o mój rozmarynie

wojnę prowadzę, bój okrutny, trwają regularne zbrojenia.
ścierają się ze sobą dwie potężne siły.
po jednej stronie: glany i trampki, stare jak świat bluzy dresowe i wyciągnięte swetry, sprane podkoszulki, włóczkowe torby, chusta po ciotce i sfilcowany szalik obok wełnianej czapy
(czyli: zmieniać się nie chcę bo taki już jestem, mam prawo mieć prawo, niespełnione marzenia o różnych kolczykach w różnych nieprzekłutych dziurkach, energia, własna droga, byle wygodnie, byle po swojemu, byle była muzyka; można mieć lat 14, można 16, a można i 20)
po stronie drugiej: elegancki obcas, torebka i płaszczyk, szal albo delikatna biżuteria, dopasowane spodnie i proste spódniczki, bluzeczki i golfy
(czyli: żegnaj Croppie, witaj Orsay, najogólniej rzecz biorąc. jeszcze ogólniej: ćwiczenia, wykłady, miasto akademickie, kultura i sztuka, młoda inteligencja, pozbywanie się kompleksów i nabywanie pewności siebie, odkrywanie swojej kobiecości i korzystanie z niej, bo w tym wieku już tak wypada)
patrz pan, to dzieciństwo tłucze się z dorosłością.
ale ja się nie dam. ja będę negocjować, walczyć o kompromis będę. trzeba znaleźć złoty środek, a nie tworzyć sobie nową postać, którą nie jestem.
nie w tym sztuka, żeby przebrać mnie za kobietę, a w tym, żeby tę kobietę ze mnie mozolnie wygrzebać, znaleźć we mnie, obuuuudzić… (tak mówi mama).
póki co wir walki. mam tylko nadzieję, że kiedy opadnie kurz, stwierdzę z całą pewnością, że wmuszenie mi tych wszystkich zmian było tylko bodźcem do odkrycia w sobie potencjału, budzikiem takim, który w porę zadzwonił, a nie presją, której wbrew sobie uległam.
we’ll see.

(takie małe skojarzenie, nieważne w sumie, muszę sobie zrównoważyć tony wypowiedzi)
Po jednej stronie stali wałkonie, po drugiej przeciwległej stali chuje
Pomiędzy nimi siedzieli imbecyle i to właśnie do nich mówił Henryk Wujek

[pan Staszewski "Henryk Wujek"]