uczę się być z.

Bardzo dobrze Cię znam, chociaż myśląc o Tobie mam przed oczami przede wszystkim osobę sprzed lat.
Dzięki temu tamta część Ciebie może swobodnie dochodzić przy mnie do głosu, nie obawiając się śmieszności. Uważam, że to jest w Tobie najcenniejsze, to sedno Ciebie.
Jednak równocześnie poznaję w Tobie to, co się przez te lata zmieniło i rozwinęło.

Rozprawiamy się z tematami, które kiedyś były między nami tabu. Staramy się mówić otwarcie i o przeszłości, i o teraźniejszości. (Taka szczerość wymaga odpowiedniego nastawienia do siebie nawzajem i właściwego momentu; trenujemy to).

Jesteś jednym z najdroższych mi ludzi na świecie. Dlatego nie chcę Ci dać odejść, chyba że tak będzie trzeba. Wiele rzeczy między nami się nie wydarzyło i już się nie wydarzy, dlatego nie robimy podchodów. Nie wkraczamy w niebezpieczne, krzywdzące rejony. Lojalność to klucz.

Kocham Cię jako człowieka. Dlatego będę Cię wspierać i chronić. Czasem też wbrew Tobie.

Będę Ci powtarzać i okazywać, że jesteś ważną, wartościową, zajebistą i atrakcyjną osobą. Chcę dodawać Ci wiary w siebie i odwagi do sięgania po szczęście.

Chcę, żeby poczucie bliskości i braterstwa dusz było czymś, co daje siłę. Małą oazą do wyrażania rzeczy, które może są trochę niemodne, dobre dla romantyków i wrażliwców, dlatego się je chowa przed światem. Do rozmawiania o marzeniach, które pomagają przetrwać, iść przed siebie w poszukiwaniu sensu i swojego miejsca. Możemy mieć taką wspólną przestrzeń, dawać ją sobie nawzajem.
(Przed oknem na poddaszu w pokoju, którego nie ma).
Jesteśmy swoją pamięcią, swoimi świadkami, lustrem, sejfem.