ad.notacja

Jeszcze tylko pozwolę sobie na małe zestawienie statystyczne i podanie garści faktów.

W 2006 roku:
- powróciłam na Forum
- poznałam chyba ze trzy czwarte aktualnie piszących na nim ludzi, co mnie ogromnie cieszy
- rozmiłowałam się w podróżach: pierwszy raz zaniosło mnie do Trójmiasta, Ustki, Mysłowic (przy okazji też Katowic i Bytomia), Poznania i Wrocławia, po raz któryś do Warszawy, Kostrzyna, Olesna, Krakowa… i ciągle mi mało!
- zarobiłam pierwsze pieniądze
- zakochałam się 2 razy, z czego i tak nic nie wyszło
- pożegnałam się z dredami
- popadłam w manię pocztówkową
- zakolczykowałam sobie ucho pierwszy raz w życiu
- osiągnęłam próg dojrzałości urzędowej
- dobrnęłam do klasy maturalnej
- znacznie poszerzyłam swoje horyzonty pod pewnym względem (hm, hm)
- dotknęłam nieba, wzleciałam do gwiazd
-spojrzałam w Pewne Oczy (wenn du willst, wenn du kannst)
- umocniłam stare przyjaźnie (ale Ty się uczesz!; Sztuka ne-o-li-tu!; Ta świnia ma ospę!), zadzierzgnęłam nowe.

W 2006 roku byłam na 9 koncertach Pidżamy Porno lub Strachów na Lachy. Trasy koncertowe to szkielet planu podróży, pretekst do wyjazdu w nowe miejsce, do nowych ludzi.
Jeżdżąc na same Grabażowe koncerty przejechałam około 3 883 km, do tego podróże wakacyjne na różne festiwale oraz podróże niemuzyczne, których nie umiem zsumować.

To dobry rok był, choć nie lekki, momentami.
Życzę sobie za Jarkiem Sową, żeby następny nie był gorszy, tyle w zupełności wystarczy.

Bo to był dobry pomysł rok temu z tym podsumowaniem.

styczeń

„przy temperaturze sięgającej -20,6 stopni pana C. jakiekolwiek życie jest niemożliwe. Życie po prostu zamarza.
(Bo tyle właśnie wskazał termometr szkolnej stacji meteorologicznej, kiedy rano dotarłam do szkoły.)
Jeszcze nigdy nie biegłam do szkoły tak szybko i nie reagowałam taką radością i ulgą na jej widok.
Czy kiedykolwiek jeszcze będzie ciepło?!”

„Nerwowa ze mnie sarenka. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, a zrywam się do ucieczki, na ślepo, prosto przed siebie.”

„Co się robi z sarenek? Chodniczki?…
Zróbcie ze mnie chodniczek, czym prędzej, proszę.”

„Bo to jest właśnie ona. Lao – następczyni plemiennego kapłana. Tyle tylko, że plemię się rozpadło, rozwędrowało po świecie. Często nawet sam nie wiesz, że jej potrzebujesz, ale ona zwykle wie, kiedy się pojawić. Przybędzie, odprawi swój rytuał (niektórzy mówią, że rzuca urok), a ty poddasz się, wyrzucisz z siebie wszystko, co boli i gniecie. W zamian da ci spokój, harmonię, poczucie bezpieczeństwa i ciepło, żebyś nabrał sił i od nowa uwierzył. A potem cicho odejdzie, spełniwszy swój obowiązek jak należy.
I tylko Lao wie, że potem zostaje sama. Szczęśliwa, że mogła pomóc; cierpiąca, bo kocha każdego, kogo uwalnia od jego nieszczęść i ciężarów.”

luty

„…czerwone anioły na czerwone sukienki…
Śniło mi się, że byłam bardzo ważna. Stało się coś złego, awantura wisiała w powietrzu, a ja wykorzystałam swoją pomysłowość, znajomość terenu i odwagę. Uratowałam sytuację, wszystko załatwiłam sama. To znaczyło bardzo dużo. Byłam blisko właśnie wtedy, kiedy ktoś musiał się zaopiekować, wziąć sprawy w swoje ręce, zrobiłam to i zrobiłam to dobrze. Zyskałam zaufanie i przyjaźń. Czułam się… ehh…
Przebudzenie było – przykre.
Zawsze mam takie sny przed ważnymi koncertami.”

„Sen sprawdził się w bardzo zaskakujący sposób :)

nie ma go nie
nie ma go nie
nie ma go
- do nieba!”

„Tydzień samotności. Wreszcie czas, żeby się załamać. Wreszcie czas żeby wsłuchać się w swój obłęd.
Mam koc, który nie grzeje i czarnych godzin sto.”

„Swoją drogą – walentynki – fantastyczny dzień, żeby się zabić. Takie to oczywiste, banalne wręcz, jak się z bliska przyjrzeć. Ulec manii tłumu, dać się rozpaćkać kulturze masowej. Nie ma lepszego dnia dla frustratów.
Czy ja jestem frustratką? Nie, tylko jestem troszkę roztrzęsiona.
Wieczór zapowiada się przepysznie. Depilacja jako namiastka samookaleczenia.”

marzec

„Zasadniczo w wolnych chwilach zajmuję się oczekiwaniem, aż to wszystko wybuchnie.”

„Piszę. Dużo. Żeby się uspokoić. Notatki nie nadające się do publikacji, czasem nadające się do wglądu, do fragmentarycznego udostępnienia tym, którzy zrozumieją, którzy chcą zrozumieć. Niewielu ich, ale słowo pisane jest cierpliwe, doczeka do innych czasów. Lepszych. Urodzajnych.”

„A ja prowadzę mimowolny monolog z jego niemym, wyimaginowanym udziałem jako słuchacza. Potem go spiszę i powstanie kolejny niewysłany elaborat. Miło jest stwarzać sobie złudzenie rozmowy, złudzenie normalności, równowagi.”

„Coś nieskładnie mi to wszystko idzie, mon cheri!”

„Panna Anna – mistrzyni małej nikomu do niczego nie potrzebnej nikczemnej jakościowo formy pisemnej.”

„Piszę bo się boję. Paplam jak najęta, prowadzę potoczysty monolog wewnętrzny. Skala porywistości nurtu paplaniny odzwierciredla poziom paniki.”

„…Czasem myślę, że nic mnie już nie zdziwi.”

„Na budynkach stacji w moim miasteczku widnieje tabliczka z łuszczącymi się literkami: SKP. Samotne Koleje Państwowe.”

„…Marzę…
o tym, czym być mogę, czym być chcę. tak po prostu, tak jak zawsze, ale bez „skuwania się łańcuchem słów”, bez przyżeczeń, które tak łatwo złamać.
o tym, żeby dać całą siebie, ale też dostać równie dużo tego, co dla mnie cenne. czuć się ważną, docenioną, rozumianą, potrzebną. tylko dlatego, że jestem mną.
o czymś nierealnym tak naprawdę.”

„to psuje atmosferę tej prostoty i samo-się-dziania.
aczkolwiek. bawię się myślami.”

„Uśmiechnęła się, odetchnęła lekko i odplynęła w sen.
I tylko kot przypatrywał jej się podejrzliwie, siedząc na parapecie. Przekrzywiał głowę pytająco. Zastanawiał się, z kim ona rozmawia w pustym, ciemnym pokoju.”

kwiecień

„Piszę o tym dzisiaj, bo dzisiaj sprecyzowałam, zdecydowałam się, poczułam rękami i nogami, i sercem samym, że to się, cholera, może udać. Chciałam zakomunikować. Głośno i wyraźnie. Tak. To może się udać.”

„…Promienie słońca siadają na oczach
I nikt już nie pognębi mnie.”

maj

‚Nie wiem zupełnie, z czego to wynika. Świat wcześniej nie pachniał tak intensywnie i na tyle sposobów.”

„Bo ja okropnie nie lubię, kiedy mam jakiś plan i ten plan w ostatniej chwili się gmatwa, tak że wszystko przestaje się dziać zgodnie z planem.”

„… bo ostatnie dni minęły z moim pełnym udziałem.
Obserwowałam, jak budzi się zieleń. Krok po kroku, w pełni świadomie, pierwszy raz od dawna. Widziałam, rejestrowałam, rozumiałam, czułam zmiany.
Chłonęłam całą sobą wszystkie nowe zapachy.
Nagrzewałam się od słońca. Ciepły piasek przesypywałam przez palce. Kurczyłam się od zimnych morskich fal.
Czułam wszystkimi zmysłami, jakimi dysponuję. Reagowałam na bodźce, dopuszczałam je do świadomości.
Pierwszy raz od bardzo dawna nie dzieliła mnie od świata matowa szybka. Ta, która jest zawsze, która czasem pomaga, ale najczęściej denerwuje. Powoduje rozproszenie, dekncentrację, senność, rodzaj niedyspozycji fizycznej i psychicznej. Więzi mnie. Przez nią funkcjonuję z trudem, sama w sobie, poza światem. A teraz jej nie było.
Cudownie. Oddychać pełną piersią, dawać się przenikać zapachowi morza.”

„bo Ty wcale nie wiesz o tym, że kiedy żartujesz, rozglądasz się niepewnie na prawo, potem na lewo. takim lękliwym, zajęczym gestem. Twoje oczy pozostają poważne, mimo, że usta się śmieją. te same oczy potrafią patrzeć bardzo wyzywająco zza dymu papierosa.
może się kiedyś dowiesz, jeśli Cię jeszcze kiedyś spotkam :-) użyczyłeś mi twarzy, tembru głosu. ja dałam Ci nową osobowość, nawyki, gesty najpewniej zupełnie do Twoich niepodobne. mogłabym o tym opowiadać godzinami. jeśli chciałbyś słuchać o sobie-niesobie.”

czerwiec

„A teraz siedzi, zbita w kulkę, trochę nieprzytomna po złej nocy, ale nieeee jest źleee! Kosmiczne słuchawki, a w nich pan pyta, czy świat dla mnie przygotował miejsce u samego dna. Oj tak, noszę w sercu Wielki Plan, ale też równie wielki lęk, że się nie uda. I już chciałabym wiedzieć, czy uda się, czy nie mam na co czekać. Nie mam ochoty czekać, nie lubię, nie umiem, dosyć już.”

„Bo jednak patrzeć w oczy jest o wiele łatwiej. Niby nic nowego. Niby tyle razy już tak było. Ale co z tego, skoro ja nadal nie wiem jak sobie poradzić?”

„jeśli ludzie przestaną mnie zaskakiwać, to będzie oznaczało że jestem już bardzo starą kobietą.
póki co jestem bardzo rozklejoną kobietą.
nie tak to miało być. nie tak, kurwa.”

lipiec

„Wróciłam, wyjechałam, wróciłam, wyjechałam, wróciłam… To tu, to tam, raz na dole, raz na górze kraju.
Ustka, Warszawa, Jastrzygowice, Kraków.
Teraz już tylko Kostrzyn, a potem praca-praca-nauka-praca.”

„Układam w głowie zdania listu, którego nigdy nie napiszę.
Tak łatwo tracisz przychylnych ci ludzi.”

„Od dziś wszystkie toasty będę dedykować tym, którzy znają i doceniają moją wartość.
A ciebie nienawidzę.
Najszczerszą miłością cię nienawidzę.”

sierpień

„Jednak mnie nie straciłeś, na zawsze, na amen, tak jak pomstowałam. Teraz jest spokojnie, dobrze między nami – Ty w swoim świecie, ja w swoim, z od czasu do czasu przepływającą między nami strużką liter. Niech tak zostanie.”

„Śladem muzyki.
To były bardzo dobre wakacje. Jeśli nie najlepsze.”

wrzesień

„(tu następuje kilkuminutowe pieprzenie farmazonów o błąkaniu się po świecie bez stałego miejsca w czyimś sercu)
(na dodatek bez sensownej puenty).”

„Nadal jestem zdania, że to nie przypadek, iż właśnie mój dom pomalowano na zielono.”

„widzę siebie w oknie pociągu.
jestem chyba też po trosze „Karoliną” Vargi, która wiecznie ucieka i za każdym razem powraca –
ale nie to jest ważne
ważne jest słońce, płynące minuty, biegnące kilometry,
wszystko wokół się zmienia
wiatr we włosach
ja – nie-ja?
tu, tam, teraz, zaraz,
chciałabym, znów.
(panna anna chyba znalazła)
(pasję)(w ruchu)
(i spokój.)(w sobie.)”

październik

„Myślałam sobie
że ciocia Ania czuwa. Ciocia Ania czuwa nad wieloma. Wielu też czuwa nad nią. Jest tak, jak to zwykle bywa z rzeczą publiczną. Mówi się, należy do wszystkich i wszyscy powinni o nią dbać.
A tak naprawdę ciocia Ania jest jak państwo – wszystkich i niczyja.”

„Ale
trzeba mi też i innego czuwania. Bliskości innej. Duszy dobrej, co to jak latarnia morska w ciemności. Zawsze stoi, zawsze miga.
Kogoś mojszego i żebym ja była czyjsiejsza.”

„Nadal niczyja.
Tracę węch w tym pieprzonym olsztyńskim zaduchu.
Sosen! Jeziora!
C Z A S U ! ! !
Człowieka.”

„Ja marzę teraz o tym,
żeby relacje międzyludzkie były jasne i proste.”

„Planowanie daje mi poczucie bezpieczeństwa i jako taki spokój. Im bardziej skomplikowany i trudny jest mój plan, tym większa moja mobilizacja i skupienie przy realizacji.
najlepiej jest mi wtedy, kiedy trudny i skomplikowany plan się uda. Zdążę wszędzie, wszędzie trafię i uda mi się załatwić wszystko, co potrzebne.
Wtedy czuję się jak trybik sprawnie działającej maszyny. Jestem spokojna, wiem na czym stoję. Wtedy mi z tym trybikostwem dobrze.
Straszne.”

listopad

„Co gorsze?
Brak odwagi,
Czy świadomość, że moje słowa nie zostaną wysłuchane z uwagą? Że tak na prawdę nie wiele są warte?
że to wszystko, co mogłoby się za nimi kryć, wszystkie myśli cieplejsze, wiadomości niewysłane, toasty szeptem zadedykowane, godziny nieprzespane, przetkwione na okiennym parapecie z jedną myślą i jednym silnym bijącym niezmiennie źródełkiem w sercu
Że to wszystko nie ma większego znaczenia?”

„Na dodatek przeraża mnie myśl, że wszystko, co dobre, już się stało. Już jest za mną. Dokonało się, a teraz możemy tylko odliczać puste dni do końca. To idealne, pierwsze i najlepsze nie powtórzy się ani nie odstanie. Najważniejsze w życiu spotkanie już się odbyło i niestety nie przyniosło oczekiwanych skutków. Dziękujemy, żczymy miłego dnia. Wszystko, co nastąpi później, będzie kłamstwem, pięknym kolorowym oszukaństwem, które wpiję sobie w mózg żeby zapomnieć i uwierzyć, że Ideał nie wydarzył się wtedy, że Ideał dzieje się teraz.”

„Przysięgłam miłość chłopcu o sercu wykutym z lodu,
o sercu z kamienia.”

„Natura nie znosi próżni.
Dlatego tam, gdzie nie ma miłości żywej i prawdziwej, tam rodzi się miłość wymyślona, wymarzona, wysnuta.”

„Kurwa mać! Dlaczego ja słucham takich rzeczy? I dlaczego kiedy mówię że mentalnie się cofam, że miotają mną takie pryszczate emocje to mi nikt nie wierzy?!
Złoszczę się.
A z drugiej strony sama funduję sobie regres, szeroko zakrojoną retrospekcję. Uciekam w Kiedyś od tego co Teraz.
(…)
Co innego białe rajstopki pod pachy, pluszowe misie i domy z klocków. Co innego desperackie spójrz-na-mnie-ja-tu-czekam-jestem-sama-pokochaj-mnie-ktoś-w-końcu.
Wszystko jedna żałość, tak naprawdę.
Niechże wybuchnie jakiś granat, niechże się wszystko radykalnie zmieni. Koniecznie – na lepsze.”

„Wszystkiemu winna pieprzona pustka.
Gdyby przyszło coś Dobrego, Prawdziwego i Nowego, nie wracałabym do czasów minionych.”

grudzień

„Dziękuję.
Zespołowi. Za granie, za całą metafizykę, którą ja z tego grania czerpię, za pomoc, za troskę i za sympatię. Za to, jak moje życie się zmieniło od pierwszego koncertu, za ludzi, których dzięki temu mogłam spotkać.”

„I to o mnie wtedy trzeba zabiegać, nade mną skakać, przyjmować mężnie wszystkie obelgi i pozorne odtrącenia. Tego właśnie potrzebuję, będę niemiła, będe pluć wam w twarz, ale wy dalej mnie kochajcie, kochajcie mnie o wiele mocniej niż zwykle, przecież to trwa tylko dwa dni.”

dance with me, romance with me…

Co 25, 26 dni powtarza się rytuał.
Przez 24 dni jestem cała do dyspozycji każdego, kto mnie potrzebuje. Pomóc, pogadać, pocieszyć, poprawić humor, rozerwać, noł problem. Przynieść, podać, pozamiatać, zrobić kanapki do szkoły, wynieść śmieci, potowarzyszyć w knajpie na pustym parkiecie. Oto jestem.

Ale dnia dwudziestego piątego system fails. Sytuacja drastycznie się odwraca. Robię się drażliwa, obrażalska, smutna, wymyślam sobie kolejne dramatyczne dylematy. I to o mnie wtedy trzeba zabiegać, nade mną skakać, przyjmować mężnie wszystkie obelgi i pozorne odtrącenia. Tego właśnie potrzebuję, będę niemiła, będe pluć wam w twarz, ale wy dalej mnie kochajcie, kochajcie mnie o wiele mocniej niż zwykle, przecież to trwa tylko dwa dni.

No i właśnie teraz jest ten moment, error za errorem.
Niech mnie ktoś przytuli.

Edit:
Przegapiłam.
„Pamiętam, był 22 grudnia, krótko po drugiej włączyłem gałką radio, na chwilę zatrzymał się czas…”
Sto lat, sto lat, mój lao-blogu. Trzy świeczki na torcie.

wrocławsko-warszawska dziewiętnastka

Dwa niesamowicie męskie weekendy pod rząd.
Czysta przyjemność.

Weekend wrocławski zdominowany przez
nową sympatyczną znajomość,
znajomość stosunkowo starą acz rozwijającą się stopniowo i dojrzewającą,
znajomość wakacyjną z szansami na kontynuację oraz
jedno wielkie odkrycie człowieka na nowo, ubranie liter w ciało, głos i dotyk, zjawisko dające zresztą ogromną radość.
Weekend warszawski pod znakiem
specyficznej kumpelskiej więzi, którą bardzo sobie cenię,
szybkich mgnień i przelotnych uśmiechów,
porozumienia dusz, które obu stronom bardzo pomogło.

Dziękuję.
Zespołowi. Za granie, za całą metafizykę, którą ja z tego grania czerpię, za pomoc, za troskę i za sympatię. Za to, jak moje życie się zmieniło od pierwszego koncertu, za ludzi, których dzięki temu mogłam spotkać.
Mężczyznom, którzy byli przy mnie, choćby i przez moment, w ciągu tych 2 weekendów.

Bez Was by mnie nie było.
:-)

o czym mowa