co się stało z panną A.?

W chwili obecnej składam się:
- ze stosiku wilgotnych dredów
- z dwojga niewyraźnych oczu okrytych zapuchniętymi powiekami w kolorze sinym
- z kilku obolałych kości omotanych szkocką kratą
wszystko połączone w jedną półpłynną całość zazdrością z powodu krakowskiego słońca i błękitnego nieba.
U mnie przez pół nocy śnieg walił jak dziki, co stanowiło powód do szyderstw opcji około-krakowskiej.

A jak jeden pan nie będzie dla mnie milszy, to zacznę mu pisać smsy trzynastozgłoskowcem. Ha.

kałuże małe duże

„Miłość
to nie pluszowy miś ani kwiaty
to też nie diabeł rogaty
ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże
ani całusy małe duże
ale miłość
kiedy jedno spada w dół
drugie ciągnie je ku górze”

I cóż mi z tej wiedzy, kiedy ani kwiatów, ani miłości nie mam?
Inna sprawa – walentynkowe gadżety sucks.

„Nie chcę ciastka z kremem
tortu i wisienki
nie chcę bransoletek
uwieramnie sznur pereł”

To już trzecie walentynki obchodzone na tym blogu. Równie posępne jak wszystkie poprzednie. Swoją drogą – walentynki – fantastyczny dzień, żeby się zabić. Takie to oczywiste, banalne wręcz, jak się z bliska przyjrzeć. Ulec manii tłumu, dać się rozpaćkać kulturze masowej. Nie ma lepszego dnia dla frustratów.
Czy ja jestem frustratką? Nie, tylko jestem troszkę roztrzęsiona.
Wieczór zapowiada się przepysznie. Depilacja jako namiastka samookaleczenia.

„Dyskretnej troski trzeba mi”

Nie, wcale nie mam tak złego nastroju, jak mogłoby się wydawać. Bliżej mi do Kłapouchego, niż do teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Dystans, zdrowy dystans.

„To nie mój świat”

[odpowiednio: Happysad, 2x Hey, Myslovitz]

nic tu po nas, nic wielkiego…

„Mocniej wtuli się w koc
W czarnej godzinie
Nie policzy tych łez
Zostały w kinie
Pożegna ją dym ze świec
Popiół w kominie
Z krzyża zszedł dziś w tę noc
Nie będzie przy niej
Ona coraz śmielszą ma chęć
W kuchni palnik z gazem
Sama sobie wydaje się tłem
a życie jej puszcza się płazem”

Tydzień samotności. Wreszcie czas, żeby się załamać. Wreszcie czas żeby wsłuchać się w swój obłęd.
Mam koc, który nie grzeje i czarnych godzin sto. Mam potrzebę, żeby wyrzucić to wszystko z siebie, zbyt wiele zmartwień i presji. Ale nie potrafię składać zdań, a jeszcze bardziej – nie potrafię pokonać wstydu i obawy przed otwarciem się. I tak mnie to wszystko ściska, i tak sobie z tym nie radzę, i taka się zrobiłam płaczliwa strasznie, i takie to wszystko okropnie żałosne… Pogarda w oczach dziewczynki z lustra.
Wołam po pomoc, pośrednio i nie wprost, sama siebie za to karcąc – moje rozchwianie przypomina raczej bunt szesnastolatki („jeśli mnie nie chcesz, ja ci pokażę! podetnę żyły, odkręcę gaz, ratujcie kochani kolejny raz”) niż jakieś poważne problemy, powinnam poradzić sobie z nimi sama. Ale z drugiej strony jedynym światełkiem w tunelu jest myśl – on by rozumiał. Nie bałabym się, nie wstydziła, tak jak wtedy, kiedy wszystko działo się samo między nami, nie było żadnych barier. Gdyby był blisko albo gdyby chciał, szukał ze mną kontaktu. I narzucając się tylko go spłoszę.
Nie ma żadnego niego. Jest głucha cisza jako odpowiedź na moje smsy. Zamilknij i ty, mała dziewczynko. To zdarzyło się raz, reszta to kwestia twojej wyobraźni.

…taka jestem żałosna, kiedy się tak miotam…

[Strachy Na Lachy "Moralne salto", Myslovitz "Bunt szesnastolatki"]

„…nie pytaj czy jej fajnie z tym, nie pytaj czy jej fajnie tak…”

…tak więc mówię językami ludzi, a czasem też aniołów. i cóż mi z tego, kimże ja jestem?…

leczę się ze złudzeń – im szybciej i skuteczniej, tym lepiej.

powoli przygotowuję się na twarde lądowanie, na wtłoczenie spowrotem w ciasne ramki. kompletnie nie mam na to siły ni ochoty. boję się. jestem głupia – nie potrafiłam o siebie zadbać i odpocząć..?

uciekam. nadal. sama przed sobą. przed tym, co mnie może najbardziej zaskoczyć i co najmniej znam.

tęsknię – sama – nie wiem – za czym?

mam głowy zawroty, daj mi jakiś… znak?

„i tam i tam i tu i tu…”

Tęsknota za tym, co spełnione, zamknięte. Gra wyobraźni – co

m o g ł o b y

się jeszcze wydarzyć? Strzępki wspomnień wirujące w mojej głowie, kolorowe jak motyle.

Sen sprawdził się w bardzo zaskakujący sposób :)

Jestem tylko zbitkiem notatek, oto, co po mnie zostanie. Będzie można ułożyć je chronologicznie, spiąć w jedną całość i przeczytać historię. Tylko – kto miałby na to czas?

„nie ma go nie
nie ma go nie
nie ma go
- do nieba!”

…czerwone anioły na czerwone sukienki…

Śniło mi się, że byłam bardzo ważna. Stało się coś złego, awantura wisiała w powietrzu, a ja wykorzystałam swoją pomysłowość, znajomość terenu i odwagę. Uratowałam sytuację, wszystko załatwiłam sama. To znaczyło bardzo dużo. Byłam blisko właśnie wtedy, kiedy ktoś musiał się zaopiekować, wziąć sprawy w swoje ręce, zrobiłam to i zrobiłam to dobrze. Zyskałam zaufanie i przyjaźń. Czułam się… ehh…

Przebudzenie było – przykre.

Zawsze mam takie sny przed ważnymi koncertami.