finally

Na północ wiosna przychodzi późno. Na północny wschód dociera ostatnia.
Wokół mojego domu drzewa jeszcze nie mają liści, tylko pierwsze nieśmiałe pączki, ale im dalej autobus mnie wiezie, tym więcej zielonych mgiełek, a nawet i kwiatów. Na miejscu miła niespodzianka: park zaczyna się zielenić, a pod balkonem cała mirabelka puchnie bielą.
Chyba nie wierzyłam do końca, że wiosna rzeczywiście się zacznie, a teraz czuję się, jakbym ją przywołała własną determinacją. Poczucie mocy sprawczej, ale i ulga :)

znowu wielkanoc

Rok temu na wielkanoc powstało zdjęcie. na zdjęciu wszystkie kobiety z mojej rodziny, te z nazwiskiem na Z., od strony taty. W samym środku Babcia Zosia, obok ja, ciocie, kuzynka, a w kuzynce kolejna generacja, bo w wyraźnie zarysowanym brzuchu mieszkała już mała Marcelina. Nazwisko ma wprawdzie po swoim tacie, ale jest częścią klanu, tak czy inaczej.
Rok temu na wielkanoc padał śnieg.
Rok temu na wielkanoc już wiedziałam, że będę siostrą, a reszta rodziny miała się właśnie dowiedzieć; bomba została rzucona chyba w poniedziałek.
I Marcelinka, i mój Brat – kawał dziecka z pierwszymi zębami i w trakcie pierwszych prób pełzania na 4 kończynach.
Rok temu na wielkanoc byłam dopiero po pierwszym semestrze studiów, mieszkałam sama i nie miałam przyjaciół na uczelni.
Rok to naprawdę kawał czasu! :) kiedy to zleciało?…

krótki komunikat

chciałabym tylko powiedzieć, że jest wiosna, zaraz będą święta, a mój Chłopak robi najlepsze kanapki na świecie (bo ma fantazję do składania smaków, a ja nie mam oraz pilne napchanie brzucha jest ważniejsze niż smak, zazwyczaj), zwłaszcza te z serem, keczupem i pietruszką. oraz że jest tajfajniejszym kompanem do wypraw, że się z nim nigdy nie nudzę, że zabiera mnie do kina na bajki, na których na widowni jesteśmy jedynym odstępstwem od dominującego schematu rodzic + dzieci. i że słońce świeci i mam piegi, mam też chore zatoki, przwiozłam sobie ze szczecina, ale śpię z termoforem na głowie i zupełnie się tym nie przejmuję;
jest dobrze.