emigracja.

Wrastam się w to.
To, co kiedyś było dla mnie przerażającą plątaniną ulic pełnych ludzi i pojazdów przemieszczających się w zawrotnym tempie, miejsc dla mnie niedostępnych, obcych, wrogich, zgubnych przez wypełniający je hałas, gwar, natłok dźwięków i obrazów zmieniających się szybciej, niż jestem w stanie je zrozumieć, przyswoić, zareagować.
Teraz słowo „miasto” wydaje mi się zbyt duże, by tak to określić.
To jest w gruncie rzeczy całkowicie oswajalne i tak naprawdę całkiem podobne do miejsca, w którym się wychowałam, tylko trochę większe i szybsze – to jest tak, jakby porównać ze sobą trochę zadrzewiałą i skrzypiącą karuzelę na podwórkowym placu zabaw i tę łańcuchową w objazdowym wesołym miasteczku.
„Miastem” nazwę mój następny przystanek na drodze… (krzyżowej?) (ku dorosłości / samodzielności / niezależności…?).
Najwyżej go potem zdegraduję albo przyporządkuję inny wesołomiasteczkowy przyżąd.

A na razie zapuszczam korzenie.

Nie zapomnij o tym zbyt szybko, staraj się pamiętać!

„A dzban wino ukrywa i łzy w swojej cieśni.
Kochałem i wiem teraz, skąd się rodzą pieśni”

Na prawo i na lewo, do góry, w dół, fikołek, salto, znów na prawo…
Afirmacja: codzienności, zwyczajności, nieuchronności.
Spokój i energia zarazem.
Zachwyt, ekstaza, oszołomienie, wolność.
Życie! po prostu, ni mniej, ni więcej.
Mówi do mnie chłopiec w masce staruszka-mędrca.
Fikołek, salto –

„Złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia,
A jednak śpiewać będę wam pochwałę życia – „

w prawo, w lewo, w dół, znów w prawo

widzę siebie w oknie pociągu.
jestem chyba też po trosze „Karoliną” Vargi, która wiecznie ucieka i za każdym razem powraca –
ale nie to jest ważne
ważne jest słońce, płynące minuty, biegnące kilometry,
wszystko wokół się zmienia
wiatr we włosach
ja – nie-ja?
tu, tam, teraz, zaraz,
chciałabym, znów.

(panna anna chyba znalazła)
(pasję)(w ruchu)
(i spokój.)(w sobie.)

„I uczę miłowania, radości w uśmiechu,
W łzach widziec słodycz smutną, dobroć chorą w grzechu,
I pochwalam tajń życia w pieśni i w milczeniu,
Pogodny mądrym smutkirem i wprawny w cierpieniu.”

[Leopold Staff "Przedśpiew" - fr.]

la la la…

Cicho i spokojnie, tu jest już dawno po wojnie.
Przegranej, ale to akurat nieważne.

Nadal jestem zdania, że to nie przypadek, iż właśnie mój dom pomalowano na zielono.

.

Reanimowałam się jako kobieta.
Po to, żeby zaraz potem móc popełnić mentalne harakiri.
Żałosne.
Żałosne i wkurwiające.

(tu następuje kilkuminutowe pieprzenie farmazonów o błąkaniu się po świecie bez stałego miejsca w czyimś sercu)

(na dodatek bez sensownej puenty).