?

I jeszcze powiem o tym, co mnie nurtuje i zadziwia. O czym myślę niemal bezustannie.

Co sprawia, że ludzie szukają partnera, tej mitycznej drugiej połówki? (pytanie niby banalne, ale jak frasujące!)
Dlaczego nie działamy jak zwierzęta, dlaczego płeć przeciwna nie służy nam tylko do rozmnożenia?
Co jest takiego w kobietach, co cenią, czego potrzebują, bez czego żyć nie potrafią mężczyźni?
Często mam wrażenie, że najlepiej byłoby im w czysto męskim świecie, z własnymi sprawami.
Do czego potrzebne im są kobiety? Tym twardzielom, siłaczom, bohaterom, zajętym wiecznie tylko sobą?
Co sprawia, że i w nich budzi się potrzeba delikatności, czułości, opieki?

Jak to działa?!

Proste odpowiedzi mnie nie zadowalają.

tik tak tik tak

Zrobiłam ostatnio odkrycie, które mnie przeraziło, bo ujawniło w pełni moją uporządkowaną, pedantyczną naturę.
Planowanie daje mi poczucie bezpieczeństwa i jako taki spokój. Im bardziej skomplikowany i trudny jest mój plan, tym większa moja mobilizacja i skupienie przy realizacji.
najlepiej jest mi wtedy, kiedy trudny i skomplikowany plan się uda. Zdążę wszędzie, wszędzie trafię i uda mi się załatwić wszystko, co potrzebne.

Wtedy czuję się jak trybik sprawnie działającej maszyny. Jestem spokojna, wiem na czym stoję. Wtedy mi z tym trybikostwem dobrze.

Straszne.

bęc.

Ja marzę teraz o tym,
żeby relacje międzyludzkie były jasne i proste.
Bez niedomówień i wieloznaczności.
To, co mówię, mówię dosłownie i wprost.
Moje słowa mają tyko jedno znaczenie, to najbardziej podstawowe.
Najlepiej się czuję w takich właśnie sytuacjach.

Jeśli chcesz, dojeb mi. Ale wprost, między oczy, nie w plecy, nie za plecami, nie po cichu, a z hukiem. Tylko szczerość się liczy.

Żeby moje tak było rozumiane jako tak, a nie jako
„tak, ale…”
„tak, tylko że…”
„tak?..”
„tak naprawdę to wcale nie”
a moje nie jako nie.

Jasno wytyczone granice, jasno ustalone zasady. Punkt zaczepienia, do którego można się odnieść. Pewnik, a nie substancja półpłynna.

Ależ wymyśliłam, niech to szlag.

i tylko chwiejącego się pod stopami dachu brak.

Nadal niczyja.
Tracę węch w tym pieprzonym olsztyńskim zaduchu.
Sosen! Jeziora!
C Z A S U ! ! !

Człowieka.
(Ramion, oddechu, szeptu, ust…)
(Życia.)

Czego ja słucham w tych swoich słuchawkach… aż wstyd, zwłaszcza w niektórych kręgach.
Nołstres, myślę tylko o sobie…

Lao amanda est.

Myślałam sobie
że ciocia Ania czuwa. Ciocia Ania czuwa nad wieloma. Wielu też czuwa nad nią. Jest tak, jak to zwykle bywa z rzeczą publiczną. Mówi się, należy do wszystkich i wszyscy powinni o nią dbać.
A tak naprawdę ciocia Ania jest jak państwo – wszystkich i niczyja.

Bo
ja wiem, ja pamiętam, ja doceniam. Strrrasznie przyjemnie szło mi się wczoraj mokrą ulicą z pieśnią na ustach. (Barykady i polip, ach). Zupełnie jakby nie istniał czas.

Ale
trzeba mi też i innego czuwania. Bliskości innej. Duszy dobrej, co to jak latarnia morska w ciemności. Zawsze stoi, zawsze miga.
Kogoś mojszego i żebym ja była czyjsiejsza.

Chciałoby się. Eh.