w sumie to zupełnie nie jest ważne :)

- Ania, wiesz co ja ci powiem? Za dużo myślisz.
wiem.
w szufladzie pod materacem leży białe pudełko po butach. zapełniają je szczelnie, od początku do końca zapisane zeszyty. pierwszy powstał, gdy miałam 10 lat. ten sprzed roku zapisany jest chyba najgęściej.
odkąd pamiętam, miałam problemy z kłębiącymi się w głowie myślami. historie miłosne, własne języki, ukryte przejścia, potwory mieszkające za obrazami na ścianach, całe fabuły inscenizowane z udziałem lalek i miśków. chyba każde dziecko ma w sobie taki potencjał, ale niektóre nie potrafią nad nim zapanować. świat dział się swoim rytmem, ale wszystko co ważne, prawdziwe i poruszające działo się w mojej głowie.
(i mieszka tam nadal, wyłazi z zakamarków paimęci lekko tylko wyblakłe).
w zeszytach zostawiałam myśli, często niechciane, których nie potrafiłam pozbyć się inaczej. to najważniejsza siła napędowa pisania – walka o spokój.
dopiero po jakimś czasie wydało mi się, że rzeczą ciekawą i godną wysiłku będzie próba zachowania w słowach pisanych całej siły emocji, z których pisanie się rodzi. to był odtąd drugi ważny imperatyw i wyznacznik wartości „literackiej” tego, co pisałam. nadal swoje teksty oceniam pod kątem ekspresji, najmocniejsze zaliczam do najbardziej udanych, a okresy w których powstały – do najtrudniejszych.
wiem, że za dużo myślę – bo wiem, jak to jest w tych myślach tonąć. męczące czasem, ot co.
podobno nawet najbardziej nieuleczalny introwertyk skrobie swoje zapiski z autocenzurą i nadzieją, że ktoś je kiedyś przeczyta, ja poniekąd też zawsze mam nadzieję że ktoś w tym znajdzie coś dla siebie, kogoś to poruszy tak jak mnie (mną) poruszało.
czasem myślę, że ze wszystkiego robię literaturę. nie chodzi już nawet o aranżowanie sytuacji w jakiś widowiskowy, „fabularny” sposób, tylko o postrzeganie świata słowami, tekstem, staranne składanie zdań na bieżąco, dobieranie wyrazów tak, żeby jak najmocniej brzmiały, oddawały chwilę, czasem kosztem wierności wobec pierwszego wrażenia.
stare zeszyty od czasu do czasu wyciągam i czytam, wybieram sobie interesujący mnie akurat okres. wracam do siebie zawartej w tamtych słowach, widzę wyraźnie swoje przeszłe pomyłki, swoją śmieszność (nauczyłam się ją akceptować, to chyba sporo). analizuję, staram się móc stwierdzić „wiem co poszło nie tak”. uczę się na sobie samej, żeby wiedzieć Skąd Przychodzę i Kim Jestem, mieć wpływ na to Dokąd Zmierzam. bezustannie oglądam się za siebie. nie umiem być „ponad to”. ta zabawa za bardzo wciąga.
a jednak. jednak ostatni z zeszytów zapełnia się wyjątkowo powoli. zawiera głównie opisy snów. poszczególne notatki dzielą miesiące milczenia. wszystkie miejsca – włącznie z tym – w których pisałam też powoli umierają, milkną.
chciałabym, naprawdę często cholernie bym chciała pisać rzeczy ważne, poruszające, mądre. niektórzy potrafią, ja się czasem bardzo, badzo staram. ale ostatnio zaglądam do swojej głowy i znajduję myśli poukładane w szufladkach. żadnych wielkich burz, raczej spokój.
i żal, że nie mam państwu nic ważnego do powiedzenia.
- za dużo myślisz
i kiedy myślę o tym, że za dużo myślę (i czy to dobrze czy źle, dlaczego dobrze i kiedy źle, co można by z tym zrobić żeby nie myśleć aż tyle) to czuję jak mi się w głowie zaciska retoryczna pętelka.
niektórzy po prostu już tak mają?

poczekajmy na lepsze czasy.

rachunek sumienia

LIPIEC:
Olsztynek -> Olsztyn -> Poznań -> Choszczno -> Barlinek
31 + 329 + 139 + 29 = 528
- przyjazd na urodziny Pana Michała

Barlinek -> Gorzów Wlkp. -> Barlinek
2 x 35 = 70

powrót do domu = 528

Olsztynek -> Olsztyn -> Iława -> Działdowo -> Warszawa -> Koluszki -> Częstochowa -> Opole -> Wrocław
31 + 685 = 716
- szalona trasa pociągu wiozącego nas na Manu Chao :)

powrót: Wrocław -> Poznań -> Olsztyn -> Olsztynek
= 470 + 31 = 501

Olsztynek -> Warszawa -> Białystok -> Gródek
376 + 40 = 416
- trasa pkp+pks na Basowiszcza

powrót stopem: 40 + 192 + 186 = 418

SIERPIEŃ:
Olsztynek -> Olsztyn -> Kostrzyn n/O
31 + 462 = 493
- oooOOOoooo, jedziemy na woodstock!

Kostrzyn -> Gorzów Wlkp. -> Barlinek
46 + 35 = 81
- rekonwalescencja, rehabilitacja, celebracja rocznicy :)

Barlinek -> Gorzów Wlkp. -> Barlinek
2 x 35 = 70
- szoping ina tamtejszy Babilon

Barlinek -> Choszczno -> Poznań
29 + 139 = 168
- Natalia Tesco tour

Poznań -> Gdańsk
= 318
- dredmejkin’ tour

Gdańsk -> Olsztynek
= 160

I to by było na tyle póki co,
czyli reasumując: 3177 km w lipcu + 1290 km w sierpniu = 4467 km :)))