impresja

Przyszedł do niej wczoraj tuż przed snem. Właśnie przewracała się z boku na bok, wpół świadomie już, na granicy jawy, kiedy poczuła jego dotyk na policzku.
„Przyszedłeś do mnie, mój królu?…”
„Tak, przyszedłem, chciałem ułożyć cię do snu. Jestem tu obok… a teraz śpij, kochana” głaskał jej włosy, czoło, ramię.
Uśmiechnęła się, odetchnęła lekko i odplynęła w sen.

I tylko kot przypatrywał jej się podejrzliwie, siedząc na parapecie. Przekrzywiał głowę pytająco. Zastanawiał się, z kim ona rozmawia w pustym, ciemnym pokoju.

O czymś, czego nie ma i nie może być. Niedorzeczności :-)

„I’ll be your water bathing you clean
The liquid piece
I’ll be your ether you’ll breathe me in
You won’t release
Well I’ve seen you suffer, I’ve seen you cry the whole night through
So I’ll be your water bathing you clean
Liquid blue

I’ll be your father
I’ll be your mother
I’ll be your lover
I’ll be yours

[Placebo "I'll be yours"]

…Marzę…
o tym, czym być mogę, czym być chcę. tak po prostu, tak jak zawsze, ale bez „skuwania się łańcuchem słów”, bez przyżeczeń, które tak łatwo złamać.
o tym, żeby dać całą siebie, ale też dostać równie dużo tego, co dla mnie cenne. czuć się ważną, docenioną, rozumianą, potrzebną. tylko dlatego, że jestem mną.
o czymś nierealnym tak naprawdę. i świadomość tej nierealności boli. bo słowa są po to, żeby uśpić niepewność. czasem wiem, że nie powinnam pytać, ale pragnienie usłyszenia odpowiedzi i uspokojenia się jest silniejsze. to psuje atmosferę tej prostoty i samo-się-dziania.

i tak pozostaję w sferze hipotez. również dlatego, że jestem mną – częściej tylko mną, rzadziej aż. no i z wielu innych powodów nie do przeskoczenia, dlatego właśnie rozważania są czcze i nigdy nie wcielę marzeń w życie.
nigdy – to znaczy najwcześniej do wakacji :-) bo – zgadnij dlaczego? – jestem mną :-) i nie moge odbierać sobie całej nadziei. zwiędłabym.
aczkolwiek. bawię się myślami.

przykoleguj się do takiej laski z dredami

Topię sprawy ważne w potoku czczej paplaniny.
Oto czym się ostatnio zajmuję :-)

Bogatsza i doroślejsza o jeden kolejny weekend. Uważam, że odpowiednio uczciłam symboliczny dzień – równo na miesiąc przed moimi urodzinami. It’s all right, it’s all good, it’s all right!

Nie będę pisać o rzeczach złych. Nie będę. Nie wywołuj wilka z lasu.

ot, i tyle.

Wszystkiego najlepszego z okazji wczorajszej inauguracji wiosny – życzy córka leśnika, fanka wszystkich odcieni zieleni.

…Czasem myślę, że nic mnie już nie zdziwi. Dzieją się rzeczy, których nie rozumiem i nijak pojąć nie mogę, we łbie mi się nie mieści po prostu, zbyt wiele sprzeczności. Zbyt duże rozczarowanie. Przestałam próbować jakoś sobie to wytłumaczyć, skupiam się na uzyskaniu względnego spokoju i imitowaniu całkowitej równowagi i obojętności…

W przerwach tłumaczę sobie, że jeszcze tylko dwa dni, a potem dzień trzeci, i tego trzeciego dnia już wszystko będzie daleko poza mną, odpocznę, ucieknę stąd, zapomnę, będzie spokojnie.

Spokój, spokoju, spokojowi. Nadużywam tego słowa. Nowa mantra, następczyni ja-chcę-do-domu.

Tak oto, po niespełna trzyletniej przerwie, powróciłam do roli samotnej pasażerki.
Na budynkach stacji w moim miasteczku widnieje tabliczka z łuszczącymi się literkami: SKP. Samotne Koleje Państwowe.

.

„Pod pociąg się podłożę”

Nastroje straceńcze.
(przed jutrzejszą matematyką)

pszszszszt (syk spuszczanego powietrza)

Panna Anna – mistrzyni małej nikomu do niczego nie potrzebnej nikczemnej jakościowo formy pisemnej.

Na ekranie Pirs Brosnan udający Bonda uwodzi kolejną piękną mężatkę w sobie tylko znanych, niecnych celach, mając zapewne na uwadze głównie dobro Królowej, tak przynajmniej twierdzi scenarzysta, mimo to jestem głęboko przekonana, że przejrzałam jego PRAWDZIWE zamiary, typowy mężczyzna…

„Snów dziwnych jej pięć
jak palców jej pięć u dłoni każdej.”

A czasem nawet wolałabym się nie budzić, pozostać w tym śnie, być jego częścią jak najdłużej. Bo po przebudzeniu przychodzi zrozumienie (bądź jeszcze większa dezorientacja, nie wiem sama co gorsze), zaczyna pracować myśl, doszukujesz się drugiego dna, symboli, sensu… w czymś, co sensu nie ma i mieć nie może.
A jednak. (ogórki)

Piszę bo się boję. Paplam jak najęta, prowadzę potoczysty monolog wewnętrzny. Skala porywistości nurtu paplaniny odzwierciredla poziom paniki. Nie wiem co to będzie jutro. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Ale umowa jest umową, i tak będzie, co ma być.

„Niefajnie jej z tym, nie pytaj czy jej fajnie…”

paszkwil i pamflet

Pozytywizm jest głupi.
Orzeszkowa jest głupia.
I Prus też.
Całowieczorne pisanie prac również jest głupie.
Tylko ja jestem mądra, wspaniała, genialna, a moja praca jest dobra i dostanę za nią piatkę.
Ha ha ha.

Dżizas Krajst!
paznokcie poobgryzane do krwi… grrryz gryz gryzzz!

pam param parampam pam pam… jaka to piosenka?

Skończyła się radość równie szybko, jak się zaczęła. Słońce dalej świeci, nawet wiatr taki sam jak wczoraj. Ale panna Anna nie ta sama, mądrzejsza. O jedną długą bezsenną noc.

„Nie pytaj mnie, skąd o tym wiem.
Opowiem ci o tym innym razem.”

Piszę. Dużo. Żeby się uspokoić. Notatki nie nadające się do publikacji, czasem nadające się do wglądu, do fragmentarycznego udostępnienia tym, którzy zrozumieją, którzy chcą zrozumieć. Niewielu ich, ale słowo pisane jest cierpliwe, doczeka do innych czasów. Lepszych. Urodzajnych.
Gdzieś tam (w zagłębiu przemysłu włókienniczego i starych panien) ktoś tam kończy właśnie grać jakiś tam koncert. A ja prowadzę mimowolny monolog z jego niemym, wyimaginowanym udziałem jako słuchacza. Potem go spiszę i powstanie kolejny niewysłany elaborat. Miło jest stwarzać sobie złudzenie rozmowy, złudzenie normalności, równowagi.

Coś nieskładnie mi to wszystko idzie, mon cheri!

„Odpocznijmy, połóżmy się, zapomnijmy…”

Klnę jak dziecko szewca. Proszę mi to wybaczyć.

mam same czarne myśli
czarny jest mój cień
pomalowałam się na czarno
farba ma to czerń.

Śpiewa mi w głowie, słodko-gorzko, na wpół nierealnie. Echo. Ale przynajmniej sięgnąwszy po gitarę dzięki temu. Gitara zakurzywszy się już zdziebko, więc…
Uśmiecham się sama do siebie. Tajemniczo, ale bez kociego zadowolenia. Bo znów tylko ja WIEM. Tylko ja znam myśli panny A.

Zasadniczo w wolnych chwilach zajmuję się oczekiwaniem, aż to wszystko wybuchnie.
Czasem myślę o moich urodzinach. Dodaję detale do prawie doskonałego już planu.
Jeśli dostanę wymarzony granat, słowo stanie się ciałem. Bo piątek w moim kalendarzu przyozdobiła sentencja:

„Ja i tak w plecaku granat mam”
i mogę to wszystko ROZJEBAĆ,
jak mi się spodoba!

„… zasadniczo… w moich poglądach… nie wiem… co robi? nie wiem, dominuje… eee, nie wiem… kurwa! nie wiem. mniejsza z tym.”