Et omnia Vanitas.

Patrzę na siebie na zdjęciach.
Patrzę na siebie w literkach. W rysunkach. Wiem, że Ty to czytałeś, wiem, że wtedy rodziło się uczucie.

Po raz setny szukam przyczyny, dla której płomyk zgasł. Bezcelowo rozpatruję.

Wszystkiemu winna pieprzona pustka.
Gdyby przyszło coś Dobrego, Prawdziwego i Nowego, nie wracałabym do czasów minionych.

Ale nie przychodzi.
Patrzę na siebie. Mam przed oczami obraz dziewczyny z kwietnia, maja, tej, której chciałeś przez jedną krótką chwilę powierzyć swoje życie, razem z jednym niedużym kawałkiem metalowego drucika.
Szukam dziury (w całym?).
Która jednak gdzieś jest, gdzieś się kryje,
bo już więcej nie wróciłeś,
no właśnie,
Ty nie wróciłeś,
ja wracam bezustannie.

Nie jestem w stanie wracać do swoich zapisków tak, żeby nie myśleć o Tobie.
Nie wiem nawet, czy bym chciała?
Czy właśnie tego bym chciała?..

Vanitas.

Płonie i ja sama podłożyłam ogień.

Kurwa mać! Dlaczego ja słucham takich rzeczy? I dlaczego kiedy mówię że mentalnie się cofam, że miotają mną takie pryszczate emocje to mi nikt nie wierzy?!

Złoszczę się.

A z drugiej strony sama funduję sobie regres, szeroko zakrojoną retrospekcję. Uciekam w Kiedyś od tego co Teraz.
Bańki mydlane.
Katalogi z zabawkami.
List do świętego Mikołaja.
Ale to zupełnie co innego.

Co innego białe rajstopki pod pachy, pluszowe misie i domy z klocków. Co innego desperackie spójrz-na-mnie-ja-tu-czekam-jestem-sama-pokochaj-mnie-ktoś-w-końcu.

Wszystko jedna żałość, tak naprawdę.
Niechże wybuchnie jakiś granat, niechże się wszystko radykalnie zmieni. Koniecznie – na lepsze.

nasze kolorowe życie jest takie szare

Szukałam i znalazłam. Piosenki.

A plany podróżnicze się krystalizują.

Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
Jak na przykład to, że nigdy nie będziesz potrafił zmienić punktu widzenia i spojrzeć szerzej.
(Świat nie składa się z Ciebie i spraw przyległych, ciężko w to uwierzyć, ale jednak.)
(Ja się mądrzę, ja, stara egoistka i egocentryczka, ale mnie się takie wycieczki poza własną perspektywę udawały parokrotnie, i dlatego się chyba we mnie zakochałeś, że moja perspektywa na początku pokryła się z Twoją i na Tobie się skupiła. Ale tak nie może być zawsze.)
(I dlatego już nie będziemy ze sobą.)
(Ale niektórzy nie potrafią tego zrozumieć i rzucają słuchawkami.)

Miejmy nadzieję, że tymczasowa ucieczka i głębszy oddech innym powietrzem to będzie jakiś ratunek. I że wystarczy na długo.
Serce mi stuka stukotem kół pociągu, godziny się wloką.
Czekam.

To boli tylko czasami.

Natura nie znosi próżni.
Dlatego tam, gdzie nie ma miłości żywej i prawdziwej, tam rodzi się miłość wymyślona, wymarzona, wysnuta.
Nie prawdziwa.
Taka, o której nie warto mówić nikomu.
Bo zrodzona z pustki. Bez szans i perspektyw.
Istnieje tylko dla mnie i dla moich potrzeb, żebym mogła się nią karmić, żebym mogła tworzyć kolejne wizje i złudzenia. Żebym nie była zimna, bezduszna, bezsercna.

„Kiedy kochasz, to wiesz, że żyjesz.
Kiedy kochasz, to dusza nie śpi.”

A on nie musi o tym wiedzieć. Bo i po co?

*

Pochodzę z miejsca, w którym
pijaczkowie
sobotnim wieczorem
w ciemnych uliczkach
schrypniętym głosem
śpiewają
„Obławę”.

uratuj mnie.

Przysięgłam miłość chłopcu o sercu wykutym z lodu,
o sercu z kamienia.

Można żyć, karmiąc się płatkami śniegu.
Można.

Nie będzie można chyba tylko wtedy, kiedy kamień zapłonie żywym ogniem – nie dla mnie. Spłonę z nim razem, ale nie w nim, gdzieś obok. Straszna to będzie śmierć.

Ale póki co?..
Można. Tyle jeszcze akurat można.

listopad 1993

„Chcę Ci powiedzieć jak bardzo Cię cenię
Chcę Ci powiedzieć jak bardzo Cię podziwiam
Chcę Ci powiedzieć uważaj na te drogi
Ale…”

Co gorsze?
Brak odwagi,
Czy świadomość, że moje słowa nie zostaną wysłuchane z uwagą? Że tak na prawdę nie wiele są warte?
że to wszystko, co mogłoby się za nimi kryć, wszystkie myśli cieplejsze, wiadomości niewysłane, toasty szeptem zadedykowane, godziny nieprzespane, przetkwione na okiennym parapecie z jedną myślą i jednym silnym bijącym niezmiennie źródełkiem w sercu
Że to wszystko nie ma większego znaczenia?
Że te słowa to będą tylko słowa. Puste dźwięki przyjęte całkowicie obojętnie i natychmiast wyparte z pamięci przez sprawy barwniejsze i bardziej znaczące.
Co jest gorsze, pytam?

„A ja nie chciałabym tak
po prostu
po prostu
przeminąć.”

Chyba szlag wszystko trafił.

Na dodatek przeraża mnie myśl, że wszystko, co dobre, już się stało. Już jest za mną. Dokonało się, a teraz możemy tylko odliczać puste dni do końca. To idealne, pierwsze i najlepsze nie powtórzy się ani nie odstanie. Najważniejsze w życiu spotkanie już się odbyło i niestety nie przyniosło oczekiwanych skutków. Dziękujemy, żczymy miłego dnia. Wszystko, co nastąpi później, będzie kłamstwem, pięknym kolorowym oszukaństwem, które wpiję sobie w mózg żeby zapomnieć i uwierzyć, że Ideał nie wydarzył się wtedy, że Ideał dzieje się teraz.
Później kłamstwo rozpadnie się na kawałki i znów zostanę sama.
A może nie będzie żadnego kłamstwa. Może wiatr już zawsze będzie wiał na mojej ulicy. (A śnieg będzie padać zawsze z tego kierunku, w który idę, mimo moich próśb).
I już całkiem zapomnę „to fajne wrażenie, że kiedy jest się razem, cały świat przestaje istnieć”.

„…po prostu
po prostu
przeminąć”