.”

„Dla mnie męskie łzy to najlepszy ze wszystkich komplementów świata.”

„Coraz częściej czuję, że urodziłam się nie w swojej epoce. Nie, żebym swoją epokę wyprzedzała, bynajmniej. Po prostu nie należę do przełomu XX i XXI wieku, z całym tym plastikowym zimnym okropieństwem. Niechby tak z 40 lat wcześniej, wystarczyłoby mi…”

„Nie potrafię znosić niepowodzeń. Rozglądam się za jakimś miłym technikum zawodowym.”

„Słowa klucze. Klucze francuskie nr 13, potrzebuję takiego do siodełka w rowerze, notabene.
Włochaty, wegetarianizm, dyskografia na cd, marzenie, postanowienie, próba.
Pidżama, Grabaż i Kozak, sen, rozmowa, miłość, chłód. Paranoja.
Telefon, zeszyt, brak czasu, urwanie głowy, Aniou, przepraszam.
Sobota, kocyk, lampki na ścianie, herbata, szept, dotyk, spojrzenie, my, spokój.
Samotność, kompleksy, wuef :/
Ja, ja, ja, ja, ja, ja.
Płacz, dach, spacer, marzenia, cierpienie, dziękuję…
Wiara, nadzieja, miłość, prawda, Platon. Ratunku.
Muzyka. Agresja, bunt, słabośc, radość, samotność, tęsknota, myśli.
Bóg, Anarchia, Wiara i Nadzieja, Przyjaźń, Miłość, Samotność, Decyzje, Przyszłość.
Niechęc, niepewnośc, wstyd, złość, nieśmiałość, mściwość, złośliwość, potem płacz.”

Marzec

„Bym zapomniała dodać… Śnieg się rusza. Przemieszcza się. Drzewa kapią. Ogarnia mnie zachwyt i oddycham z ulgą, kiedy widzę swobodnie spadające z nieba H2O. Nareszcie nie uwięzione, nie zbite w bryłę, ani już nawet nie nędzne błoto pośniegowe, tylko zwykła ruchliwa woda.”

„o ile łatwiej byłoby znieść roztopy, gdyby psy zapadały w sen zimowy”

„Powoli godzę się z losem i przyzwyczajam do myśli, że przyjdzie mi spędzić w liceum jednak więcej niż 3 lata. Zmory wyłażą z kątów na każdej lekcji, rubryczki w notatniku pękają w szwach od zadań do wykonania. Minuty płyną.
A moja koncentracja przykleiła się do nieba i majta nogami. Skupienie wisi tuż obok i dmucha w chmury.”

Kwiecień

„Ja… chyba nawet się modlę. Chociaż to nie do końca tak. Jestem myślami i sercem z Nim. Banalne, proste słowa. Czuję to, co miliony ludzi na całej Ziemi. I identyfikuję się z tym tłumem, trzymam kciuki, pragnę poprawy zdrowia albo – jeśli to ma być już teraz – łagodnego, pogodnego końca.”

„Papa jest daleko, gdzieś w górze.
Tu, na dole, dzwonią dzwony. Płoną świece. Miliony świec.”

„gubię się
motam
jedna półkula mózgu emituje komunikaty do świata przy pomocy ‚bodylanguage’ oraz aparatu mowy, druga półkula z całych sił stara się zozumieć co tamta ma na myśli”

„..ś.n.i.ą…m.i…s.i.ę…d.r.e.d.y..”

„No cóż –
czas przyznać nieskromnie…
Wczoraj o godzinie 20:40 minęło 17 lat…
odkąd oddycham powietrzem atmosferycznym :-)
Mało brakowało, a na samym starcie przestałabym oddychać całkiem,
i dzisiaj Ktoś Inny nazywałby się Lao (albo i nie).
Jednak na szczęście (albo niestety, jak kto woli) udało się mnie przywrócić światu (lub, jak kto woli: Bóg chciał żebym żyła).
I oto jestem. Fajnie?”

„Choć też moja przynależność nie jest typowa i widoczna. Nie noszę uniformów dających poczucie więzi z grupą. Nie zachowuję się tak jak grupa, nie chodzę tam gdzie powinnam, żeby być w grupie. Stoję sobie obok. Patrzę na innych, dzielę ich emocje, ale nie dzielę ich układów. Jeszcze żadne środowisko mnie nie wchłonęło. Nikt nie powiedział: dobrze że jesteś, jesteś nasza, akceptujemy cię. Nawet, kiedy nosiłam uniformy, coś nie pozwalało ludziom zbliżyć się do mnie, wchłonąć mnie w grupę. Wyglądam tak samo, ale jestem inna, grupa lubi indywidualność względem świata, ale nie względem własnych członków. A mimo to przynależę – serce bije szybciej.

Tylko Miłość Wariacka Ta Sama”

Maj

„Co się stanie, jak to będzie, jak bardzo będzie mi wstyd i jak bardzo będę żałowała, jak mocno będzie mi szkoda, kiedy przyjdzie mi umierać ze świadomością, że tylu książek nie przeczytałam, tylu wierszy nie poznałam, tylu filmów nie widziałam? Skoro życie jest tylko iskrą, chcę dotknąć najlepszych rzeczy z tego, co pozostawili po sobie Inni. Chcę zobaczyc wystarczająco dużo, by móc wybierać i wyrażać własne sądy. By móc powiedzieć, że czegoś się od Nich nauczyłam, jakoś się wzbogaciłam. Kiedy stwierdzę, że poznałam już wszystko, wtedy będę mogła umrzeć spokojnie… (hah.)”

„Jakże by to było miło być taką jak inni. Jaki by to był piękny prezent od losu. Chodzić na imprezy nie martwiąc się o nocleg. Nie chorować na żołądek zawsze, kiedy ktoś bliski idzie na piwo. Potrafić pozwolić sobie na niegroźną nieodpowiedzialność, na szaleństwa i porywy serca, na impulsywność. Choćby od czasu do czasu. Tylu znajomych żyje w ten sposób i nikt się o nich nie martwi, wszyscy uważają to za normalne i oczywiste w tym wieku i jeszcze przez wiele następnych lat tak będzie.
A ja?”

„zapach kwitnącego bzu
zapach kwiatów kasztanowca
zapach świeżo skopanej ziemi
zapach wody lejącej się z węża ogrodowego na rabaty z tulipanami
zapach żywicy
zapach świerków i sosen
zapach jeziora i wiatru
zapach trawy
zapach nocy po upalnym dniu
zapach deszczu
zapach kwitnących drzew i krzewów
Wszystkie one otaczają mnie, stają się ważniejsze niż wrażenia wzrokowe, Wywierają większy wpływ na mój nastrój, pełniej budują obraz świata.”

Czerwiec

„Skąd mogę wiedzieć, dokąd zmierzam, skoro nie wiem dobrze skąd przychodzę, ani tym bardziej, kim jestem?”

„…Tak, proszę Państwa. Wpiszę się. Żeby się wpisać, muszę być dredziarzem. I prawie jestem – mam 21 ziomalkich wypustków na głowie, a wraz ze mną moje obrzydliwe Kochanie. Obrzydliwe, bo marudziło straszliwie podczas roboty.
Praca przebiega stopniowo, ale sukcesywnie. Jestem połową dredziary. I daszek do mnie nie pasuje – jak na razie.
Lao, Lao, co z ciebie wyrośnie, karaluchu nieszczęsny?”

„Kołtun, ale ci z nim ładnie” – moja Babcia Z.

„…chciałabym urządzić. Wynieść wszystko i wnieść jeszcze raz, od nowa, rozplanować swoje życie według własnego gustu i uznania. Poświęcić rzeczom ważnym tyle miejsca, na ile zasługują, a te nieważne schować w kątach. Tak, żeby na wszystko był kawałek przestrzeni, plus żeby było czym oddychać.”

Lipiec

„Wspomnienie niedawnego słońca i całego ciepła z nim związanego (ciepła muzyki i ciepła ludzkich serc) jest coraz odleglejsze. Wraca z setek zdjęć, ale nie porywa mnie już tak mocno. Wróciłam. Zostałam tu sama, muzyka ucichła, ludzie rozjechali się do domów. Skończyło się, przyszedł deszcz.
Odrętwiałam.”

„Powoli dociera do mnie, że w moim życiu od 3 lat nie ma miejsca na załamanie nerwowe. Na moim zdrowiu i spokoju ducha opiera się cała konstrukcja. Kiedyś została nadyrężona, długie godziny w ogromnym puszystym szlafroku spędzone na użalaniu się nad sobą i bezskutecznym szukaniu sensu egzystencji. Ale wtedy główny inżynier dołożył starań i udało się zażegnać kryzys. A teraz jestem tu sama ze sobą, sama ze sobą na sam wcale nie najlepiej się mam.”

Sierpień

„Pod niebem pełnym cudów kołyszę się w lekkiej mżawce, rozanielona, wpatrzona w telebim. Na telebimie pan Adam z gitarą, z przymkniętymi powiekami, w pełnym skupieniu. Potem śpiewam, że WIERZĘ W CUD, bo I TAK WARTO ŻYĆ. Jestem tylko malutką drobinką w tym ogromnym, kilkusettysięcznym tłumie, ale ta drobinka cała drży od emocji.
Potem chwila przerwy i Kasia z zespołem. Jak zawsze zakłopotana, speszona. I teraz już wtórujemy jej wszyscy. Kazde słowo śpiewamy razem z nią, każdy dźwięk znamy na pamięć.
Mimo to pozostał niedosyt. To ma być już? tyle jeszcze jest do zagrania i zaśpiewania… Pusto i smutno, kiedy muzyka cichnie.”

Wrzesień

„Jesienią zaczyna się samotne dojeżdżanie do szkoły i zasłuchiwanie się w Pidżanie na umór. Jedyny znany mi skuteczny środek utrzymujący przy życiu ofiary szoku edukacyjnego.”

„Myślę i czuję po swojemu. I tak już zostanie, przepraszam.”

„Idealistka. Marzycielka. Neurotyczka.”

„zo-staw-cie-mnie-wszys-cy-w-spo-ko-ju
niech, nikt, nic, ode, mnie, nie, wymaga,
niemamsiłyjużtegowszystkiegodłużejznosić
(nie) (interesuje) (mnie) (co) (się) (dalej) (stanie)
>mam >w >nosie
znowu. zostałam. sama.
IDĘ SPAĆ

Nie zawiodła nigdy mnie
przyjaciółka ma
Nerwica

[K. Nosowska]”

Październik

„Ilu ludzi na świecie, tyle rozmaitych gabarytów i kolorów dramatów.
Tak więc i ja mam swój. Jedno sedno polega na tym, że tylko połowa z obecnych dramatis personae reprezentuje świat realny. Reszta to twory spoza granicy pojmowania zmysłowego i jakiejkolwiek świadomości. Sny, myśli, majaki. Udręka.”

„Tak się pięknie złożyło, że świat ma ciekawsze zajęcia na dziś niż bawienie się mną. Miłe to i niemiłe zarazem…”

„Powiedzmy to sobie szczerze. Stało się jedno z najgorszych. Straciłam siłę i wiarę, proszę państwa. Grunt mi się pod nóżkami osuwa, ja w tym gruncie grzęznę. Dalej będzie brnięcie w każdy kolejny dzień, na Jowisza, już jest!”

„Nadal, bezustannie, coraz bardziej dosyć mam.
Jak ulepię dom do końca to dam znać. Mam nadzieję że wtedy wszystko wróci do normy.”

„Na nic już nie mam ochoty. Tylko żeby czas się zatrzymał. I dał mi chwilę – tak ze 2 lata – do namysłu.”

Listopad

„z drugiej strony trochę już tęsknię do tej magicznej ciszy. I czekam, kiedy w moim nowym pokoju zawieszę świąteczną białą firankę, na niej małe białe światełka-iskierki. I będzie tak przytulnie, ciepło i bezpiecznie…”

„Nie potrafię pisać o śmierci, choćby z nie wiem jak wielkim pokojem i wiarą przyjętej przez bliskich.
Nie chcę otwierać się i pokazywać tu tego, co widziałam, co przeżyłam, co myślę i co we mnie zostanie.
Czuję się teraz potrzebna przynajmniej jednemu człowiekowi bardziej niż zwykle. Wiem, że podołam.”

„Ta zima jest zeszłoroczna. Wszystko takie samo. Identycznie ośnieżone drzewa, korony oświetlone od dołu żółtym światłem latarni parkowych. Nawet mróz szczypie w brodę zeszłorocznie i zaspy są zeszłoroczne. Robię zeszłoroczne zdjęcia.
Bo ja też jestem zeszłoroczna w tym wszystkim, zupełnie jak na tamtym zdjęciu na wielkiej kuli śnieżnej.”

Grudzień

„Grudzień. Śnieg za oknem i na tapecie telefonu. Należałoby coś napisać, niekoniecznie na tę okoliczność, tak po prostu coś napisać.

Ale o czym by tu?… O frustracji, przemęczeniu, braku sensu? Łeee. To już było. Wymyśl coś ciekawszego.”

tak na pożegnanie… :)

„Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię świętego Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba czuł się
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
że nie był jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjiantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk.”

[Andrzej Bursa "Święty Józef"]

bez ładu i składu, cóż poradzić?

Tradycję należy kultywować, choćby i dzień później…

„Pamiętam
był 22 grudnia
krótko po drugiej włączyłem gałką radio
na chwilę zatrzymał się czas
śmiertelny czas
to w co nie wierzyłem
stało się możliwe!”

["Grudniowy blues o Bukareszcie" Pidżama Porno]

A więc dzieje się. Nieodwołalnie, nieodzownie, jak zawsze o tej porze roku… Gwiazdka nadchodzi.
Ale dam sobie radę, przetrzymam, nie jedną już przecież mam za sobą, doświadczenie weźmie górę nad przerażeniem, ha! Czuję się jak komandos. ;-)

Wszystkiego Najlepszego, Kochani. Spokoju, Odpoczynku, Zdrowia i Siły, Uśmiechu, Miłości w Was i wokół Was.

Ja zniknę stąd na jakiś czas. Zabieram komputerek do swojej pustelni, bez kabelka łączącego ze światem. Do zobaczenia za trochę :-)

apel – nie wiem po co i do kogo, ale chcę napisać.

drodzy szydercy.
byłoby mi niezmiernie miło, gdybyście zaprzestali oceniania mnie po tej jednej, lakonicznej notce. skoro mimo waszych komentarzy nie rozwinęłam tematu, to chyba jednak nie kokietuję, nie zwracam na siebie uwagi przerysowaną rozpaczą, nie czekam na odpowiednie napięcie wśród publiczności, by móc na kogoś wylać swoje gorzkie żale. skoro milczę – to chyba jednak rzeczywiście nie chcę mówić o tym, co mnie gnębi.
na przyszłość prosiłabym zastanowić się nad sensem tego typu wypowiedzi.

wszystkich urażonych przepraszam, wszystkim zatroskanym dziękuję i pozdrawiam. postaram się jeszcze przed świętami się odezwać. a potem zobaczymy.

bo.

Zepsułam. Zmieniłam. Zniknęłam.
Vanitas Vanitatum!
Proszę mnie o nic nie pytać.

odpowie ci bracie tylko wiatr

Grudzień. Śnieg za oknem i na tapecie telefonu. Należałoby coś napisać, niekoniecznie na tę okoliczność, tak po prostu coś napisać.

Ale o czym by tu?… O frustracji, przemęczeniu, braku sensu? Łeee. To już było. Wymyśl coś ciekawszego.

Chcę, potrzebuję, czuję, że muszę. Zmienić coś. Życie. Swoje. Bardzo! Teraz! Inaczej się uduszę.
Mam wstręt do instytucji, która przymusem wkręca mnie w trybiki. Trybikami się brzydzę, przymusem takoż. A jednak wkręca dzień po dniu, mając sobie za nic, że to ja jestem dla niej, a nie ona dla mnie. Trybiki mnie miażdżą.
Nie chcę dłużej pracować pod presją. Chcę, żeby praca – w moim własnym tempie, nie odgórnie narzuconym – była przyjemnością, a nie przymusem. Ja naprawdę jestem w stanie wykonać wszystko, czego się ode mnie oczekuje. Potrzebuję na to tylko trochę więcej czasu i pracy, oraz równowagi psychicznej i zdrowego snu. Czy to dużo?

Moje życie jest podporządkowane wartościom, z którymi się nie zgadzam.

Nie wiem, od czego zacząć, którędy pójść, dokąd? Pomocy?