gone

wyniosłam się stąd. może na chwilę, może na dłużej, okaże się.
6 lat balastu zaczęło mi ciążyć. mam nowe miejsce do pisania głupot.
zapytaj, może powiem gdzie :)

Slavoj Žižek „The Pervert’s Guide to Cinema” (DKF)

Slavoj Žižek w Wikipedii

Nie kocham freudystów.
Traktuję nieufnie ludzi ślepo zapatrzonych w tę koncepcję, uważam że to niezdrowe.
Slavoj Žižek wymyka się – na szczęście – takim prostym przyporządkowaniom.
Przez 3 godziny, bo tyle trwa „film”, Žižek zadaje pytania. Zestawia ze sobą najważniejsze motywy klasyki filmowej i próbuje interpretować je za pomocą filozofii, zadając trudne, kontrowersyjne pytania o naturę: człowieka, trzech freudowskich wymiarów osobowości i relacji między nimi, o prawdziwość klasycznych motywów komleksów, o postaci ojca i matki, w końcu o sens, sposób działania i funkcję kina jako projektora wszystkich tych zjawisk psychicznych.
Dla mnie to 3godzinna partia intelektualnych szachów. Mimo, że partner jest bardzo wymagający, zdołałam nie stracić wątku. Większości cytowanych filmów nie widziałam (ale chcę zobaczyć mimo, że Žižek zarysował oś fabuły i rozwiązanie), zdaję więc sobie sprawę, że pokazując sam fragment i proponując odpowiedź na ryzykowne pytanie o jego sens bardzo łatwo mną manipulować, bo wszystko co widzę składa się w spójną całość. A ja chciałabym znaleźć kontrargument w niewidzianej przez siebie całości.
Mimo to za każdym razem, kiedy Žižek rzuca z ekranu: „A co, jeśli…?”, serwując kolejną kontrowersyjną tezę o naturze, dajmy na to, kobiecej seksualności, ja zaplatam ramiona i mówię mu: „Udowodnij mi. Rozwiń to, przekonaj mnie”.
W tym akurat aspekcie nie przekonał mnie zupełnie.
I tu tkwi freudowska pułapka.
Jeśli nie zgadzasz się z demaskowanym mechanizmem, to znaczy, że coś w nim jest!
Mogę dyskutować z freudystami na poziomie abstrakcyjnych, filozoficznych rozważań. Przyjmuję warunki, zgadzam się operować pewnymi umownymi pojęciami bez kwestionowania ich prawdziwości, wyłącznie na płaszczyźnie intelektualnej i koniecznie w sposób logiczny.
Więc poza tymi warunkami, głupi Freudzie, zejdź ze mnie i mojej domniemanej podświadomości. Systemy – pułapki mnie nie bawią.
Žižek nie forsuje tez. Ogranicza się do ciągle powtarzanego: „A co, jeśli?”.
Co, jeśli dobra kobieta to martwa kobieta, bo żywa pozostaje wieczną zagadką, czymś dla męzczyzny nieprzewidywalnym, nielogicznym i nieosiągalnym?
Co, jeśli dobry ojciec to martwy ojciec, bo żywy dominuje syna, zagraża mu, konkuruje z nim?
Co, jeśli kobieta w sposób pełny przeżywa przyjemność z odbytego aktu seksualnego dopiero wtedy, gdy opowiada o nim koleżankom?
Dlaczego Morfeusz nie oferuje Neo trzeciej tabletki, pozwalającej po prostu powrócić do przerwanej iluzji, bez niepokoju i dokonywania jakichkolwiek wyborów?
Czy kino jest projekcją naszych kompleksów i pragnień? Czy prawdą jest, że nie uczy nas, czego pragnąć, a jedynie – jak?
No właśnie, co, jeśli? :)

Skąd przyszłam?

W tym roku wycieczkę na groby odbyłam samotnie, tak się po prostu złożyło, rodzina nie mogła długo czekać, mnie się nie bardzo chciało wygrzebywać z piżam. Poczekałam sobie do zmroku.

Wszystkich ważnych faktów z życia mojego Dziadka dowiedziałam się dopiero po jego śmierci, kiedy każdy potrzebował opowiadać, żeby poradzić sobie ze stratą. Zrozumiałam, jak silnie wpłynął na kształtowanie się osobowości swoich synów (zadziwiające, jak różne były efekty). Dowiedziałam się, że był srogim, wymagającym ojcem. Dla mnie – najlepszym, dobrotliwym, rozpieszczającym dziadziem. A ja podobno byłam najukochańszą z jego wnuczek.
Przez pierwsze lata dużo częściej odwiedzałam jego grób. Przynosiłam ozdobne świeczki zamiast zniczy i bukieciki stokrotek i bratków na jego imieniny. Przychodziłam żalić się, kiedy było mi źle. Wyobrażać sobie, że jestem malutka i wspinam mu się na kolana. A tych wszystkich złych rzeczy jeszcze nie ma.
Teraz przychodzę raz albo dwa razy w roku. Staram się nie pocieszać myślą, że „przecież on na pewno widzi, że pamiętam na co dzień”. Mam nadzieję, że widzi, że nie muszę już uciekać, chować się we wspomnieniach. I że słyszy, jak opowiadam o nim innym.

(Swoją drogą – zawsze zaskakuje mnie na nowo i wzrusza, że Babcia nadal nosi obrączkę. Dziadka już nie ma, ale ona pozostała żoną. Niektórych śmierć rozłącza tylko pozornie, tylko tymczasowo.)

Mój Pradziadek, owoc mezaliansu chłopa i szlachcianki, spoczywa na tym samym cmentarzu. Zmarł w 1966 roku, ale mój Tata zapamiętał go bardzo silnie i od zawsze zabierał mnie na grób, opowiadając przy tym o dziadku, bohaterze swojego dzieciństwa. To on był złotą rączką i budował wnukom najrozmaitsze zabawki, to do niego biegło się ze skaleczeniem w obawie, że ojciec spuści lanie.

Stawiam znicze na grobach mężczyzn, którzy ukształtowali mojego ojca. Staram się pamiętać kim byli i jak na niego wpłynęli, bo on wpłynął na to, kim jestem ja, a pośrednio wszyscy oni będą mieć swój udział w tym, kim będą moje dzieci. Je też będę przywozić na cmentarz i opowiadać, żeby wiedziały, kim, dlaczego i skąd są. To ważne.

Domino pokoleniowe. Kolejna część układanki, element odpowiedzi na jedno z 3 najważniejszych pytań.